poniedziałek, 27 lipca 2015

~ 12 ~

Rozdział pisany do: Headlines - Drake, Take Care - Drake ft. Rihanna


29 lipca, środa
   Następnego dnia popołudniu Daniel próbował nauczyć mnie chociaż w najmniejszym stopniu grać na gitarze. Starał się jak mógł, ale moje palce nie były do tego stworzone. A poza tym od ściskania strun strasznie bolały mnie opuszki. Zdecydowanie bardziej wolałam patrzeć jak on gra. Wyglądał wtedy na spokojnego i szczęśliwego – nie bardziej niż wtedy, gdy mogliśmy się bezkarnie całować.
   Co chwila wydzwaniał mój telefon. Oczywiście to Diabeł próbował się ze mną skontaktować. Na jego nieszczęście nie miałam ochoty z nim rozmawiać, nawet przez telefon. A może raczej nie byłam gotowa na żadne konwersacje w przyjaznych i słodkich kawiarenkach. Za każdym razem, kiedy o tym myślałam, czułam się jakbym po raz kolejny dostała cios w niczemu niewinny policzek. Starałam się tłumaczyć zachowanie Diabła, ale za każdym razem mój wewnętrzny głos wyzywał mnie od naiwnych i zagubionych dziewczynek. Faktycznie, wystarczyło kilka chwil ciszy bym zaczynała usprawiedliwiać potwora.
   Podczas, gdy Motylek pieścił struny gitary, pozwoliłam sobie na zastanowienie się nad tym, co zrobić z Diabłem. Nie byłam pewna niczego, bawet tego czy dalej jesteśmy razem. W końcu zrobiłam kilka rzeczy z Danielem, które na pewno się spodobałyby się Diabłu. Jego wybuch był dla mnie definitywnym końcem, ale czy on odebrał to tak samo? Inko, słonko, widziałaś, jak wczoraj obmacywał tą łysą? Chyba wszystko jest oczywiste. On jej nie obmacywał, po prostu tańczyli, toczyłam wewnętrzną kłótnię. Ale mimo wszystko widok go z inną kobietą zadawał podobny ból, co jego uderzenie.
   Telefon znowu zadzwonił, nie mogłam go cały czas unikać, prędzej czy później i tak by mnie znalazł – tak samo jak wczoraj. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
   - Inko? – odezwał się, a ja poczułam dziwną ulgę z tym związaną.
   - Tak to ja – odparłam. Zalało mnie poczucie winy, gdy zobaczyłam spojrzenie Daniela.
   - Bałem się, że nigdy nie odbierzesz. Dlaczego wczoraj uciekłaś? I kim jest ten facet, który z tobą był? – Jego głos stwardniał.
    - Nie czułam się na siłach by z tobą rozmawiać – powiedziałam szczerze. Przyglądałam się Motylkowi przez dłuższą chwilę. – A ten mężczyzna… Pomaga mi, nic więcej nie musisz wiedzieć.
   Milczał przez chwilę, jakby trawił te wszystkie informacje.
   - Dobrze, nic więcej nie muszę wiedzieć. – Zabrzmiało to jak jakby te słowa wypalały mu gardło.
   Ale zaraz. Czy Diabeł przed chwilą właśnie się zgodził na nie drążenie tematu? Ten Diabeł? Ten, który dominował wszystko i wszystkich? Zgodził się nie ciągnąć rozmowy, bo ja tak postanowiłam? Brawo, łysa głowo, dobrze ci idzie wychowywanie mojego byłego.
   - Chciałem się zapytać czy… Czy zgodziłabyś się ze mną spotkać. Musimy pogadać. Jest kilka rzeczy, o których powinnaś wiedzieć. – Ani jednego słowa o przeprosinach. Czekał na moją odpowiedź, a ja czekałam na wzmiankę o przeprosinach. Nic.
   - Myślę, że to nie jest dobry pomysł.
   - Ale, Inko…
   Rozłączyłam się. Byłabym się zgodziła gdyby okazał choć trochę… Choć trochę, że żałuje tego co zrobił. Wyłączyłam telefon. Miałam dość rozmów na dziś.
   Wiedziałam, że Daniel się martwił, że zniknę i, że koniecznie chciał zadawać pytania. Ale ja tylko pokręciłam przecząco głową. Poszłam do przedpokoju, nałożyłam buty i wyszłam z mieszkania.


   Musiałam oczyścić myśli. Niedaleko domu Daniela rósł las. Nie duży, ale idealny do spokojnego spędzenia czasu w samotności, kiedy było to najbardziej potrzebne. Zobaczyłam go wczoraj, jak wyjeżdżaliśmy do klubu.
   Nie dałam rady nawet wmieszać się między drzewa, gdy usłyszałam zbliżające się szybko kroki.
   - Czy wszystko w porządku? – zapytał chłopak. – Co on takiego ci powiedział? Jesteś cała blada. – Ujął moją twarz w swoje dłonie, więc byłam zmuszona spojrzeć mu w oczy.
   - To nic poważnego – mruknęłam, dotykając jednocześnie jego dłoni. – I nie możesz stwierdzić czy jestem blada, w końcu jestem dość… ciemna. – Wskazałam na swoją czekoladowo-brązową skórę.
   - Naprawdę jesteś blada, a twoja karnacja nie ma nic do tego. O co chodzi?
   Zastanawiałam się chwilę nad odpowiedzią. Właśnie, o co chodzi? Czemu uciekam? Czemu po prostu od razu nie powiedziałam o wszystkim Danielowi? Może mimo wszystko chcesz się spotkać z Diabłem, ale boisz się do tego przyznać?, podsunęło moje wewnętrzne ja. Może, przytaknęłam sobie.
   - Chciałam sobie pomyśleć w jakiejś samotni – mruknęłam.
   - Mogę ci potowarzyszyć?
   Już miałam mu wytłumaczyć jakąś kąśliwą uwagą czym jest samotnia, ale po wyrazie jego twarzy stwierdziłam, że nic to nie da. Wiem, że się martwił. Skinęłam tylko głową na zgodę i pozwoliłam się wziąć za rękę. Miałam świadomość, że to Motylek nie raz przebywał w tym lesie, a nie ja. I to pewnie on powinien prowadzić, ale nie dawał tego po sobie poznać. W końcu to była moja samotnia.
   Po jakimś czasie wyprowadziłam nas na nagrzaną słońcem polankę. Przez pełnię kolorowych kwiatów nie wiedziałam, gdzie podziać oczy. Puściłam dłoń chłopaka i położyłam się na samym środku polany, gdzie trawa była najkrótsza. Zerwałam jeden z kwitnących pąków. Pachniał tak słodko. Chwilę później obok mnie leżał Daniel. Oboje wpatrywaliśmy się w niebo myśląc o tym o czym musieliśmy.
   Ale moje myśli nie mogły się zebrać i stworzyć ani jednego poprawnego gramatycznie zdania. To przez bliskość jego ciała. Daniel był zdecydowanie zbyt blisko mnie. Próbowałam skupić uwagę na wszystkim tylko nie na nim – co oczywiście miało odwrotny skutek.
   Westchnęłam.
   - Rozpraszasz mnie – przyznałam w końcu.
   Uśmiechnął się zadziornie.
   - Naprawdę?
   - Naprawdę.
   Przesunął językiem po swojej dolnej wardze, czym przyprawił mnie o dreszcze. Spokojnie, Inko, on pewnie robi to nieświadomie, upomniałam siebie.
   - Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. – Przygryzł swoją wcześniej zwilżoną wargę. Nie, Inko, on to robi jak najbardziej świadomie.
   - Mam. I to bardzo.
   Przysunęłam się do niego. Chłopak wsunął mnie na siebie. Założył moje warkoczyki za uszy i najpierw złożył delikatny pocałunek na moim nosie. Policzku, kąciku ust, szyi, wrażliwym miejscu za uchem. Skutecznie i uparcie omijał usta. Ewidentnie się ze mną drażnił. Udałam oburzoną i w odwecie przycisnęłam swoje biodra do jego. Widziałam, jak jego oczy ciemnieją.
   - I jak to jest? – wyszeptałam do jego ucha, jednocześnie zataczając obszerne koła miednicą.
   - Okropnie – powiedział na wydechu.
   Złączyliśmy nasze usta w czułym pocałunku.
   Miałaś myśleć, co zrobić z Diabłem!, protestowało moje wewnętrzne ja.
   Pieprzyć to, odwarknęłam wsuwając język między zachłanne wargi Daniela, mam ważniejsze rzeczy do roboty. Diabeł może poczekać.


   - Powinnaś z nim porozmawiać – powiedział cicho Daniel.
   Zdziwiona uniosłam się na łokciach, a dłoń, którą delikatnie kreślił misterne wzory na moich nagich plecach zsunęła się niżej. Znowu nie poszliśmy na całość. Nie czułam, żeby to był dobry moment. Co prawda, gdy na polanie zrobiło się nam zbyt gorąco, przenieśliśmy się do sypialni Motylka, mimo to nie chciałam zrobić kolejnego kroku.
   - Chciałbyś tego? – spytałam nie dowierzając w to, co przed chwilą usłyszałam.
   Dłoń chłopaka powróciła do obrysowywania konturów mojego tatuażu. Musnął łuski chińskiego smoka ustami i piął się wyżej, w stronę szyi. Mimowolnie odchyliłam głowę by dać mu do niej łatwiejszy dostęp.
   - Uwielbiam twój tatuaż – wymruczał w mój kark.
   - Nie zmieniaj tematu. Chciałbyś żebym się z nim spotkała?
   - Nie – odparł z łatwością.
   Lekko uspokojona opadłam z powrotem na brzuch. Pozwoliłam by pieścił moja spragnioną dotyku oraz uwagi skórę.
   - Więc dlaczego? – spytałam, drżąc przez jego poczynania.
   Zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią lub po prostu był zafascynowany tym jak moje ciało na niego reagowało.
   - Uważam, że to mógłby być dobry pomysł. Porozmawialibyście w spokoju, bez krzyku. Wyjaśnienie sobie wszystkiego nie może być złe. W końcu byś zdecydowała, jaki będzie twój kolejny krok.
   - Ale ja wiem, co będzie kolejnym krokiem – oburzyłam się.
   - Czyżby?
   Urażona, podniosłam się. Skąd on niby mógł wiedzieć, że nie mam pojęcia co robić dalej?
   - Idę zrobić herbaty – burknęłam.
   Kiedy stałam tyłem do łóżka poczułam uderzenie na swoim odsłoniętym pośladku. Odskoczyłam od męskiej ręki, jak oparzona, a na dodatek wydałam z siebie ni to pisk, ni to krzyk zaskoczenia. Odwróciłam się w stronę chłopaka ze zmarszczonymi brwiami. Ten leżał na plecach i z rękoma założonymi za głowę uśmiechał się szeroko.
   - Przemyśl to.


   Obudziłam się z niemym krzykiem na ustach. Poderwałam swoje spocone ciało do pozycji siedzącej. Otarłam wilgotną twarz i rozejrzałam po pokoju. Uspokoiłam się, gdy zobaczyłam pochłonięty przez ciemność pokój Daniela. Spokojnie, mówiłam do siebie w duchu. Żadnych świateł, żadnego hałasu grzmotów burzy, żadnego deszczu. Nic ci nie jest, to był tylko zły sen.
   Kiedy uspokoiłam swój oddech, ułożyłam się z powrotem przy boku niczego nieświadomego Daniela pozwoliłam wciągnąć się do krainy snów i mar. Ale zanim odpłynęłam na dobre przez moje myśli przemknęło nikłe: Diabeł nigdy by na to nie pozwolił.
________
W następnym tygodniu nie będzie rozdziału, ponieważ mam zamiar sprawdzić i poprawić wcześniejsze rozdziały.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS.