29 lipca, środa
Następnego dnia
popołudniu Daniel próbował nauczyć mnie chociaż w najmniejszym stopniu grać
na gitarze. Starał się jak mógł, ale moje palce nie były do tego stworzone. A
poza tym od ściskania strun strasznie bolały mnie opuszki. Zdecydowanie bardziej
wolałam patrzeć jak on gra. Wyglądał wtedy na spokojnego i szczęśliwego – nie
bardziej niż wtedy, gdy mogliśmy się bezkarnie całować.
Co chwila
wydzwaniał mój telefon. Oczywiście to Diabeł próbował się ze mną skontaktować.
Na jego nieszczęście nie miałam ochoty z nim rozmawiać, nawet przez telefon. A
może raczej nie byłam gotowa na żadne konwersacje w przyjaznych i słodkich
kawiarenkach. Za każdym razem, kiedy o tym myślałam, czułam się jakbym po raz
kolejny dostała cios w niczemu niewinny policzek. Starałam się tłumaczyć
zachowanie Diabła, ale za każdym razem mój wewnętrzny głos wyzywał mnie od
naiwnych i zagubionych dziewczynek. Faktycznie, wystarczyło kilka chwil ciszy
bym zaczynała usprawiedliwiać potwora.
Podczas, gdy
Motylek pieścił struny gitary, pozwoliłam sobie na zastanowienie się nad tym,
co zrobić z Diabłem. Nie byłam pewna niczego, bawet tego czy dalej jesteśmy
razem. W końcu zrobiłam kilka rzeczy z Danielem, które na pewno się spodobałyby
się Diabłu. Jego wybuch był dla mnie definitywnym końcem, ale czy on odebrał to tak samo? Inko, słonko, widziałaś, jak wczoraj obmacywał tą łysą? Chyba
wszystko jest oczywiste. On jej nie obmacywał, po prostu tańczyli, toczyłam
wewnętrzną kłótnię. Ale mimo wszystko widok go z inną kobietą zadawał podobny
ból, co jego uderzenie.
Telefon znowu
zadzwonił, nie mogłam go cały czas unikać, prędzej czy później i tak by mnie
znalazł – tak samo jak wczoraj. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Inko? – odezwał
się, a ja poczułam dziwną ulgę z tym związaną.
- Tak to ja –
odparłam. Zalało mnie poczucie winy, gdy zobaczyłam spojrzenie Daniela.
- Bałem się, że
nigdy nie odbierzesz. Dlaczego wczoraj uciekłaś? I kim jest ten facet, który z
tobą był? – Jego głos stwardniał.
- Nie czułam się
na siłach by z tobą rozmawiać – powiedziałam szczerze. Przyglądałam się
Motylkowi przez dłuższą chwilę. – A ten mężczyzna… Pomaga mi, nic więcej nie
musisz wiedzieć.
Milczał przez
chwilę, jakby trawił te wszystkie informacje.
- Dobrze, nic
więcej nie muszę wiedzieć. – Zabrzmiało to jak jakby te słowa wypalały mu
gardło.
Ale zaraz. Czy
Diabeł przed chwilą właśnie się zgodził na nie drążenie tematu? Ten Diabeł?
Ten, który dominował wszystko i wszystkich? Zgodził się nie ciągnąć rozmowy, bo
ja tak postanowiłam? Brawo, łysa głowo, dobrze ci idzie wychowywanie mojego
byłego.
- Chciałem się
zapytać czy… Czy zgodziłabyś się ze mną spotkać. Musimy pogadać. Jest kilka
rzeczy, o których powinnaś wiedzieć. – Ani jednego słowa o przeprosinach.
Czekał na moją odpowiedź, a ja czekałam na wzmiankę o przeprosinach. Nic.
- Myślę, że to nie
jest dobry pomysł.
- Ale, Inko…
Rozłączyłam się.
Byłabym się zgodziła gdyby okazał choć trochę… Choć trochę, że żałuje tego co
zrobił. Wyłączyłam telefon. Miałam dość rozmów na dziś.
Wiedziałam, że
Daniel się martwił, że zniknę i, że koniecznie chciał zadawać pytania. Ale ja
tylko pokręciłam przecząco głową. Poszłam do przedpokoju, nałożyłam buty i
wyszłam z mieszkania.
Musiałam oczyścić
myśli. Niedaleko domu Daniela rósł las. Nie duży, ale idealny do spokojnego
spędzenia czasu w samotności, kiedy było to najbardziej potrzebne. Zobaczyłam
go wczoraj, jak wyjeżdżaliśmy do klubu.
Nie dałam rady
nawet wmieszać się między drzewa, gdy usłyszałam zbliżające się szybko kroki.
- Czy wszystko w
porządku? – zapytał chłopak. – Co on takiego ci powiedział? Jesteś cała blada.
– Ujął moją twarz w swoje dłonie, więc byłam zmuszona spojrzeć mu w oczy.
- To nic poważnego
– mruknęłam, dotykając jednocześnie jego dłoni. – I nie możesz stwierdzić czy
jestem blada, w końcu jestem dość… ciemna. – Wskazałam na swoją czekoladowo-brązową
skórę.
- Naprawdę jesteś
blada, a twoja karnacja nie ma nic do tego. O co chodzi?
Zastanawiałam się
chwilę nad odpowiedzią. Właśnie, o co chodzi? Czemu uciekam? Czemu po prostu od
razu nie powiedziałam o wszystkim Danielowi? Może mimo wszystko chcesz się
spotkać z Diabłem, ale boisz się do tego przyznać?, podsunęło moje wewnętrzne ja.
Może, przytaknęłam sobie.
- Chciałam sobie
pomyśleć w jakiejś samotni – mruknęłam.
- Mogę ci
potowarzyszyć?
Już miałam mu
wytłumaczyć jakąś kąśliwą uwagą czym jest samotnia, ale po wyrazie jego twarzy
stwierdziłam, że nic to nie da. Wiem, że się martwił. Skinęłam tylko głową na
zgodę i pozwoliłam się wziąć za rękę. Miałam świadomość, że to Motylek nie raz
przebywał w tym lesie, a nie ja. I to pewnie on powinien prowadzić, ale nie
dawał tego po sobie poznać. W końcu to była moja samotnia.
Po jakimś czasie
wyprowadziłam nas na nagrzaną słońcem polankę. Przez pełnię kolorowych kwiatów
nie wiedziałam, gdzie podziać oczy. Puściłam dłoń chłopaka i położyłam się na
samym środku polany, gdzie trawa była najkrótsza. Zerwałam jeden z kwitnących
pąków. Pachniał tak słodko. Chwilę później obok mnie leżał Daniel. Oboje
wpatrywaliśmy się w niebo myśląc o tym o czym musieliśmy.
Ale moje myśli nie
mogły się zebrać i stworzyć ani jednego poprawnego gramatycznie zdania. To
przez bliskość jego ciała. Daniel był zdecydowanie zbyt blisko mnie. Próbowałam
skupić uwagę na wszystkim tylko nie na nim – co oczywiście miało odwrotny
skutek.
Westchnęłam.
- Rozpraszasz mnie
– przyznałam w końcu.
Uśmiechnął się zadziornie.
Uśmiechnął się zadziornie.
- Naprawdę?
- Naprawdę.
Przesunął językiem
po swojej dolnej wardze, czym przyprawił mnie o dreszcze. Spokojnie, Inko, on
pewnie robi to nieświadomie, upomniałam siebie.
- Mam nadzieję, że
nie masz mi tego za złe. – Przygryzł swoją wcześniej zwilżoną wargę. Nie, Inko,
on to robi jak najbardziej świadomie.
- Mam. I to bardzo.
Przysunęłam się do
niego. Chłopak wsunął mnie na siebie. Założył moje warkoczyki za uszy i
najpierw złożył delikatny pocałunek na moim nosie. Policzku, kąciku ust, szyi,
wrażliwym miejscu za uchem. Skutecznie i uparcie omijał usta. Ewidentnie się ze
mną drażnił. Udałam oburzoną i w odwecie przycisnęłam swoje biodra do jego.
Widziałam, jak jego oczy ciemnieją.
- I jak to jest? –
wyszeptałam do jego ucha, jednocześnie zataczając obszerne koła miednicą.
- Okropnie –
powiedział na wydechu.
Złączyliśmy nasze
usta w czułym pocałunku.
Miałaś myśleć, co
zrobić z Diabłem!, protestowało moje wewnętrzne ja.
Pieprzyć to,
odwarknęłam wsuwając język między zachłanne wargi Daniela, mam ważniejsze
rzeczy do roboty. Diabeł może poczekać.
- Powinnaś z nim
porozmawiać – powiedział cicho Daniel.
Zdziwiona uniosłam
się na łokciach, a dłoń, którą delikatnie kreślił misterne wzory na moich nagich
plecach zsunęła się niżej. Znowu nie poszliśmy na całość. Nie czułam, żeby to
był dobry moment. Co prawda, gdy na polanie zrobiło się nam zbyt gorąco,
przenieśliśmy się do sypialni Motylka, mimo to nie chciałam zrobić kolejnego
kroku.
- Chciałbyś tego? –
spytałam nie dowierzając w to, co przed chwilą usłyszałam.
Dłoń chłopaka
powróciła do obrysowywania konturów mojego tatuażu. Musnął łuski chińskiego
smoka ustami i piął się wyżej, w stronę szyi. Mimowolnie odchyliłam głowę by
dać mu do niej łatwiejszy dostęp.
- Uwielbiam twój
tatuaż – wymruczał w mój kark.
- Nie zmieniaj
tematu. Chciałbyś żebym się z nim spotkała?
- Nie – odparł z
łatwością.
Lekko uspokojona
opadłam z powrotem na brzuch. Pozwoliłam by pieścił moja spragnioną dotyku oraz uwagi skórę.
- Więc dlaczego? –
spytałam, drżąc przez jego poczynania.
Zastanawiał się
chwilę nad odpowiedzią lub po prostu był
zafascynowany tym jak moje ciało na niego reagowało.
- Uważam, że to
mógłby być dobry pomysł. Porozmawialibyście w spokoju, bez krzyku. Wyjaśnienie
sobie wszystkiego nie może być złe. W końcu byś zdecydowała, jaki będzie twój
kolejny krok.
- Ale ja wiem, co
będzie kolejnym krokiem – oburzyłam się.
- Czyżby?
Urażona, podniosłam
się. Skąd on niby mógł wiedzieć, że nie mam pojęcia co robić dalej?
- Idę zrobić
herbaty – burknęłam.
Kiedy stałam tyłem
do łóżka poczułam uderzenie na swoim odsłoniętym pośladku. Odskoczyłam od
męskiej ręki, jak oparzona, a na dodatek wydałam z siebie ni to pisk, ni to
krzyk zaskoczenia. Odwróciłam się w stronę chłopaka ze zmarszczonymi brwiami.
Ten leżał na plecach i z rękoma założonymi za głowę uśmiechał się szeroko.
- Przemyśl to.
Obudziłam się z
niemym krzykiem na ustach. Poderwałam swoje spocone ciało do pozycji siedzącej.
Otarłam wilgotną twarz i rozejrzałam po pokoju. Uspokoiłam się, gdy zobaczyłam
pochłonięty przez ciemność pokój Daniela. Spokojnie, mówiłam do siebie w duchu.
Żadnych świateł, żadnego hałasu grzmotów burzy, żadnego deszczu. Nic ci nie
jest, to był tylko zły sen.
Kiedy uspokoiłam
swój oddech, ułożyłam się z powrotem przy boku niczego nieświadomego Daniela pozwoliłam
wciągnąć się do krainy snów i mar. Ale zanim odpłynęłam na dobre przez moje
myśli przemknęło nikłe: Diabeł nigdy by na to nie pozwolił.
________
W następnym tygodniu nie będzie rozdziału, ponieważ mam zamiar sprawdzić i poprawić wcześniejsze rozdziały.
W następnym tygodniu nie będzie rozdziału, ponieważ mam zamiar sprawdzić i poprawić wcześniejsze rozdziały.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz