piątek, 11 września 2015

~ 17 ~

rozdział pisany do: ---, ---, ---


   Właściwie to nie powiedziałam mu prawdy. Nie myślałam już praktycznie o jego zdradzie. Nie myślałam o niej od dawna. Przypomniałam o niej sobie dopiero dziś. Martwiłam się nią tylko wtedy, kiedy ktoś mi o niej przypominał.
   Zamknąwszy drzwi od kawiarenki skierowałam się w stronę pobliskiej księgarni. Znalazłam Motylka czytającego  jedną z książek fantasy w zagłębi kącika dla czytelników. Pojawiłam się przed nim nagle. Odciągnęłam książkę i siadłam na jego kolanach mocno całując. Musiałam pozbyć się jakoś złości krążącej po moim ciele. Gładziłam jego ramiona i kompletnie nie przejmowałam się, że musimy przyciągać niemałą uwagę. Wpijałam się jego usta raz za razem. Drażniłam językiem.
   – Inko, on patrzy – wyszeptał w moje gorące usta. Zignorowałam go i przekraczałam kolejne granice.
   Chciałam więcej. O wiele więcej.
   – To nie jest odpowiednie miejsce. Zabierz mnie do domu – powiedziałam na wydechu i z powrotem przylgnęłam do jego ciała.


   Gdy tylko drzwi frontowe jego domu się otworzyły, popchnęłam Daniela na najbliższą ścianę. Całowałam jeszcze bardziej zdecydowanie i zachłannie niż w księgarni kilka chwil wcześniej. Nie pozwalałam mu dojść do słowa, a sobie nie pozwalałam myśleć o niczym poza swoją złością. Zdarłam z siebie kurtkę i odrzuciłam ją w kąt razem z myślą zaprzestania i przemyślenia wszystkiego na chłodno. Wplotłam palce we włosy chłopaka i choć zdawał się, że to już niemożliwe przyciągnęłam go jeszcze bliżej. Zsunęłam bluzę z jego ramion razem z koszulką i za pasek od spodni pociągnęłam do sypialni. Chciałam to załatwić szybko, bez żadnych dyrdymałów.
   Motylek wcale się nie opierał, chociaż domyślałam się, że jest tym wszystkim  zaskoczony tak samo jak ja. Podczas drogi przez cholernie długi korytarz zostałam okradziona z bluzki oraz biustonosza, a moje warkoczyki zostały uwolnione z władczych więzów jednej z frotek do włosów. Za drzwiami sypialni cisnęłam swoje spodnie na zimną podłogę i pociągnęłam Daniela za sobą na wyczekujące nas łóżko.
   Pragnęłam by wszystko mieć już za sobą. By móc tryumfować nad Diabłem. Zadać mu cios. Dać do zrozumienia, że też potrafię ranić i kąsać. Że nie jest jedyny. Że nie jestem tylko jego. Chciałam by poczuł ból podobny do mojego. W tamtej chwili myślałam tylko o brutalnej zemście za zdradę, która zaczęła boleć dopiero dziś – nigdy wcześniej tego nie roztrząsałam – za policzek, za wszystkie moje cierpienia. A jedyną metoda dla osiągnięcia swojego celu była tuż przede mną. Na wyciągnięcie ręki, a raczej rozłożenie nóg. Oczywiście nie myślałam racjonalnie. Miałam plan, przysłonięty kipiącą wściekłością.
   Przyglądałam się tylko jak Motylek ogołaca mnie ze skarpetek. Dzieliły nas tylko moje majtki i jego spodnie. Chciałam je z niego zedrzeć i nie przeciągać nieuniknionego, w obawie przed przejrzeniem na oczy i wycofaniem się. Choć raz chciałam coś doprowadzić do końca. Chłopak przycisnął mnie dłonią z powrotem do posłania, gdy moje zdradzieckie dłonie dobierały się do jego rozporka. Jego oczy kazały mi zwolnić, ale ja chciałam tylko przyspieszyć. Nacisnąć sprzęgło, ruszyć skrzynię biegów i patrzeć jakie ślady zostawiam za sobą i czy wyrobię się na następnym zakręcie. Prosiłam by przestał się ograniczać.
   Kiedy leżałam pod nim naga, jego ręka błądziła między moimi udami, a moje biodra napierały na jego dłoń, spojrzał mi w oczy. Jego twarz przeciął wyraz bólu. Musiał w nich dojrzeć to o czym myślałam. Musiał zobaczyć, że chcę go wykorzystać by odegrać się na Diable. Sprawić by cierpiał za pomocą Daniela. Że tak naprawę nie chciałam tego robić i nie byłam gotowa, a jedynie przyćmiona nadmiarem emocji.
   Chłopak odsunął się ode mnie, a ja zdziwiona uniosłam się na łokciach.
   – Czemu przestałeś? – zaprotestowałam.
   – Bo byś mnie znienawidziła – powiedział cicho podając mi koszulkę, w której zwykłam spać.
   – Niby za co?
   – Żałowałabyś. Za to. – Machnął koszulką przed moim nosem. – Ubierz się.
   Ze łzami w oczach wciągnęłam ubranie na siebie i rzuciłam się na chłopaka z pięściami.
   – A więc to tak? Chciałeś mnie uwieść, a potem zostawić! Fajnie się patrzyło? Mam nadzieję, że zabawę miałeś przednią. Ciekawe kto pierwszy się o tym dowie. Może polecisz z tym do Diabła, co? Zmówiliście się? Chcieliście mnie upokorzyć?! To się wam udało. Gratulacje, dupku – w przerwach między słowami zadawałam mu ciosy chwiejnymi nadgarstkami. – Gratulacje…
   Objął mnie ramionami i przyciągną do siebie. Kołysał nami delikatnie na boki, póki nie ochłonęłam. Szeptał ciche i spokojne obietnice. Przeprosiny.  Kiedy w końcu się uspokoiłam spytał co sprawiło, że zdenerwowałam się na tyle by podjąć takie a nie inne kroki.


   Przypomniałam sobie, jak to się, stało, że poznałam Daniela. Co wtedy się działo w moim świecie. Oczywiście chłopakowi nigdy nie powiedziałam, jak bardzo burzliwy okres przechodziło moje życie.
   Byłam w Warszawie. Spieszyłam się na spotkanie autorskie z jedną z pisarek, która zmieniła moje podejście do większości rzeczy. Chciałam posłuchać, co ma do powiedzenia i czy osobiście jest tak samo niesamowitą osobą, jaką ją sobie wyobrażałam.
   Jak zawsze byłam spóźniona. Pociąg nie dojechał na czas, autobus stał w korku, kierowca nie chciał przepuścić na przejściu, zgubienie się w wielkim mieście i jeszcze to… zderzenie.
   Pospiesznym krokiem przecinałam chodnik. Zapamiętale pocierałam oko, podrażnione soczewką. Nie patrzyłam, gdzie idę ani jak idę – po prostu parłam przed siebie. Gdy nagle zderzyłam się z czymś twardym. Takim samym impetem z jakim wpadłam na przeszkodę, zostałam od niej odbita. Z głową cały czas spuszczoną wybąkałam ciche:
   – Przepraszam, coś mi wpadło do oka.
   – To pewnie ja – nadeszło do mnie z góry niesione przyjemnym męskim głosem.
   Nie dosłyszałam, więc poderwałam głowę i spytałam.
   – Słucham?
   Chłopak stojący przede mną zarumienił się i odwrócił wzrok. Położył zakłopotany dłoń na karku i przeczesał nią swoje kręcone loki. Przyglądałam mu się z ręką przy swędzącym oku i czekałam, aż powtórzy to co powiedział.
   – Chodziło mi o to, że tobie coś wpadło do oka i, że może to byłem ja. To był żart. Przepraszam, jeśli cię uraził.
   Stałam przez chwilę i nie wiedziałam jak zareagować. Przecież mam już chłopaka. Ale skoro to był żart… Najlepszy w takich sytuacjach był śmiech. Stary, dobry, szczery śmiech. Taki od serca. Pamiętam, że od dawna się wtedy nie śmiałam. Wszystko tylko psuło mi nerwy.
   Skorzystałam z tego, że na kogoś wpadłam i zapytałam się nieznajomego o drogę. Jak się okazało szłam w złym kierunku i owy nieznajomy też podążał na spotkanie. Odprowadził mnie. Po drodze sporo rozmawialiśmy i żartowaliśmy. A uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Byłam szczęśliwa pierwszy raz od bardzo dawna.
   Po spotkaniu literackim jeszcze długo rozmawialiśmy w księgarni i żadna siła nie mogła nas ściągnąć do domów. To on poradził mi bym wybaczyła Diabłu. Bym go wysłuchała i  dała mu szansę. Oczywiście pod warunkiem, że naprawdę znaczy dla mnie wiele.
   Pewnie dlatego Motylek tyle dla mnie ważny.


   Nigdy nie powiedziałam Danielowi, co wtedy działo się w moim mieście. Ile stresu musiałam codziennie przeżywać. Jak bardzo martwiłam się o najdrobniejszą rzecz. Nie wiedziałam, co robić. Nie miałam z kim porozmawiać. A osoba, która powinna być moim wsparciem tylko przysparzała mi kłopotów.
   W szkole nie byłam lubiana. Przez te wszystkie lata nieustannych zmian placówek wciąż nie potrafiłam znaleźć prawdziwej przyjaciółki. Wszystkie dziewczyny były tak samo płytkie. Liczyły się tylko włosy, paznokcie i torebki ściągane prosto z wybiegów. Nie potrafiłam udawać, że jestem taka sama. Wiele lat byłam gnębiona z powodu swojej karnacji. Tak było i w tym roku. Nikt nie rozumiał, że kolor mojej skóry jest rzeczą, której nie potrafię zmienić. Ale nie dawałam się złamać. Z każdym obraźliwym słowem lub zdaniem utwierdzałam się w znaczeniu, że ludzie są najpodlejszymi istotami jakie istnieją. Byłam nękana za swój kolor. Z początku byłam brana za biedną dziewczynę za co byłam męczona. Gdy wychodziło na jaw, że wcale taka nie jestem, znęcano się nade mną, bo miałam pieniądze. Za dobre oceny. Za pewność siebie. Za to, że się nie poddawałam i cały czas walczyłam.
   Z Diabłem spotykałam się od wieczoru w klubie.  Było to kilka dni po moich piętnastych urodzinach. Zdążyliśmy się poznać. Moje serce zapałało silnym uczuciem i nie zwracało uwagi na charakter Diabła. Było w nim zakochane i koniec. W końcu i ja przestałam z tym walczyć. Ale nie przyznałam się do tego przed chłopakiem. Nie mówiłam też mu o sytuacji w szkole. Nie chciałam by sam zrozumiał, że jestem ciemnoskóra. Bałam się, że kiedy mu o tym powiem, dotrze do niego, że nie chce się ze mną zadawać. Wtedy, świeżo zakochana, nie przeżyłabym rozstania. Gnębiłam więc wszystko w sobie.
   W grudniu – cztery miesiące po naszym pierwszym spotkaniu – dowiedziałam się czegoś okropnego. Czegoś, co mnie złamało. Spotkałam się z Diabłem tuż przed świętami by wręczyć sobie prezenty. Siedzieliśmy w jedynej czekoladziarni w mieście. Nie mogłam usiedzieć w miejscu. Byłam tak  bardzo szczęśliwa, że coś w moim życiu się udaje. Że jest ktoś, kto nie uznaje mnie za gorszą i nic niewartą. Od Diabła w prezencie dostałam dużego pluszowego misia, który ledwo mieścił się w moich objęciach. Martwiłam się, jak wrócę z takim ogromnym pluszakiem do domu. Na zewnątrz padały firany śniegu, przypominające mi te długie i ciężkie w teatrach, przez które nigdy nic nie widać. Takie same były te za oknem. Bałam się, że prezent się zniszczy, a w końcu chłopak wydał na niego znaczną część swojej wypłaty. Kiedy ja dałam mu jego prezent uśmiechną się do mnie i odstawił go na bok. Długo musiałam go namawiać by go otworzył. Gdy w końcu zdarł świąteczny papier jego oczy błyszczały, jak szalone. Wiedziałam, że uwielbia poezję. Sprawiłam mu, więc tomik, o którym opowiadał mi od dawna z autografem od autora. Złapał mnie wtedy za dłoń i nie puszczał, aż do momentu, gdy poszedł uregulować rachunek za nasze gorące czekolady.
   Zostawił telefon na stole. I na jego nieszczęście ktoś dzwonił. Oczywiście nie odebrałam. Ale ktoś był widocznie zdesperowany, bo dzwonił i dzwonił, a Diabeł nie wracał. Kolejka był całkiem długa, więc nie liczyłam na jego szybki powrót. Kiedy telefon zadzwonił znowu postanowiłam odebrać i poinformować desperata, że Diabła nie ma w pobliżu. Ale gdy tylko wzięłam aparat do ręki przestał dzwonić, a na ekranie pojawiła się wiadomość.

Nie wiem czemu nie odbierasz, kotku. Kupiłam sobie świąteczny czerwony komplet bielizny. Ten co tak ci się podobał. Już nie mogę się doczekać wieczora, spotkania z tobą i twoim… dużym przyjacielem.
Twoja ukochana i zawsze spragniona. Całusy.

    Coś we mnie pękło. Nawet słyszałam jak tego kawałki rozsypywały się na dnie mnie. Odłożyłam telefon ostrożnie na blat, w obawie, że nie trafię, gdyż z nieznanych mi powodów obraz zaczął mi się zamazywać.
   Kiedy wstawałam od stołu moje roztrzęsione ręce strąciły na ziemię jeden z kubków. Pękł tak samo ja. A jego szczątki, tak samo jak moje, leżały i prosiły o pozbieranie. Ale nikt się nie zjawił by to zrobić. A może jednak ktoś przyszedł. Może to ja zbyt wcześnie wybiegłam.
   Pamiętam, że śnieg uderzał w moją twarz bez litości. Mroził łzy, które jeszcze nie zdążyły wypłynąć. Dusił szloch w gardle i odbierał dech. Wpadał do płuc wywołując ucisk w klatce piersiowej. Czułam się jakbym tonęła. Tonęła w śniegu i zawiedzeniu. Całą mną wstrząsały torsje smutku.
   Pamiętam, że przysiadłam za jakimś budynkiem. Nie byłam pewna tego, co robię ani, co się dzieje dokoła mnie. Wiedziałam tylko, że moje nogi dalej mnie nie zaniosą. Trzęsły się zbyt mocno, by stawiać kolejne kroki. Drżałam. Z zimna, ale nie było nikogo, kto mógłby ogrzać moje marznące serce. Zamarzały nawet myśli.
   Siedziałam, a śnieg rósł wokół mnie. W pewnym momencie moje myśli się otrzeźwiały. Skończyła się żałoba. Podniosłam się niczym maszyna. Zebrałam w sobie wszystkie siły jakie mi zostały i ruszyłam do domu. Zamknęłam za sobą drzwi. Kilkakrotnie sprawdzałam czy przekręciłam kluczyk. Napuściłam gorącej wody do wanny i zanurzyłam się w niej po szyję.
   Byłam spokojna. Zaczynałam sobie nawet wszystko układać w głowie, ale wtedy zaczął się dobijać do drzwi frontowych. Byłam sobie wdzięczna, że dokładnie je zamknęłam. Słyszałam jak krzyczał, jak przepraszał i błagał. A z każdym jego słowem spokój jaki wewnątrz mnie panował upadał.
   Święta spędziłam z mamą w jej pracy. Zaprowadziła mnie na kolację dla pracowników. Starałam się grać idealną i szczęśliwą córkę, co chyba dobrze mi wychodziło, gdyż inni prawili komplementy odnośnie mojego wychowania. Oczywiście nie obyło się bez krzywych spojrzeń i paru niesmacznych komentarzy, ale byłam już do tego przyzwyczajona i nic sobie z tego nie robiłam.
   Przez prawie miesiąc musiałam funkcjonować bez telefonu. Diabeł cały czas wydzwaniał i pisał. Miałam dość usuwania wiadomości i odrzucania połączeń. Mimo wszystko wolałam wyłączyć telefon, niż zablokować jego numer lub zrobić cokolwiek innego. Z początku jego głos nagrywający się na pocztę głosową za każdym razem doprowadzał mnie płaczu i otępienia.
   Na początku stycznia pojechałam z mamą do Warszawy na spotkanie autorskie. Jak zwykle po drodze spotkała starych znajomy, więc dalej musiałam radzić sobie sama. Wtedy poznałam Daniela, który rozjaśnił mi w głowie.
   Po powrocie do domu odwiedziłam Diabła w jego pracy. Siedział przy kasie ze spuszczoną głową. Nawet na mnie nie spojrzał gdy weszłam. Podeszłam cicho do lady. Nawet nie drgnął. Na kolanach trzymał tomik poezji, który kupiłam mu na urodziny. Zastukałam delikatnie palcami w szklany blat. Drgnął jakby dopiero teraz się zorientował, że jest tu ktoś poza nim. Patrzył na mnie i chyba długo nie mógł uwierzyć, że przed nim stoję.
   Pozwoliłam mu wszystko wytłumaczyć. Diabeł musiał pilnować sklepu, a ja chciałam znać odpowiedzi na nękające mnie pytania. Nie pozostawało nam nic poza odrobiną prywatności na zapleczu. Dowiedziałam się wszystkiego czego chciałam.
   Bardzo mu na mnie zależało. Tak bardzo, że nie chciał się z żadną rzeczą spieszyć. Nie chciał na mnie naciskać. Chciał bym stawiała kroki w swoim tempie, w końcu byłam taka młoda. Czerwoną kobietę – bo tak zwykłam o niej myśleć – poznał, jeszcze przede mną. Nie nadawała się do niczego, tylko do łóżka, mówił. Kiedy był zły dzwonił do niej i… się spotykali. Ale odkąd poznał mnie zadzwonił do niej tylko dwa razy. Raz – by się ze sobą przespać, a drugi – by powiedzieć, że wszystko między nimi skończone, że znalazł mnie i niczego więcej nie potrzebuje. Fakt, że raz się z spotkali i robili to, co robili mimo wszystko bolał. W głębi duszy cały czas miałam nadzieję, że to była tylko pomyłka. Jakieś drobne nieporozumienie. A najdłużej wierzyłam, że wszystko sobie tylko wyobraziłam.
   Zapytałam się go dlaczego postanowił się z nią spotkać ten jeden raz. Długo zwlekał z odpowiedział. Ewidentnie było mu głupio z tego powodu i nie miał pojęcia jak mi to wytłumaczyć. Podobno poczuł „potrzebę”. Byłam zawiedziona, że kierowały nim takie zwierzęce instynkty.
   Ale wybaczyłam mu. Przez jakiś czas jeszcze nie mogłam się pozbierać, ale mu wybaczyłam i wróciliśmy do siebie. Miałam pewność, że drugi raz nie zrobi mi czegoś takiego. Miesiąc rozstania był dla niego i dla mnie bardzo bolesny.


   W wielkim skrócie przedstawiłam wszystko Danielowi. Tulił mnie cały czas i nie puszczał. Gładził po włosach i trzymał za drżące ramiona.
   – Dlaczego na samym początku mi nie powiedziałaś, że facet cię zdradził? Dlaczego skłamałaś, że pokłóciliście się o jakąś pierdołę? – nawiązał do naszego pierwszego spotkania.
   Nie odpowiedziałam, tylko wtuliłam się w niego jeszcze bardziej. Otuleni swoimi ramionami spędziliśmy całe lata. Mijały pory roku, a my starzeliśmy się razem w swoich objęciach. Składaliśmy sobie obietnice, które nigdy nie zostaną dotrzymane, ale tylko one trzymały mnie przy realiach. Chciałam zanurzyć się w oceanie własnych wspomnień. Chciałam móc je przewijać jak stare kasety filmowe. Wyczekiwać czarno–białych mrówek na ekranie. Zatrzymywać się kiedy chcę i cofać by przeżywać wszystko od nowa. Ale jedna wciąż trzymała mnie przy rzeczywistości.

   „Wyzdrowieję” – cały czas błąkała się po moich myślach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS.