Kończyłam jeść
kolejną babeczkę, gdy zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na mały ekranik. Numer
nieznany. Znowu. Odebrałam po chwili wahania, która nie umknęło uwadze Daniela.
- Halo? – odezwałam
się pierwsza.
- Bambina! Jak
dobrze cię słyszeć – powiedział znajomy głos.
- Gość od tatuażu?
– spytałam ostrożnie.
Milczał chwilę,
jakby zastanawiał się nad odpowiedzią. Widocznie nawet on nie był pewny swoich
danych osobowych.
- Dante z Morfiny
czyli gość od tatuażu – zgodził się w końcu.
- Po co dzwonisz?
Jakiś konkretny powód?
- Nie dziwisz się
kim jestem?
- Od dawna
podejrzewałam, że jesteś tym legendarnym Dantem – mruknęłam, a Daniel rozpoczął
przyglądać mi się wnikliwie.
Mężczyzna zaśmiał
się radośnie.
- Oh, Bambina.
- Czemu dzwonisz? –
powtórzyłam.
- Chciałem się
zapytać, jak kolczyk i poinformować, że wzór już jest gotowy. Kiedy przyjdziesz
zrobić kontur lub kazać zrobić szkic od nowa?
Zamyśliłam się.
- Kolczyka… już nie
ma i aktualnie mnie też nie. Nie mam jak w najbliższym czasie przyjść. Nie ma
mnie w mieście.
- Jak to go nie ma?
– nie krył zdziwienia w swoim głosie.
- Został wyrwany –
mruknęłam niechętnie.
- Miałaś się więcej
do niego nie zbliżać!
- Ja do niego nie
lazłam! – broniłam się. – Diabeł sam do mnie przyszedł. Jakoś dowiedział się,
że byłam u ciebie i się… zezłościł. Ale i tak nie miałam zamiaru dotrzymać
słowa. Jest przecież moim chłopakiem.
- Jest czy był?
- Był. – Zagryzłam
boleśnie dolną wargę.
- Czy Diabeł… Czy
on… Czy ten potwór cię uderzył? – wahał się przed zadaniem pytania.
Nie musiałam
odpowiadać.
- Bambina, gdzie
jesteś?
- W Warszawie, u
kolegi – uśmiechnęłam się do Daniela.
- Nie boisz się, że
Diabeł będzie próbował cię znaleźć?
- Nie, nie odzywał
się do mnie odkąd to się stało, a ja dobitnie mu powiedziałam, żeby się do mnie
nie zbliżał.
- To dobrze.
Zadzwoń jak znajdziesz czas na zrobienie konturu lub będziesz czegoś
potrzebować.
- Zadzwonię. – Już
miałam się rozłączyć, kiedy coś sobie uświadomiłam. – Czekaj! Skąd znasz mój
numer?
- Bambina – zaczął,
a ja słyszałam uśmiech w jego głosie. – Byłem dealerem – roześmiał się w głos i
zakończył rozmowę.
Patrzyłam
zdezorientowana na ekran komórki, który po chwili ponownie rozbłysł informacją
o kolejnym połączeniu.
- Jeszcze jedno,
Bambino. Nie daj sobie zrobić krzywdy.
- Spokojnie, mam tu
kogoś kto będzie mnie bronił.
Patrzyłam na
pąsowiejącego Daniela jednocześnie wciskając czerwoną słuchawkę.
- Kto to był? –
zapytał niepewnie.
- Dante.
Powiedział, że wzór mojego tatuażu jest gotowy – oświadczyłam radośnie.
- Chciałaś sobie
zrobić tatuaż?! – Zdziwienie i dezorientacja nie mieściły się w jego oczach.
- No tak.
- Ale ty masz
dopiero piętnaście lat! Nie będziesz żałowała?
- Już jeden mam. –
Wstałam i odwróciłam się do niego plecami. Podwinęłam swoją koszulkę by mógł
ujrzeć mojego smoka. I zapięcie stanika. Usłyszałam jak ciężko przełknął ślinę.
Praktycznie czułam, jak wzrok Motylka błądzi po mich plecach. Zagłębieniu
między łopatkami. Linii ogona ginącej pod krawędzią spodni i jeszcze niżej.
Błądził w okolicach moich bioder, by po chwili wrócić do pyska na karku. Lekko
odwróciłam głowę i przyłapałam go na intensywnym wpatrywaniu się w haftki
biustonosza. Opuściłam koszulkę spokojnie. Wolno. Poprawiłam dekolt. – A ten
tatuaż przypominałby mi o kimś ważnym – usiadłam z powrotem na kanapie.
Oczy chłopaka wciąż
błyszczały po moim małym pokazie, by po chwili spochmurnieć.
- O kimś kto ma
tatuaż w tym samym miejscu i jest cholernie nieśmiałym anorektykiem z ładnie
pachnącym pokojem – ciągnęłam podziwiając jego reakcję.
Pewnego rodzaju
szczęście odbijało się w wyrazie jego twarzy. Po raz kolejny tego dnia złapał
mnie za ręce.
- Ale pewnie nie
masz pozwolenia?
- To nie jest
akurat ważne. Nawet jeśli wystarczy trochę potruć matce głowę, a się zgodzi.
Tak było ze smokiem. Nawet sama dała mi pieniądze i umówiła wizytę. Mimo
wszystko Dante nie potrzebuje tego głupiego skrawka papieru. W końcu się
zgodził zrobić mi Christinę.
- Chciałaś sobie…
Christinę… - jąkał się i czerwienił coraz bardziej.
- Tak, ale strach
mnie obleciał i skończyłam z helixem. Którego już nie ma – mruknęłam z
przekąsem.
- Ale dlaczego
chciałaś… - dalej nie był w stanie złożyć całego zdania.
- Już ty wiesz
czemu – spojrzałam na niego znacząco. – Tak żeby, co poniektórzy mogli sobie
popatrzeć. – Zobaczyłam, jak jego dolna warga zaczęła drżeć. – To był żart –
dodałam.
Dla podkreślenia
swoich słów zaśmiałam się niepewnie. Usiadłam z powrotem na miękkiej kanapie.
Przyglądałam się jak Daniel wstaje ze swojego fotela i klęka przede mną. W
odpowiedzi dotknął mojej nogi swoimi długimi, chudymi palcami. Sunął nimi coraz
wyżej. Powoli. Niespiesznie.
Wyszeptałam cicho
jego imię. Podniósł na mnie swój wzrok. Znacząco spojrzałam na siedzącą przy
maszynie dziewczynę.
- Spokojnie, jest
pogrążona we własnym świecie.
Sunął dłonią dalej.
Do mojego biodra. Tam jego ręka się zatrzymała, a palce zaplotły się o szlufkę
spodni.
- To chyba nie jest
najodpowiedniejsze miejsce – powiedziałam, tłumiąc ciche westchnienie.
Zobaczyłam jak końcówki jego uszu zaczęły się różowić. Mimo to nie odsunął
swojej ręki. Zamiast tego wymruczał w moje nogi:
- Chcesz nauczyć
się grać na pianinie?
Po chwili
zastanowienia zgodziłam się. Kiedy wstał, złapał mnie za rękę i zaprowadził do
pianina oraz stojącej przed nim ławy.
Odsunął ją, po czym
sam na niej usiadł. Poklepał swoje udo, zachęcając mnie bym usiadła mu na
kolanach. Domyślałam się ile odwagi kosztował go ten gest, a także miałam
świadomość, że nie miał złych zamiarów. Starałam się spocząć na jego nogach
delikatnie, by nie wydać mu się zbyt ciężką.
- Mam nadzieję, że
nie ważę zbyt wiele, panie chudzielcu.
- Wręcz przeciwnie.
Jesteś lżejsza niż myślałem. Chyba nawet przerzucę się na jakąś brutalniejszą
dietę – zażartował.
- To ja chyba
postoję… - zaczęłam wstawać.
- Nie! – Złapał
mnie rozpaczliwie w talii i przyciągnął z powrotem do siebie. – Nie – powtórzył
delikatnie, tuż przy moim uchu.
Położył swoje
dłonie na moich, oparł brodę na moim
ramieniu i zaczął tłumaczyć.
Po godzinie byłam w
stanie samodzielnie zagrać gamę. Bonawentura nam nie przeszkadzała, tylko od
czasu do czasu wstawała by zmienić płytę w odtwarzaczu. Nie dogryzała nam ani
nie robiła niczego podobnego. Śmiałam nawet odnieść wrażenie, że cieszyła się
naszą obecnością.
W momencie, w
którym wciskałam z dumą ostatni klawisz pod bacznym, aczkolwiek cierpliwym spojrzeniem
Daniela, masywne drzwi się otworzyły. Do pomieszczenia wtargnęło dwóch
chłopaków. Jeden wyglądał nawet na mojego rówieśnika, natomiast drugi musiał
być ode mnie zdecydowanie starszy. Cały czas się przepychali i śmiali, dopóki
nie zobaczyli mnie siedzącej na kolanach Daniela. Najpierw znieruchomieli i
wytrzeszczyli oczy. Obejrzeli się to na siebie, to na Bonę, to na nas, to znowu
na siebie. A na koniec zgodnie zagwizdali.
- Domyślam się, że
to jest owa Inka – powiedział starszy.
- Założę się, że
już mu się udało – dodał młodszy z uśmiechem. Niewiadomo kiedy Bona rzuciła w
niego ciężkim zwojem nici, nie odrywając przy tym wzroku od pracującej maszyny.
Nie wiedziałam, o
co im chodziło. Pod czujnymi spojrzeniami starałam się jak najbardziej wcisnąć
w ciepłą klatkę piersiową Motylka.
- Założę się, że
już z nią zgrzeszył, zgadłem przyjacielu? – zwrócił się do Daniela.
- Zamknij się, Max
– warknął, a ja poczułam, jak jego mięśnie się napinają. Wróć! Ten chudzielec
ma mięśnie?
- Luzuj szelki. Ty
nie zgrzeszyłeś to ja z chęcią to zrobię – kontynuował Max.
Nie mam pojęcia
kiedy Daniel wstał. Po prostu opadłam na ciepłą ławę w chwili, gdy pięść
Motylka miażdżyła szczękę chłopaka, a ten mu oddał. Przetoczyli się na kanapę.
Walczyli ze sobą otoczeni miękkimi orientalnymi poduszkami. Podeszłam z
zamiarem rozdzielenia ich, lecz powstrzymała mnie czyjaś ręka, która nagle
pojawiła się na moim ramieniu.
- Co ty robisz?!
Chcesz, żeby się pozabijali?! Czy ty jesteś normalny?! – naskoczyłam na osobę
stojącą za mną. – Nie dotykaj mnie!
Strąciłam dłoń.
Odwróciłam się do chłopaka z błyskawicami padającymi z moich oczu. Uniósł
dłonie w obronnym geście.
- Pozwól im się
wyszaleć. Dawno się nie widzieli. Nic im nie będzie. – Jakoś nie mogłam mu w to
uwierzyć. Wyciągnął do mnie rękę. – Jestem Marcel.
- Inka.
Schowałam dłonie do
kieszeni swoich spodni.
- Przyjaciel
Motylka.
- Przyjaciółka
Daniela.
Uniósł brew w
wyrazie zdziwienia.
- A nie wygląda.
Zgromiłam go
wzrokiem.
- No co? W takim
razie chcę żebyś ty też mi siedziała na kolanach.
- My się nie
przyjaźnimy – podkreśliłam, kiedy zza kanapy dobiegł odgłos kolejnego
uderzenia, a po nim śmiech. Radosny śmiech.
- Bona jest moją
przyjaciółką i nie siada mi na kolanach – ciągnął dalej.
- Widocznie jest
mądra – burknęłam.
Po chwili
zobaczyłam wstającego Daniela, wyciągającego rękę do wciąż uśmiechniętego Maxa.
Motylek pomógł mu wstać i poklepał po plecach.
- A teraz
przepraszaj – rozkazał, równocześnie obejmując mnie swoim ramieniem i
przyciągając do swojego boku. Objęłam go w pasie i zaczepiłam palce o boki jego
spodni. Od czasu do czasu gładziłam ciepłą skórę pod jego koszulką. Uniosłam
głowę i przyjrzałam się jego twarzy, nie była na niej żadnych siniaków.
Jeszcze.
Max patrzył na mnie przez chwilę, po czym
skłonił się nisko.
- Przepraszam cię,
o czcigodna Inko, ino przyjaciółko lorda Daniela, za swe niepochlebne
komentarze, które mogły uprzykrzyć się twej godności.
- Ale z ciebie
Romeo – prychnął Marcel.
- Zamknij się,
Marcepan – wywarczał Max, po czym rzucił się na chłopaka.
W tym czasie Daniel
pochylił się i zaczął szeptać do mojego ucha.
- Max jest naszym
basistą, natomiast Marcel siedzi na perkusji.
- To pewnie dlatego
tak dobrze się dogadują – mruknęłam bezwiednie wpychając nos w miękki materiał
jego koszulki.
Zaśmiał się cicho i
ucałował linię moich włosów.
- Przepraszam cię
za nich, to było nie na miejscu.
Całą drogę powrotną
trzymaliśmy się za ręce. Nie odzywaliśmy się, po prostu szliśmy przed siebie.
Co jakiś czas mocniej ściskał moją dłoń, jakby sprawdzał czy dalej byłam obok.
Ale ja ani myślałam znikać.
- Więc jesteś
wszechstronnie uzdolniony? – zagadnęłam.
- Gram chyba na wszystkim – odpowiedział
zawstydzony.
- Nauczysz mnie grać na czymś jeszcze?
Skrzypce? Gitara?
- Z chęcią, ale jest to tak samo
skomplikowane, jak pianino, a nawet
bardziej.
Szliśmy dalej w ciszy.
- O co chodziło z tymi braćmi MM?
- Bracia MM? – zaśmiał się.
- Więc? – nalegałam.
Daniel znacznie
poczerwieniał na twarzy. Wbiłam w niego podejrzliwie wzrok.
- No gadaj!
Milczał jeszcze
przez jakiś czas, po czym słowa zaczęły opuszczać jego usta szybciej niż
oddech. Ledwo rozumiałam, co chciał mi przekazać.
- Pytali o to czy
ze sobą spaliśmy. Nie tak po prostu w jednym łóżku, tylko w sensie, że się ze
sobą kochaliśmy. Myśleli, że jesteśmy parą. W końcu siedziałaś mi na kolanach.
Ale to nie była prawda. Dlatego rzuciłem się na Maxa z pięściami. Nie chciałem,
żeby mówił kłamstwa, szczególnie na twój temat. Szczególnie, że ty nigdy nie
przespałabyś się z kimś takim jak ja. Mimo, że ja… Z tobą… Nigdy… - zaciął się
i zarumienił jeszcze bardziej.
- Dzięki, właśnie
powiedziałeś, że nie jestem pociągająca – starałam się ukryć uśmiech i grać
poważną.
- Nie! – zaprzeczył
gorąco. – Nie – poprawił się. – Jesteś pociągająca. Cholernie pociągająca. I
seksowna. Chodziło mi o to, że nigdy bym nie śmiał nawet sugerować czegoś z
tobą, mimo że bardzo bym tego chciał… A ty zapewne byś odmówiła i nie miałbym
ci tego za złe, w końcu masz do tego prawo.
Ścisnęłam jego
dłoń.
- Czemu tak
myślisz? Że bym odmówiła?
- Bo przecież
kochasz innego. Pewnie chciałabyś zostawić, niektóre swoje strony tylko dla
niego – powiedział cicho.
- No i co z tego,
że go kocham? Nie zasługuje na nic więcej, poza tym, co dostał. Więc za mnie nie
odpowiadaj, dobrze?
Przyglądał mi się
wnikliwie.
- A chciałabyś? –
Jego oczy lustrowały całą moją sylwetkę, lecz głównie skupiały się na mojej
twarzy.
- Może kiedyś –
wzruszyłam ramionami. Stanęłam na czubkach swoich platform. – Tylko teraz nie
mdlej – wyszeptałam tuz przy jego lekko rozchylonych ustach.
Delikatnie je
musnęłam. Podobnie jak rano. Tylko, że tym razem nie musiałam łapać bezwładnego
ciała. Motylek wydał mi się nad wyraz żywy. Jego ręka boleśnie ściskała moje
palce.
- Czy rano pominęło
mnie coś takiego? – spytał niskim głosem.
- Nawet lepszego –
zamruczałam.
- Nie wierzę. –
Oparł się swoim czołem o moje.
Ignorując
przechodni przyciągnęłam go do siebie za szlufki spodni.
- Spróbuj.
I spróbował. Tym razem to jego
usta naparły na moje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz