poniedziałek, 18 maja 2015

~ 02 ~

2 lipca, środa
   Obudziło mnie to samo tupanie, które pozwoliło mi zasnąć. Ciężka głowa wyginała obolały kark. Stęknęłam z niezadowolenia. Tupanie nasilało się z każdą chwilą. Otworzyłam wciąż domagające się snu oczy. Spojrzałam na zegar wiszący w głębi korytarza. Wskazywał, że dochodziła godzina dwunasta. Przypływ świadomości przepędził moją senność w tempie wystrzelanego pocisku.
   Tup, tup, tup.
   Wstając oparłam się o drzwi frontowe.
   - Świetnie, zasnęłaś pod drzwiami. Spróbuj tylko zachorować! – krzyczałam na siebie w drodze do kuchni.
   Tup, tup, tup.
   Podłączyłam telefon zostawiony na kuchennym blacie do ładowania. Przejrzałam się w lodówce z nierdzewnej stali. Piękna sterta nieszczęścia, nie ma co, Inko, pomyślałam. Przeszył mnie chłód, zaburczało w brzuchu, dotknął zapach własnego potu, bałagan w domu, głodny jeż chodzący gdzieś po mieszkaniu, a matka wraca za około godzinę.
   Z lodówki wyjęłam karton mleka, wlałam je do miski i zasypałam pierwszymi lepszymi płatkami śniadaniowymi. Zostawiłam wszystko do rozmoknięcia, a sama przeszłam się po mieszkaniu i pozbierałam wszystkie swoje ubrania walające się po wszelakich kątach. Wrzuciłam je do swojego pokoju. Zaczęłam szukać jeża głodnego tak samo jak ja, a może nawet i bardziej. Z sypialni mamy przeniosłam go ostrożnie do salonu, gdzie z otwartego opakowania wysypałam mu kilka mirabelek do spałaszowania. Trochę uspokojona weszłam do łazienki.
   Wzięłam gorący prysznic. Kiedy strumienie wody omywały moje ciało, żeby przestać myśleć o bólu towarzyszącemu każdej jej kropli zaczęłam się zastanawiać kim może być brat dziewczyny z „Piwnicy”. Nigdy nie widziałam by ktoś wchodził lub wychodził do mieszkania naprzeciwko. Nie dochodziły też z niego żadne odgłosy.
   Usłyszałam dzwonek do drzwi. Wyskoczyłam z kabiny, niedokładnie owinęłam się ręcznikiem, czego później pożałowałam. Nie byłam nawet pewna czy zakręciłam wodę. Z grymasem niezadowolenia otworzyłam drzwi jednym zamaszystym ruchem. W brogu stała moja nowa sąsiadka.
   - Co tym razem? – warknęłam.
   - Chciałam się zapytać czy nie mogłabyś mi pożyczyć czajnika na kilka mi… - urwała. Do moich uszu dobiegł odgłos opadającego ręcznika.
   Skamieniałam. Zatrzasnęłam jej drzwi przed nosem.
   Brawo! Nie dość, że wczoraj kręciłaś jej tyłkiem pod nosem to teraz się przed nią rozbierasz! Twoja bezwstydność osiągnęła kolejny poziom!, krzyczałam na siebie. Ale o dziwo nie czułam się zawstydzona.
   - To znaczy nie? – usłyszałam roześmiany głos.
   Nieświadomie zazgrzytałam zębami. Moje biedne szkliwo trzeszczało pod naporem szczęk. Wróciłam do łazienki. Umyłam zęby przy zlewie i zmyłam wczorajszy makijaż. Z szafy w mojej jaskini wygrzebałam czystą bieliznę, skarpetki, podniszczone szorty oraz roboczą koszulkę. Założyłam wszystko na siebie. Przed lusterkiem wiszącym na materacem, zastępującym łóżko od połowy roku, związałam warkoczyki w wysoki kucyk. Na czoło nasunęłam materiałową opaskę, która szybko jednak przesiąkła wodą. Przyjrzałam się siniakom po palcach Diabła. Były duże i ciemne. Zasłoniłam je hektolitrami fluidu.
   Wróciła do kuchni. Zjadłam rozmoknięte chrupki, a miskę wstawiłam do zlewu. Rozejrzałam się – dookoła panował względny porządek. Schowałam najedzonego jeża do klatki po królikach i dołożyłam mu trochę siana podkradzionego ze stajni. Ułożył się wygodnie w rogu i zasnął. Okryłam pręty kocem, zamknęłam swój pokój.
   Z szawki w przedpokoju wyjęłam sztyblety. Spojrzałam przez wizjer. Dziewczyna dalej tam stała. Westchnęłam zrezygnowana. Włożywszy buty zostawiłam mamie na szafce karteczkę z informacją, że jadę do stajni. Wyszłam z mieszkania i zamknęłam drzwi. Klucze schowałam do przedniej kieszeni spodenek. Spojrzałam na dziewczynę i jej walizkę spode łba. Czyżby spała na klatce? A co z bratem?, myślałam. Wezwałam windę. Weszłam do środka. Czekałam, aż dziewczyna zrobi to samo, ale ona tylko stała i patrzyła. Zatrzymałam zamykające się drzwi stopą.
   - Będziesz tam tak stała czy może w końcu wejdziesz? – Popatrzyła na mnie, ale ruszyła do windy. Z walizką. – Zostaw ją. Nikt tu nie przychodzi – mruknęłam rozdrażniona.
   W milczeniu zjechałyśmy na dół. Ona - z głupim uśmiechem na ustach, ja – z niemiłosierną chęcią zaciągnięcia się dymem papierosowym.


   Przed wieżowcem uświadomiłam sobie, że nie mam przy sobie ani jednej fajki.
   - Palisz? – zapytałam z nadzieją w głowie.
   Bez zbędnych słów zza dekoltu wyjęła całe opakowanie i poczęstowała mnie. Mruknęłam jakieś podziękowanie. Poczęstowała mnie ogniem, a w następnej chwili zaciągałam się nerwowo.
   Podeszłyśmy do przystanku. W kiosku obok kupiłam nam bilety oraz paczkę papierosów dla siebie na zapas. Dziewczyna patrzyła na mnie z niecierpliwością, jakby czekała, aż w końcu zaproponuję jej oddać ową zapożyczoną fajkę. Posłałam jej spojrzenie znaczące tyle samo, co wyciągnięty środkowy palec, poczym sprawdziłam rozkład jazdy. Miałyśmy jeszcze kilka minut.
   Przystanek był pusty. Nikt nie czekał oprócz nas. Cisza zaczęła być dla mnie uciążliwa. Całe szczęście przerwała ją moja towarzyszka.
   - Dobrze sprawdziłaś ten rozkład? Bo nie widzę, żeby coś po nas jechało. Gdzie tak w ogóle jedziemy? – mruczała niezadowolona.
   - Na pewno dobrze sprawdziłam. Jestem pewna. Miał być jakieś siedem minut temu – odwarknęłam.
   - Te siedem minut temu, kiedy kupowałaś bilety?
   - Tak, te siedem minut temu.
   - Czekałyśmy na trzydziestkę czwórkę?
   - Tak – odpowiedziałam ostrożnie, po lekkim wahaniu.
   Zgromiła mnie wzrokiem.
   - Kiedy ty dbałaś o swoje cholerne nałogi, autobus przejechał mi tuż przed nosem!
   - I go nie zatrzymałaś?!
   - Nie! Nikt mi nie powiedział, że to ten!
   Wykrzyknęłam przekleństwo. Miałam ochotę roznieść przystanek.
   - Nie wiem jak ty, słonko, ale ja wracam. – Odwróciła się na pięcie i minęła przeźroczystą ścianę przystanku. Ruszyłam za nią.
   - Księżniczko? Podwieźć cię gdzieś? – usłyszałam znajomy głos za plecami. Obejrzałam się w jego stronę. Nie był to, co prawda, wymarzony autobus z numerem trzydzieści cztery, ale duże, czarne BMW, a w nim barman z „Piwnicy”.
   - Nie dostałeś wczoraj, o ile mnie pamięć nie myli, zakazu zbliżania się do mnie? – zażartowałam. – Chcesz się wykazać altruizmem? Podrzuć nas do stajni.
   - Nas? – uniósł pytająco brwi.
   - Mnie i tamtą laskę. – Przesunęłam się, żeby mógł się przyjrzeć mojej sąsiadce.
   - Z przyjemnością – i obleśnie oblizał usta.
   Dziewczyna podeszła do nas.
   - Znalazłam nam transport – pochwaliłam się.
   - Całkiem niezły – skomentowała posyłając barmanowi uwodzicielski uśmiech.
   Usiadłam na przednim siedzeniu pasażera. Jej zostało, więc wgramolić się na tył. Samochód ruszył. Barman cały czas zerkał na nią we wstecznym lusterku. Podgłośnił radio i przyśpieszył, aż wcisnęło mnie w fotel.
   - Słuchaj, po pierwsze – chciałabym dotrzeć na miejsce żywa, po drugie – nie mieć niczyjego życia na sumieniu, a po trzecie – żadna z nas nie poleci na łysego barmana z klubu dla gówniarzy próbującego nam zaimponować! – krzyknęłam, kiedy wszedł w ostry zakręt i omal nie potrącił jakiegoś dzieciaka. – Jezusieńku Kochany! A jakbyś go tak zabił?!
   - Widzisz tu gdzieś pasy? Poza pasami się nie przechodzi przez jezdnię. Ja przepisów nie złamałem.
   - Przekraczasz dozwoloną prędkość o jakieś pięćdziesiąt kilometrów! Boże, Diabeł cię zabije.
   - Nie bój żaby, księżniczko – mrukną z uśmiechem na ustach.
   - Nikt nie będzie chciał się związać z niedoszłym mordercą! – wrzasnęłam, gdy prawie doszło do stłuczki na skrzyżowaniu. Słyszałam jak kierowcy przeklinali go z taką samą agresją jak ja – tylko, że oni mieli odwagę powiedzieć to na głos.
   - Mów za siebie – odezwała się dziewczyna z tyłu. – Mnie to kręci.
   Barman uśmiechnął się szerzej. Puścił jej oko w lusterku. A ja dobrze wiedziałam, co ona czuła.
   - Zawsze do usług. Masz drinka na koszt firmy.
   Obejrzałam się na nią i z powrotem na niego.
   - Czy wy flirtujecie? – spytałam zdziwiona.
   - Jak ty się w ogóle nazywasz? – kontynuował barman ignorując moje pytanie.
   - An… Frytka. Po prostu Frytka. – I mimo szybkiej zmiany zdania zauważyłam jej wahanie. Dziwne.
   - No więc, Frytko. Nie miałabyś ochoty się kiedyś jeszcze spotkać?
   - Wpadnę wieczorem do „Piwnicy”.
   Nie mogłam w to uwierzyć. Przez resztę drogi milczałam i mimo głębokiej niechęci przysłuchiwałam się flirtowi pozostałej dwójki, który był coraz bardziej pikantny, pełen podtekstów i dwuznacznych spojrzeń. Nie wiem czemu, ale byłam wściekła. Chciałam wysiąść pierwsza, lecz uprzedziła mnie Frytka, a barman złapał mnie za rękę. Wpatrywał się w moją szyję. Wyciągną rękę w jej stronę i roztarł podkład ujawniając moje siniaki. Zesztywniałam. Spojrzał na mnie ze współczuciem i troską.
   - Znowu Diabeł? Inko, on cię w końcu wykończy.
   - Nic ci do tego! – Wyszarpnęłam rękę z jego uścisku. Zatrzasnęłam drzwi. Spojrzał na mnie ostatni raz. Odjechał z piskiem opon.
   Frytka zarzuciła mi ramię na kark i przyciągnęła do siebie. Była ode mnie wyższa co najmniej o głowę.
   - Tak szybko zmieniasz fronty? – warknęłam wciąż rozdrażniona ich flirtem, spostrzegawczością barmana i jej zachowaniem.
   - Oj, nie bądź zazdrosna. Rozerwałam się trochę, ale jeżeli nie chcesz, nie będę tego robić.
   - Rób, co chcesz. Po prostu się ode mnie odwal! Czy ty wiesz ile on mam lat?! – dodałam po chwili.
   - A czy ty wiesz ile ja mam lat? – odwarknęła.
   - Nie.
   - Za kilka miesięcy będę pełnoletnia. – Wyszeptała mi do ucha, a ja poczułam jej ciepły oddech.
   - Jest od ciebie o jakieś jedenaście lat starszy!
   - Sama nie jesteś lepsza! – Zrzuciłam jej ręce z moich ramion. Odwróciłam się na pięcie i zgorszona ruszyłam w stronę polany, za którą wybudowano stajnię. – Kto daje sobą rzucać w klubowym kiblu?! I to jakiemuś facetowi o pięć lat starszemu cierpiącemu na jakąś cholerną manię kontroli wszystkich! A już w szczególności ciebie! – wykrzyknęła.
   Zatrzymałam się. Skąd ona to wszystko wie?! Przecież nie mogła znać Diabła. Jakim cudem… Czy, aż tak bardzo to wszystko widać? I co to ma do rzeczy?
   - To nie twoja sprawa. Po prostu się ode mnie odwal! Rób, co chcesz tylko nie idź za mną!
   Odeszłam przerażona.


   Weszłam do boksu wysokiej, młodej, siwej klaczy. Powitała mnie przyjaznym machaniem pyskiem.
   - Hej, słonko – powiedziałam klepiąc ją po szyi. – Ale się uświniłaś – mruknęłam z dezaprobatą. – Z białego rumaka zrobiła się świnka – zagwizdałam.
   Zabrałam się do czyszczenia sierści posklejanej brudem. Zapragnęłam powiedzieć jej o wszystkim, co się działo w mojej głowie, w moim świecie. O dziwnej Frytce, która wie za dużo. O tym, że będzie mieszkać naprzeciwko mnie w opuszczonym mieszkaniu ze swoim bratem, który podobno już tam mieszka. O barmanie i całej sytuacji w samochodzie. Doszłam do wniosku, że akurat ja nie mam prawa na nią naskakiwać. Siwka zdawała się mnie w ogóle nie słuchać, ale ja ciągnęłam o tym jak to można flirtować z kimś, kogo dopiero, co się poznało. W końcu wyrzuciłam z siebie żale dotyczące Diabła. O różnicy wieku, jego dziwnym nawyku. Spojrzałam na strupy na ramionach.
   - Nienawidzę go i kocham jednocześnie. Nie boję się jego ani śmierci, ale on mnie w końcu zabije. Czy to jest normalne? – szepnęłam i wtuliłam twarz w jej bok. Przejmujące uczucie, że jestem obserwowana powróciło.
   - Tyle poważnych spraw leży na takim młodym serduszku. – Usłyszawszy te słowa odwróciłam się szybko i wymierzyłam zgrzebło w podsłuchiwacza. – Tylko nie zabijaj. – Chłopak z wczoraj stał w drzwiach od boksu.
   - Co ty tu robisz, do… - nie skończyłam.
   - Przysłuchuję się wyznaniom małolaty – odpowiedział z uśmiechem na ustach.
   - Jak długo tu jesteś? – zapytałam rzeczowo.
   - Wystarczająco by wiedzieć, co siedzi ci w głowie. – Przeniósł ciężar ciała na drugą nogę.
   - I do czego ci się to niby przyda? – warknęłam.
   - Będę wiedział, co mówić, żeby odbić cię z rąk tego psychopaty.
   Rzuciłam w niego zgrzebłem, ale zdążył się uchylić. Rzuciłam szczotką, kopystką, pudełkiem na szczotki, a w końcu sianem. Siwka stała spokojnie, lecz wydawało się, że patrzyła na całą scenę z dezaprobatą.
   - Spokojnie, ja nie gryzę. W przeciwieństwie do niektórych – wymownie spojrzał na bliznę poniżej łokcia, jednocześnie unikając kolejnej kępki siana. Wbiegłam z boksu i rzuciłam się na niego z pięściami.
   O bliźnie wiedziałam tylko ja, Diabeł i możliwe, że barman coś dojrzał. Nie była najwidoczniejszą rzeczą na świecie. Ciężko było ją dojrzeć. Pojawiła się tam z mojej winy, ale wykonał ją Diabeł. Ugryzł mnie, dawno, mocno i boleśnie. Ale rana już dawno się zasklepiła. Jest ledwo widoczna.
   - Skąd wy to wszystko wiecie?! Skąd?! – Złapał mnie za nadgarstki, unieruchomił. – Skąd wy to wiecie?! Kto jeszcze?! – krzyczałam.
   Przyciągnął mnie do siebie. Nie miałam siły by się opierać, a gniew i strach dodatkowo paraliżowały moje kończyny.
   - Siniaki. Rany. Strupy. Ból. Krew. Tego chcesz? – warknął mi cicho do ucha. Delikatnie skubnął ustami siniaki na szyi. Musnął nosem strupy na obojczykach. – Dlaczego z nim jesteś? – wyszeptał w moje ramie. Był ode mnie wyższy, mimo to oparł czoło na moim ramieniu. Powinnam chcieć się od niego odsunąć. Ale nie chciałam.
   - Bo nie mam wyboru. -  Wiedziałam, że to nieprecyzyjna odpowiedź. Nie byłam w związku z przymusu. Czułam do Diabła coś na tyle silnego, że nie byłam w stanie tego ignorować.
   - Ja mogę być twoim wyborem.
   Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam.
   - Nie znam cię.
   - Nienawidzisz go.
   - I kocham jednocześnie.
   - Jesteś taka sama jak ona – zacisną dłonie na moich nadgarstkach jeszcze mocniej. – Taka sama. Ale mimo wszystko mam przeczucie, że jesteś od niej gorsza – wysyczał. - Ona nie wiedziała o tym, że jest popierdol…
   - Za to ty nie jesteś od niego lepszy! – wyszeptałam. Nie chciałam wyrywać się z jego uścisku, ale musiałam. Potarłam obolałe nadgarstki.
   - Chcesz w to brnąć? Z nim? Wolisz jego?
   - To, czego chcę nie ma z tym nic wspólnego, a już szczególnie z tobą!
   - On cię zabije! Jak ją! – wykrzyknął.
   Spojrzałam w jego oczy, chciałam z nich wyczytać, o co mu chodziło z tą ostatnią uwagą. Wiedziałam, że Diabeł był agresywny, ale nie mógł przecież kogoś zabić. To było niedorzeczne. Kłamstwo było niedorzeczne. Chłopak przede mną był niedorzeczny.
  - Jesteś niedorzeczny.
   Zamknęłam drzwi od boksu w obawie, że siwka ucieknie. Pozbierałam wszystkie szczotki, nie patrząc na przybysza. Zaniosłam pudełko do siodlarni, omijałam go szerokim łukiem. Sięgnęłam po ogłowie i siodło, które po chwili namysłu odłożyłam na miejsce. Z mojej szafki wyciągnęłam różowe ochraniacze i kocyk tego samego koloru. Z uzdą na ramieniu i ochraniaczach w obolałych dłoniach, i kocyku pod pachą wróciłam do klaczy. On dalej tam był. Opierał się o ścianę. Zignorowałam go.
Zarzuciłam Siwce ogłowie, pozapinałam ochraniacze na pęcinach i nasunęłam kocyk na grzbiet. Wyprowadziłam ją z boksu. Patrzyła na chłopaka z nienawiścią. Podziwiałam ją za to, że ja tak nie potrafiłam.
  - Może pomogę – już chciał do mnie podejść i mnie dotknąć, ale byłam szybsza.
   Zgromiłam go wzrokiem. Odsunęłam się od konia o krok. Złapałam grzywy, odbiłam od ziemi i gładko wsunęłam na grzbiet. Jej ciepłe boki grzały moje nogi.
   - Nie. Dotykaj. Mnie. Nigdy. Więcej.
   Zagwizdał z podziwem. Siwka była ode mnie dużo większa i często uchodziła za groźnego potwora, co było kompletnym kłamstwem, jeżeli chodziło o jej charakter.
   Dałam jej sygnał do ruszenia. Prawie wjechałyśmy na chłopaka, co zmusiło go do zejścia nam z drogi.
   - Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Może nawet w lepszych okolicznościach.
   Siwka machnęła ogonem i prawie sieknęła go nim po twarzy. Poprawiłam różowy kocyk między nogami. Odjechałyśmy w stronę pobliskiego lasu. 

   Wypuściłam klacz na pastwisko. Wolna pognała do reszty stada. Wydawała się taka szczęśliwa. Zaniosłam umyty osprzęt z powrotem do siodlarni. Na każdym kroku rozglądałam się za swoim prześladowcą. Całe szczęście nigdzie go nie było.
   Zrelaksowana tym faktem ruszyłam w stronę miejsca, gdzie barman wysadził mnie i frytkę. Pod drzewami zobaczyłam ją siedzącą na pieńku. A jednak została, pomyślałam. Chciałam ją zapytać o incydent w łazience, o chłopaka, który mnie śledził i o to kto jeszcze może wiedzieć. Zamarłam w pół kroku. A jednak on nie zniknął.
   Siedzieli obok siebie, pochyleni. Ona obejmowała go ramieniem, a on zapamiętale gładził jej kark opuszkami palców. Od czasu do czasu zaplątał je w jej włosy. Rozmawiali. Podeszłam bliżej starając się zachować ciszę. Nie usłyszeli mnie, nie widzieli, za to ja ich doskonale. Teraz moje kolej by podsłuchiwać.
   - To jak? Mogę się do ciebie wprowadzić czy nie? Będzie ci łatwiej ją przekonać – powiedziała Frytka.
   - Tak bardzo mi ją przypominasz. Annę. Twoje imię. Twoja twarz, twoje włosy. Jesteś taka jak ona – mówił bardzo cicho, ledwo go słyszałam. – Tęsknię za nią. Bardzo. – Miałam wrażenie, że to nie był ten sam chłopak, co w stajni. Coś się zmieniło.
   Pochylił się w jej stronę. Zdawało mi się, że chce ją pocałować, ale ona się odsunęła.
   - Nie, ja nie jestem nią. Mogę się wprowadzić?
   Ponownie się nad nią pochylił. Usztywnił kark. Pocałował.
   - Dominik! Nie jestem nią! – starała się od niego odsunąć, odepchnąć. – Pomogę ci z Diabłem, bo sama chcę się zemścić na nim, ale nie jestem nią! – wykrzyknęła gdy tylko zdołała uwolnić się z jego uścisku. Wstała. Patrzyła na niego z góry. Pochylił głowę, włosy zasłoniły i tak już słabo dla mnie widoczną twarz.
   - Jesteś do niej podobna.
   - On ją zabił! Ona nie żyje! Zrozum to w końcu! Nie jestem nią! Jestem twoją siostrą! Frytką! Nie Anną!
   W odpowiedzi pokiwał głową, ale splótł swoje palce z jej palcami. Nie protestowała.
   - Co ci powiedziała? – kontynuowała.
   - Ona go kocha, tak jak Anna. Tyle, że ona wie, że z nim jest coś nie… - przerwał. Zorientowałam się, że ruszyłam stopą i złamałam suchą gałązkę. Ich głowy odwróciły się w moją stronę. – Proszę, proszę, kogo ja widzę. Dowiedziałaś się czegoś ciekawego? – jego głos był taki sam jak wtedy, gdy trzymał mnie za nadgarstki. Ostry. Przyprawiający o dreszcze. Przyciągający. Ale oczy inne, pełne czegoś… niewłaściwego?
   Nie spojrzałam na nich więcej. Skierowałam nogi do najbliższego przystanku. Tak się złożyło, że akurat podjechał mój autobus. Wsiadając rozejrzałam się czy aby za mną nie idą. I nie szli.
   Usiadłam na końcu. Przez moją głowę przelatywało tysiące, może nawet miliony niezrozumiałych myśli. To wszystko nie miało sensu. Oni byli rodzeństwem? Fakt, byli do siebie podobni, ale dalej ciężko było mi w to uwierzyć. A ten cyrk z całowaniem? Jaka Anna? Co takiego zrobił Diabeł i co ja mam z tym wspólnego? A sytuacja pod boksem na pewno nie pomogła mu się do mnie zbliżyć! Co chciał przez to uzyskać?
   Nie rozumiem, przyznałam w duchu. Nie rozumiem tego całego gówna. Same pytania, zero odpowiedzi.
   Ręce zaczęły mi drżeć, w brzuchu czułam nieprzyjemne kłucia bólu. Oho, wyczuwam głód papierosowy, pomyślałam.
   Już wyciągnęłam papierosa z nowiutkiej paczki, już go trzymałam, już prawie zapaliłam, ale starsza pani zgromiła mnie wzrokiem i obserwowała póki nie schowałam fajek.
   Odwróciłam głowę w stronę okna.
   - Cholerna starucha – warknęłam pod nosem.

_______
Ostatnio nie dodałam notki do rozdziału. Byłam taka zdenerwowana publikowaniem czegoś poważnego po raz pierwszy, że zapomniała o czymś tak ważnym, jak: kiedy rozdziały? Otóż będę chciała wstawiać je w każdy poniedziałek. W końcu nie cierpimy poniedziałków, a nowy rozdział do czytania to dobry pomysł na rozpoczęcie tygodnia. Jestem też szczęśliwa, że moje wypociny się dobrze przyjęły(mimo że nie jest to najważniejsza rzecz, ja się tylko wyżywam literacko). Cieszę się również ze wszystkich komentarzy, które w magiczny sposób zniechęcają nie do powiedzenia sobie: dość, to nie ma sensu.
Więc jak dalsza część Bez tytułu? Spełniła oczekiwania?
xoxo julia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS.