2 lipca, środa
Obudziło mnie to
samo tupanie, które pozwoliło mi zasnąć. Ciężka głowa wyginała obolały kark.
Stęknęłam z niezadowolenia. Tupanie nasilało się z każdą chwilą. Otworzyłam
wciąż domagające się snu oczy. Spojrzałam na zegar wiszący w głębi korytarza.
Wskazywał, że dochodziła godzina dwunasta. Przypływ świadomości przepędził moją
senność w tempie wystrzelanego pocisku.
Tup, tup, tup.
Wstając oparłam się
o drzwi frontowe.
- Świetnie,
zasnęłaś pod drzwiami. Spróbuj tylko zachorować! – krzyczałam na siebie w drodze
do kuchni.
Tup, tup, tup.
Podłączyłam telefon
zostawiony na kuchennym blacie do ładowania. Przejrzałam się w lodówce z
nierdzewnej stali. Piękna sterta nieszczęścia, nie ma co, Inko, pomyślałam.
Przeszył mnie chłód, zaburczało w brzuchu, dotknął zapach własnego potu,
bałagan w domu, głodny jeż chodzący gdzieś po mieszkaniu, a matka wraca za
około godzinę.
Z lodówki wyjęłam
karton mleka, wlałam je do miski i zasypałam pierwszymi lepszymi płatkami
śniadaniowymi. Zostawiłam wszystko do rozmoknięcia, a sama przeszłam się po
mieszkaniu i pozbierałam wszystkie swoje ubrania walające się po wszelakich
kątach. Wrzuciłam je do swojego pokoju. Zaczęłam szukać jeża głodnego tak samo
jak ja, a może nawet i bardziej. Z sypialni mamy przeniosłam go ostrożnie do
salonu, gdzie z otwartego opakowania wysypałam mu kilka mirabelek do
spałaszowania. Trochę uspokojona weszłam do łazienki.
Wzięłam gorący
prysznic. Kiedy strumienie wody omywały moje ciało, żeby przestać myśleć o bólu
towarzyszącemu każdej jej kropli zaczęłam się zastanawiać kim może być brat
dziewczyny z „Piwnicy”. Nigdy nie widziałam by ktoś wchodził lub wychodził do
mieszkania naprzeciwko. Nie dochodziły też z niego żadne odgłosy.
Usłyszałam dzwonek
do drzwi. Wyskoczyłam z kabiny, niedokładnie owinęłam się ręcznikiem, czego
później pożałowałam. Nie byłam nawet pewna czy zakręciłam wodę. Z grymasem niezadowolenia otworzyłam drzwi jednym zamaszystym ruchem. W brogu stała moja nowa
sąsiadka.
- Co tym razem? –
warknęłam.
- Chciałam się
zapytać czy nie mogłabyś mi pożyczyć czajnika na kilka mi… - urwała. Do moich
uszu dobiegł odgłos opadającego ręcznika.
Skamieniałam.
Zatrzasnęłam jej drzwi przed nosem.
Brawo! Nie dość, że
wczoraj kręciłaś jej tyłkiem pod nosem to teraz się przed nią rozbierasz! Twoja
bezwstydność osiągnęła kolejny poziom!, krzyczałam na siebie. Ale o dziwo
nie czułam się zawstydzona.
- To znaczy nie? –
usłyszałam roześmiany głos.
Nieświadomie
zazgrzytałam zębami. Moje biedne szkliwo trzeszczało pod naporem szczęk. Wróciłam
do łazienki. Umyłam zęby przy zlewie i zmyłam wczorajszy makijaż. Z szafy w
mojej jaskini wygrzebałam czystą bieliznę, skarpetki, podniszczone szorty oraz
roboczą koszulkę. Założyłam wszystko na siebie. Przed lusterkiem wiszącym na
materacem, zastępującym łóżko od połowy roku, związałam warkoczyki w wysoki
kucyk. Na czoło nasunęłam materiałową opaskę, która szybko jednak przesiąkła
wodą. Przyjrzałam się siniakom po palcach Diabła. Były duże i ciemne.
Zasłoniłam je hektolitrami fluidu.
Wróciła do kuchni.
Zjadłam rozmoknięte chrupki, a miskę wstawiłam do zlewu. Rozejrzałam się –
dookoła panował względny porządek. Schowałam najedzonego jeża do klatki po
królikach i dołożyłam mu trochę siana podkradzionego ze stajni. Ułożył się
wygodnie w rogu i zasnął. Okryłam pręty kocem, zamknęłam swój pokój.
Z szawki w
przedpokoju wyjęłam sztyblety. Spojrzałam przez wizjer. Dziewczyna dalej tam
stała. Westchnęłam zrezygnowana. Włożywszy buty zostawiłam mamie na szafce
karteczkę z informacją, że jadę do stajni. Wyszłam z mieszkania i zamknęłam
drzwi. Klucze schowałam do przedniej kieszeni spodenek. Spojrzałam na
dziewczynę i jej walizkę spode łba. Czyżby spała na klatce? A co z bratem?, myślałam.
Wezwałam windę. Weszłam do środka. Czekałam, aż dziewczyna zrobi to samo, ale
ona tylko stała i patrzyła. Zatrzymałam zamykające się drzwi stopą.
- Będziesz tam tak
stała czy może w końcu wejdziesz? – Popatrzyła na mnie, ale ruszyła do windy. Z
walizką. – Zostaw ją. Nikt tu nie przychodzi – mruknęłam rozdrażniona.
W milczeniu
zjechałyśmy na dół. Ona - z głupim uśmiechem na ustach, ja – z niemiłosierną
chęcią zaciągnięcia się dymem papierosowym.
Przed wieżowcem
uświadomiłam sobie, że nie mam przy sobie ani jednej fajki.
- Palisz? –
zapytałam z nadzieją w głowie.
Bez zbędnych słów
zza dekoltu wyjęła całe opakowanie i poczęstowała mnie. Mruknęłam jakieś
podziękowanie. Poczęstowała mnie ogniem, a w następnej chwili zaciągałam się
nerwowo.
Podeszłyśmy do
przystanku. W kiosku obok kupiłam nam bilety oraz paczkę papierosów dla siebie
na zapas. Dziewczyna patrzyła na mnie z niecierpliwością, jakby czekała, aż w
końcu zaproponuję jej oddać ową zapożyczoną fajkę. Posłałam jej spojrzenie
znaczące tyle samo, co wyciągnięty środkowy palec, poczym sprawdziłam rozkład
jazdy. Miałyśmy jeszcze kilka minut.
Przystanek był
pusty. Nikt nie czekał oprócz nas. Cisza zaczęła być dla mnie uciążliwa. Całe
szczęście przerwała ją moja towarzyszka.
- Dobrze
sprawdziłaś ten rozkład? Bo nie widzę, żeby coś po nas jechało. Gdzie tak w
ogóle jedziemy? – mruczała niezadowolona.
- Na pewno dobrze
sprawdziłam. Jestem pewna. Miał być jakieś siedem minut temu – odwarknęłam.
- Te siedem minut
temu, kiedy kupowałaś bilety?
- Tak, te siedem
minut temu.
- Czekałyśmy na trzydziestkę
czwórkę?
- Tak –
odpowiedziałam ostrożnie, po lekkim wahaniu.
Zgromiła mnie
wzrokiem.
- Kiedy ty dbałaś o
swoje cholerne nałogi, autobus przejechał mi tuż przed nosem!
- I go nie
zatrzymałaś?!
- Nie! Nikt mi nie
powiedział, że to ten!
Wykrzyknęłam
przekleństwo. Miałam ochotę roznieść przystanek.
- Nie wiem jak ty,
słonko, ale ja wracam. – Odwróciła się na pięcie i minęła przeźroczystą ścianę
przystanku. Ruszyłam za nią.
- Księżniczko?
Podwieźć cię gdzieś? – usłyszałam znajomy głos za plecami. Obejrzałam się w
jego stronę. Nie był to, co prawda, wymarzony autobus z numerem trzydzieści
cztery, ale duże, czarne BMW, a w nim barman z „Piwnicy”.
- Nie dostałeś
wczoraj, o ile mnie pamięć nie myli, zakazu zbliżania się do mnie? – zażartowałam.
– Chcesz się wykazać altruizmem? Podrzuć nas do stajni.
- Nas? – uniósł
pytająco brwi.
- Mnie i tamtą
laskę. – Przesunęłam się, żeby mógł się przyjrzeć mojej sąsiadce.
- Z przyjemnością –
i obleśnie oblizał usta.
Dziewczyna podeszła
do nas.
- Znalazłam nam
transport – pochwaliłam się.
- Całkiem niezły –
skomentowała posyłając barmanowi uwodzicielski uśmiech.
Usiadłam na
przednim siedzeniu pasażera. Jej zostało, więc wgramolić się na tył. Samochód
ruszył. Barman cały czas zerkał na nią we wstecznym lusterku. Podgłośnił radio
i przyśpieszył, aż wcisnęło mnie w fotel.
- Słuchaj, po
pierwsze – chciałabym dotrzeć na miejsce żywa, po drugie – nie mieć niczyjego
życia na sumieniu, a po trzecie – żadna z nas nie poleci na łysego barmana z
klubu dla gówniarzy próbującego nam zaimponować! – krzyknęłam, kiedy wszedł w
ostry zakręt i omal nie potrącił jakiegoś dzieciaka. – Jezusieńku Kochany! A
jakbyś go tak zabił?!
- Widzisz tu gdzieś
pasy? Poza pasami się nie przechodzi przez jezdnię. Ja przepisów nie złamałem.
- Przekraczasz
dozwoloną prędkość o jakieś pięćdziesiąt kilometrów! Boże, Diabeł cię zabije.
- Nie bój żaby,
księżniczko – mrukną z uśmiechem na ustach.
- Nikt nie będzie
chciał się związać z niedoszłym mordercą! – wrzasnęłam, gdy prawie doszło do
stłuczki na skrzyżowaniu. Słyszałam jak kierowcy przeklinali go z taką samą
agresją jak ja – tylko, że oni mieli odwagę powiedzieć to na głos.
- Mów za siebie –
odezwała się dziewczyna z tyłu. – Mnie to kręci.
Barman uśmiechnął
się szerzej. Puścił jej oko w lusterku. A ja dobrze wiedziałam, co ona czuła.
- Zawsze do usług.
Masz drinka na koszt firmy.
Obejrzałam się na
nią i z powrotem na niego.
- Czy wy
flirtujecie? – spytałam zdziwiona.
- Jak ty się w
ogóle nazywasz? – kontynuował barman ignorując moje pytanie.
- An… Frytka. Po
prostu Frytka. – I mimo szybkiej zmiany zdania zauważyłam jej wahanie. Dziwne.
- No więc, Frytko.
Nie miałabyś ochoty się kiedyś jeszcze spotkać?
- Wpadnę wieczorem
do „Piwnicy”.
Nie mogłam w to
uwierzyć. Przez resztę drogi milczałam i mimo głębokiej niechęci
przysłuchiwałam się flirtowi pozostałej dwójki, który był coraz bardziej
pikantny, pełen podtekstów i dwuznacznych spojrzeń. Nie wiem czemu, ale byłam
wściekła. Chciałam wysiąść pierwsza, lecz uprzedziła mnie Frytka, a barman
złapał mnie za rękę. Wpatrywał się w moją szyję. Wyciągną rękę w jej stronę i
roztarł podkład ujawniając moje siniaki. Zesztywniałam. Spojrzał na mnie ze
współczuciem i troską.
- Znowu Diabeł?
Inko, on cię w końcu wykończy.
- Nic ci do tego! –
Wyszarpnęłam rękę z jego uścisku. Zatrzasnęłam drzwi. Spojrzał na mnie ostatni
raz. Odjechał z piskiem opon.
Frytka zarzuciła mi
ramię na kark i przyciągnęła do siebie. Była ode mnie wyższa co najmniej o
głowę.
- Tak szybko
zmieniasz fronty? – warknęłam wciąż rozdrażniona ich flirtem,
spostrzegawczością barmana i jej zachowaniem.
- Oj, nie bądź
zazdrosna. Rozerwałam się trochę, ale jeżeli nie chcesz, nie będę tego robić.
- Rób, co chcesz.
Po prostu się ode mnie odwal! Czy ty wiesz ile on mam lat?! – dodałam po
chwili.
- A czy ty wiesz
ile ja mam lat? – odwarknęła.
- Nie.
- Za kilka miesięcy
będę pełnoletnia. – Wyszeptała mi do ucha, a ja poczułam jej ciepły oddech.
- Jest od ciebie o
jakieś jedenaście lat starszy!
- Sama nie jesteś
lepsza! – Zrzuciłam jej ręce z moich ramion. Odwróciłam się na pięcie i
zgorszona ruszyłam w stronę polany, za którą wybudowano stajnię. – Kto daje
sobą rzucać w klubowym kiblu?! I to jakiemuś facetowi o pięć lat starszemu
cierpiącemu na jakąś cholerną manię kontroli wszystkich! A już w szczególności
ciebie! – wykrzyknęła.
Zatrzymałam się.
Skąd ona to wszystko wie?! Przecież nie mogła znać Diabła. Jakim cudem… Czy, aż
tak bardzo to wszystko widać? I co to ma do rzeczy?
- To nie twoja
sprawa. Po prostu się ode mnie odwal! Rób, co chcesz tylko nie idź za mną!
Odeszłam
przerażona.
Weszłam do boksu
wysokiej, młodej, siwej klaczy. Powitała mnie przyjaznym machaniem pyskiem.
- Hej, słonko –
powiedziałam klepiąc ją po szyi. – Ale się uświniłaś – mruknęłam z dezaprobatą.
– Z białego rumaka zrobiła się świnka – zagwizdałam.
Zabrałam się do
czyszczenia sierści posklejanej brudem. Zapragnęłam powiedzieć jej o wszystkim,
co się działo w mojej głowie, w moim świecie. O dziwnej Frytce, która wie za
dużo. O tym, że będzie mieszkać naprzeciwko mnie w opuszczonym mieszkaniu ze
swoim bratem, który podobno już tam mieszka. O barmanie i całej sytuacji w
samochodzie. Doszłam do wniosku, że akurat ja nie mam prawa na nią naskakiwać.
Siwka zdawała się mnie w ogóle nie słuchać, ale ja ciągnęłam o tym jak to można
flirtować z kimś, kogo dopiero, co się poznało. W końcu wyrzuciłam z siebie
żale dotyczące Diabła. O różnicy wieku, jego dziwnym nawyku. Spojrzałam na
strupy na ramionach.
- Nienawidzę go i
kocham jednocześnie. Nie boję się jego ani śmierci, ale on mnie w końcu zabije.
Czy to jest normalne? – szepnęłam i wtuliłam twarz w jej bok. Przejmujące
uczucie, że jestem obserwowana powróciło.
- Tyle poważnych spraw
leży na takim młodym serduszku. – Usłyszawszy te słowa odwróciłam się szybko i
wymierzyłam zgrzebło w podsłuchiwacza. – Tylko nie zabijaj. – Chłopak z wczoraj
stał w drzwiach od boksu.
- Co ty tu robisz,
do… - nie skończyłam.
- Przysłuchuję się
wyznaniom małolaty – odpowiedział z uśmiechem na ustach.
- Jak długo tu
jesteś? – zapytałam rzeczowo.
- Wystarczająco by
wiedzieć, co siedzi ci w głowie. – Przeniósł ciężar ciała na drugą nogę.
- I do czego ci się
to niby przyda? – warknęłam.
- Będę wiedział, co
mówić, żeby odbić cię z rąk tego psychopaty.
Rzuciłam w niego
zgrzebłem, ale zdążył się uchylić. Rzuciłam szczotką, kopystką, pudełkiem na
szczotki, a w końcu sianem. Siwka stała spokojnie, lecz wydawało się, że
patrzyła na całą scenę z dezaprobatą.
- Spokojnie, ja nie
gryzę. W przeciwieństwie do niektórych – wymownie spojrzał na bliznę poniżej
łokcia, jednocześnie unikając kolejnej kępki siana. Wbiegłam z boksu i rzuciłam
się na niego z pięściami.
O bliźnie
wiedziałam tylko ja, Diabeł i możliwe, że barman coś dojrzał. Nie była najwidoczniejszą
rzeczą na świecie. Ciężko było ją dojrzeć. Pojawiła się tam z mojej winy, ale
wykonał ją Diabeł. Ugryzł mnie, dawno, mocno i boleśnie. Ale rana już dawno się
zasklepiła. Jest ledwo widoczna.
- Skąd wy to
wszystko wiecie?! Skąd?! – Złapał mnie za nadgarstki, unieruchomił. – Skąd wy
to wiecie?! Kto jeszcze?! – krzyczałam.
Przyciągnął mnie do
siebie. Nie miałam siły by się opierać, a gniew i strach dodatkowo paraliżowały
moje kończyny.
- Siniaki. Rany.
Strupy. Ból. Krew. Tego chcesz? – warknął mi cicho do ucha. Delikatnie skubnął
ustami siniaki na szyi. Musnął nosem strupy na obojczykach. – Dlaczego z nim
jesteś? – wyszeptał w moje ramie. Był ode mnie wyższy, mimo to oparł czoło na
moim ramieniu. Powinnam chcieć się od niego odsunąć. Ale nie chciałam.
- Bo nie mam
wyboru. - Wiedziałam, że to nieprecyzyjna odpowiedź. Nie byłam w związku z przymusu. Czułam do Diabła coś na tyle silnego, że nie byłam w stanie tego ignorować.
- Ja mogę być twoim
wyborem.
Nie mogłam uwierzyć
w to, co słyszałam.
- Nie znam cię.
- Nienawidzisz go.
- I kocham
jednocześnie.
- Jesteś taka sama
jak ona – zacisną dłonie na moich nadgarstkach jeszcze mocniej. – Taka sama.
Ale mimo wszystko mam przeczucie, że jesteś od niej gorsza – wysyczał. - Ona
nie wiedziała o tym, że jest popierdol…
- Za to ty nie
jesteś od niego lepszy! – wyszeptałam. Nie chciałam wyrywać się z jego uścisku,
ale musiałam. Potarłam obolałe nadgarstki.
- Chcesz w to
brnąć? Z nim? Wolisz jego?
- To, czego chcę nie ma z tym nic wspólnego,
a już szczególnie z tobą!
- On cię zabije!
Jak ją! – wykrzyknął.
Spojrzałam w jego
oczy, chciałam z nich wyczytać, o co mu chodziło z tą ostatnią uwagą.
Wiedziałam, że Diabeł był agresywny, ale nie mógł przecież kogoś zabić. To było
niedorzeczne. Kłamstwo było niedorzeczne. Chłopak przede mną był niedorzeczny.
- Jesteś
niedorzeczny.
Zamknęłam drzwi od
boksu w obawie, że siwka ucieknie. Pozbierałam wszystkie szczotki, nie patrząc
na przybysza. Zaniosłam pudełko do siodlarni, omijałam go szerokim łukiem.
Sięgnęłam po ogłowie i siodło, które po chwili namysłu odłożyłam na miejsce. Z
mojej szafki wyciągnęłam różowe ochraniacze i kocyk tego samego koloru. Z uzdą
na ramieniu i ochraniaczach w obolałych dłoniach, i kocyku pod pachą wróciłam
do klaczy. On dalej tam był. Opierał się o ścianę. Zignorowałam go.
Zarzuciłam Siwce ogłowie, pozapinałam ochraniacze na
pęcinach i nasunęłam kocyk na grzbiet. Wyprowadziłam ją z boksu. Patrzyła na
chłopaka z nienawiścią. Podziwiałam ją za to, że ja tak nie potrafiłam.
- Może pomogę – już
chciał do mnie podejść i mnie dotknąć, ale byłam szybsza.
Zgromiłam go
wzrokiem. Odsunęłam się od konia o krok. Złapałam grzywy, odbiłam od ziemi i
gładko wsunęłam na grzbiet. Jej ciepłe boki grzały moje nogi.
- Nie. Dotykaj.
Mnie. Nigdy. Więcej.
Zagwizdał z
podziwem. Siwka była ode mnie dużo większa i często uchodziła za groźnego
potwora, co było kompletnym kłamstwem, jeżeli chodziło o jej charakter.
Dałam jej sygnał do
ruszenia. Prawie wjechałyśmy na chłopaka, co zmusiło go do zejścia nam z drogi.
- Mam nadzieję, że
jeszcze się spotkamy. Może nawet w lepszych okolicznościach.
Siwka machnęła
ogonem i prawie sieknęła go nim po twarzy. Poprawiłam różowy kocyk między
nogami. Odjechałyśmy w stronę pobliskiego lasu.
Wypuściłam klacz na
pastwisko. Wolna pognała do reszty stada. Wydawała się taka szczęśliwa.
Zaniosłam umyty osprzęt z powrotem do siodlarni. Na każdym kroku rozglądałam
się za swoim prześladowcą. Całe szczęście nigdzie go nie było.
Zrelaksowana tym
faktem ruszyłam w stronę miejsca, gdzie barman wysadził mnie i frytkę. Pod
drzewami zobaczyłam ją siedzącą na pieńku. A jednak została, pomyślałam. Chciałam
ją zapytać o incydent w łazience, o chłopaka, który mnie śledził i o to kto
jeszcze może wiedzieć. Zamarłam w pół kroku. A jednak on nie zniknął.
Siedzieli obok
siebie, pochyleni. Ona obejmowała go ramieniem, a on zapamiętale gładził jej
kark opuszkami palców. Od czasu do czasu zaplątał je w jej włosy. Rozmawiali.
Podeszłam bliżej starając się zachować ciszę. Nie usłyszeli mnie, nie widzieli,
za to ja ich doskonale. Teraz moje kolej by podsłuchiwać.
- To jak? Mogę się
do ciebie wprowadzić czy nie? Będzie ci łatwiej ją przekonać – powiedziała
Frytka.
- Tak bardzo mi ją
przypominasz. Annę. Twoje imię. Twoja twarz, twoje włosy. Jesteś taka jak ona –
mówił bardzo cicho, ledwo go słyszałam. – Tęsknię za nią. Bardzo. – Miałam
wrażenie, że to nie był ten sam chłopak, co w stajni. Coś się zmieniło.
Pochylił się w jej
stronę. Zdawało mi się, że chce ją pocałować, ale ona się odsunęła.
- Nie, ja nie
jestem nią. Mogę się wprowadzić?
Ponownie się nad
nią pochylił. Usztywnił kark. Pocałował.
- Dominik! Nie
jestem nią! – starała się od niego odsunąć, odepchnąć. – Pomogę ci z Diabłem,
bo sama chcę się zemścić na nim, ale nie jestem nią! – wykrzyknęła gdy tylko
zdołała uwolnić się z jego uścisku. Wstała. Patrzyła na niego z góry. Pochylił
głowę, włosy zasłoniły i tak już słabo dla mnie widoczną twarz.
- Jesteś do niej
podobna.
- On ją zabił! Ona
nie żyje! Zrozum to w końcu! Nie jestem nią! Jestem twoją siostrą! Frytką! Nie
Anną!
W odpowiedzi
pokiwał głową, ale splótł swoje palce z jej palcami. Nie protestowała.
- Co ci
powiedziała? – kontynuowała.
- Ona go kocha, tak
jak Anna. Tyle, że ona wie, że z nim jest coś nie… - przerwał. Zorientowałam
się, że ruszyłam stopą i złamałam suchą gałązkę. Ich głowy odwróciły się w moją
stronę. – Proszę, proszę, kogo ja widzę. Dowiedziałaś się czegoś ciekawego? –
jego głos był taki sam jak wtedy, gdy trzymał mnie za nadgarstki. Ostry.
Przyprawiający o dreszcze. Przyciągający. Ale oczy inne, pełne czegoś…
niewłaściwego?
Nie spojrzałam na
nich więcej. Skierowałam nogi do najbliższego przystanku. Tak się złożyło, że
akurat podjechał mój autobus. Wsiadając rozejrzałam się czy aby za mną nie idą.
I nie szli.
Usiadłam na końcu.
Przez moją głowę przelatywało tysiące, może nawet miliony niezrozumiałych myśli.
To wszystko nie miało sensu. Oni byli rodzeństwem? Fakt, byli do siebie
podobni, ale dalej ciężko było mi w to uwierzyć. A ten cyrk z całowaniem? Jaka
Anna? Co takiego zrobił Diabeł i co ja mam z tym wspólnego? A sytuacja pod
boksem na pewno nie pomogła mu się do mnie zbliżyć! Co chciał przez to uzyskać?
Nie rozumiem,
przyznałam w duchu. Nie rozumiem tego całego gówna. Same pytania, zero
odpowiedzi.
Ręce zaczęły mi
drżeć, w brzuchu czułam nieprzyjemne kłucia bólu. Oho, wyczuwam głód
papierosowy, pomyślałam.
Już wyciągnęłam
papierosa z nowiutkiej paczki, już go trzymałam, już prawie zapaliłam, ale
starsza pani zgromiła mnie wzrokiem i obserwowała póki nie schowałam fajek.
Odwróciłam głowę w
stronę okna.
- Cholerna starucha
– warknęłam pod nosem.
_______
Ostatnio nie dodałam notki do rozdziału. Byłam taka zdenerwowana publikowaniem czegoś poważnego po raz pierwszy, że zapomniała o czymś tak ważnym, jak: kiedy rozdziały? Otóż będę chciała wstawiać je w każdy poniedziałek. W końcu nie cierpimy poniedziałków, a nowy rozdział do czytania to dobry pomysł na rozpoczęcie tygodnia. Jestem też szczęśliwa, że moje wypociny się dobrze przyjęły(mimo że nie jest to najważniejsza rzecz, ja się tylko wyżywam literacko). Cieszę się również ze wszystkich komentarzy, które w magiczny sposób zniechęcają nie do powiedzenia sobie: dość, to nie ma sensu.
Więc jak dalsza część Bez tytułu? Spełniła oczekiwania?
xoxo julia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz