poniedziałek, 31 sierpnia 2015

~ 16 ~

rozdział pisany do: ---, ---, ---



   – Ja, Frytka i Dominik przyjaźniliśmy się od dziecka. Poznaliśmy się przez przyjaźń naszych rodziców. Chodziliśmy do tego samego przedszkola, podstawówki, liceum. Byliśmy nierozłączni. Kiedy jedno z nas cierpiało, cierpiała cała trójka. Nie liczył się dla nas nikt z zewnątrz – tylko nasz krąg. Oczywiście każde z nas miało swoje małe miłostki na swojej drodze, ale żadne z nich nie były wystarczająco silne by zerwać naszą trwałą więź. Póki się nie skłóciliśmy. To było w liceum, przedostatnia klasa. Rok przed maturą. Nie pamiętam, o co dokładnie poszło. Ale wiem, że była to nic niewarta pierdoła. Wtedy zaczęliśmy się od siebie oddalać. Wtedy poznałem Dantego, który wprowadzał mnie w świat używek, poznawał ze znajomymi, uczył odpowiedniego i „bezpiecznego dawkowania”. Tak to nazywał – „bezpiecznym dawkowaniem”. Zaczął mnie coraz bardziej przyciągać do siebie i odsuwać od bliźniaków. Oczywiście nie całkowicie. Ale w dużym stopniu to on spowodował, że kiedy wszystko się skumulowało nasza więź budowana latami pękła.
   Zrobił przerwę, w której próbował się uspokoić. Chciał to zatuszować próbowanie ciasta zachęcająco leżącego na porcelanowym talerzyku.
   – Tego lata pojawiła się ona – Anna. Wprowadziła się z rodzicami do domu niedaleko naszej szkoły. Przyjechała tylko na rok. Miała napisać maturę i jechać z rodzicami za pracą. Kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem, wiedziałem, że nie będę potrafił przechodzić obok niej obojętnie. I nie tylko ja. Dominik i Frytka czuli to samo. Z czasem nawet Dante przestał być obojętny na jej osobę. Razem z bliźniętami walczyliśmy o jej względy. Pierwsza wygrała Fryta – zrobił krótką pauzę bym zrozumiała, że Frytka naprawdę była w niej zakochana. – Spotykały się potajemnie. Nasze miasteczko było niewielkie. Tu plotki rozchodziły się zanim zostały stworzone i przybierały najróżniejsze kształty i formy. Poza tym ich rodzice nie byliby zadowoleni gdyby się dowiedzieli, że ich córki są lesbijkami. To były bardzo chrześcijańskie rodziny. Następny był Dominik. Nic nie wiedział o swojej siostrze i Annie. Ich związek był oficjalny. Chodzili razem na obiadki, spacery po parku. Mogli bezkarnie trzymać się za ręce. Pamiętam jak im tego zazdrościłem. Dlatego zacząłem z nią flirtować nie zwracając uwagi na to, że była już zajęta. I to moim najlepszym przyjacielem.
   Przetarł twarz dłońmi, ale nie patrzył mi w oczy. Skutecznie unikał mojego wnikliwego i ciekawskiego spojrzenia.
   – Dała szansę i mnie – ciągnął. – Również ukrywała nasz związek. Zdradzała Frytkę z Dominikiem, a Dominika ze mną. Ale nie przeszkadzało mi to. Byłem w niebo wzięty samym faktem, że chciała spróbować i ze mną. Nie obchodziło mnie, że musimy się pilnować, by nikt się nie dowiedział. Przedstawiłem ją moim nowym znajomym. Właściwie nie moim, a Dantego. Chciałem by poznała mój świat. W pewnym momencie to przestało mi wystarczać. Przestało mi wystarczać to, że miałem ją w ukryciu. Zażądałem od niej by zerwała z Dominikiem i była cała moja. Ale za każdym razem mówiła, że zrobi to później. Strasznie mnie to denerwowało. Zacząłem brać więc mocniejsze narkotyki. Byłem po nich agresywniejszy. Dominik osądza mnie o jej śmierć, bo… Bo kilka razy ją podduszałem, kiedy byłem po czymś mocniejszym, a ona wciąż odmawiała. I tak mi zostało do dziś – mruknął cicho. – Ale zawsze potrafiłem się opamiętać. Zawsze mi wybaczała i obiecała zerwanie z Dominikiem, ale w swoim czasie. Naciskałem na nią tak bardzo.
   Głos mu się urywał. Odkaszlnął i kontynuował nie zważając na chwiejne brzmienie jego słów.
   – Wtedy przyszedł do mnie Dante. Powiedział mi, że też był z Anną. Że dawał jej dostęp do swojego towaru. Że Dominik znalazł jej ciało. Wiem, że złożył zeznania na policji i zniknął. Pojawił się jeszcze tylko na pogrzebie. Zobaczyłem go dopiero po latach, właśnie wtedy, kiedy nas przyłapałaś na rozmowie. Policja przesłuchiwała mnie mnóstwo razy. Zadawali pytania, które nie miały nic wspólnego ze śledztwem. Długo po wskazaniu na narkotyki, mieszkańcy patrzyli na mnie nieufnie i zabierali swoje dzieci z placów zabaw, gdy tylko byłem w pobliżu. Dominik nie dawał mi spokoju. Nachodził mnie. Wysyłał pogróżki. Gnębił. Ale ja czułem jakbym na to zasłużył. Bo gdybym tak na nią nie naciskał żyłaby dalej. To ja popchnąłem ją do samobójstwa. W jakimś stopniu jestem mordercą. Wiedziałem jak bardzo kochała nas wszystkich. Jak nie potrafiła wybrać między nami. Ale wciąż naciskałem. Gdyby nie to… Gdybym się powstrzymywał i nie ranił za każdym razem... Nie mogę sobie tego wybaczyć.
   Kilka drobnych łez odważyło spłynąć się z jego policzka, ale szybko je starł zanim ktokolwiek mógł je zobaczyć.
   – Frytka rozmawiała po wszystkim ze mną kilka razy. Zapewniała mnie, że nie wierzy bym mógł cokolwiek zrobić Annie. – Spojrzał w końcu na mnie i złapał mocno za dłonie. – Wiem, że nie zasługuję na ciebie. Mam okropną historię i cały czas cię czymś ranię, ale się nie poddam. Nie mam zamiaru. Popełniłem dużo niewybaczalnych błędów. Między innymi ten odskok i uderzenie. Wiem, że nie masz obowiązku wybaczenia mi. Nie oczekuję nawet tego. Ale będę wiecznie przepraszał za swoje potknięcia i będę o ciebie walczył. To mogę ci obiecać.
   Zastanawiałam się długą chwilę i wciąż trawiłam te wszystkie informacje i wiadomości. Odpowiedziałam na dotyk jego dłoni krótkim uściskiem. Naprawdę dużo się dzisiaj dowiedziałam. Nawet nie podejrzewałam, że Diabeł przedstawi mi całą historię. Zaskoczył mnie nawet tym, jak bardzo to wszystko przeżywał i, jak bardzo zależało mu na moim powrocie.
   – Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Dlaczego tak bardzo ci ją przypominam? Dlaczego mnie wybrałeś?
   Uśmiechnął się, a jego oczy wyglądały tak, jakby przypominały sobie o czymś co stało się bardzo dawno.
   – Kiedy zobaczyłem cie pierwszy raz wiedziałem, że to jest to. Masz podobne oczy do Anny i cierpliwość do mich czynów. Dwa lata po tej tragedii próbowałem dogadać się ze swoim sercem i zrozumieć, co się stało. Ale wtedy kiedy cię zobaczyłem – pokręcił zadowolony głową. – Wtedy wszystko przestało mnie obchodzić. Miałem całą swoja przeszłość w nosie. Zapomniałem o niej. Chciałem zacząć od nowa. A kiedy spotkałem cie w klubie. Dotarło do mnie, że to moja ostatnia szansa. Postanowiłem nie pozwolić ci uciec, póki nie złapię twojego serca. I udało mi się. To była pierwsza rzecz, jaka mi się w życiu udała.
   Uśmiechnęłam się delikatnie w odpowiedzi. Moje serce łomotało w piersi i tańczyło kankana  razem z płucem. Kochałam Diabła i chciałam z nim być. Wiedziałam, że i tak do niego wrócę. Musiałam tylko dać sobie jeszcze trochę czasu. Chciałam mieć pewność, że mam w głowie wszystko poukładane tak jak należy.
   – A jak się czuje Frytka? Co z … dzieckiem? – spytałam niepewnie.
   – Frytka. Frytka ma już ładnie zaokrąglony brzuch. Dzieciak szybko rośnie. Na badaniach okazało się, że nic mu nie jest. Obawiałem się, że po tak ciężkim pobiciu coś nieodwracalnego by się stało. Bałem się, że będę odpowiedzialny za kolejną śmierć. Ale co do Frytki. Próbowała popełnić samobójstwo. Dla pewności by nikt jej nie odratował podcięła sobie żyły i połknęła cały worek tabletek. Na jej nieszczęście medycyna poszła bardzo do przodu. Leży teraz w szpitalnym łóżku. Ich rodzice wiedzą o wszystkim i są wściekli na Dominika. Będzie rozprawa w sądzie, ale nie dostanie więcej niż trzy miesiące za kratkami. Obiecał, że gdy tylko wyjdzie zadba i o Frytkę, i o dziecko. Chcą odstawić rodziców na bok i żyć razem. – Trzymał mnie mocno za rękę. Jak to? Inka chciała się zabić? Siebie i dziecko? Więzienie? Sąd? Samotne życie? To wszystko w ciągu miesiąca? Widocznie zbladłam, gdyż chłopak zaczął mnie uspokajać. – Spokojnie. Z nią wszystko w porządku. Jest pod nadzorem szpitala i rodziców. Nic już nie zmaluje. Właściwie to się cieszy, że jest w ciąży z Dominikiem. Martwi się tylko o to czy będzie zdrowe, w końcu są rodzeństwem. Chciałaby po prostu z tobą porozmawiać. Powinnaś do niej zadzwonić.
   Reszta spotkania minęła nam na nieobowiązujących rozmowach i przerywaniu ich na poczęstowaniem się kawałkiem ciasta. Kiedy zaczęło robić się późno i przypomniałam sobie o Danielu, przeprosiłam i pożegnałam się. Już wstawałam od stolika, gdy Diabeł złapał mnie boleśnie za nadgarstek.
   – Inko, ja jednak nie mogę. Proszę wróć do mnie. Błagam. Zostaw tego beznadziejnego gościa i wróć ze mną do miasta. Będziemy razem szczęśliwi. – Jego palce coraz mocniej zaciskały się wokół kruchej ręki, tworząc nowe siniaki. Prosiłam go cicho by mnie puścił. – Nie wytrzymam kolejnego dnia bez ciebie, mała.
   – Puść mnie! – wykrzyknęłam. Zrobił to, gdy zobaczył, że jedna z kelnerek podchodzi by mi pomóc. – Obiecałeś dać mi czas. Chcę wszystko przemyśleć. Popełniłeś zbyt wiele błędów bym mogła od tak znowu wpaść w twoje ramiona – syczałam wściekła. – Zdradziłeś mnie, nie pamiętasz? Uderzyłeś mnie! Nie mogę o tym tak szybko zapomnieć.
   – Inko, proszę. – Znów chciał mnie złapać, ale wywinęłam się jego dłoniom.
   – Co z tego, że to był jeden odskok? Wciąż boli – warknęłam. – A teraz muszę już iść. Do widzenia.

   I wyszłam z kawiarenki trzaskając drzwiami. 


   Właściwie to nie powiedziałam mu prawdy. Nie myślałam już praktycznie o jego zdradzie. Nie myślałam o niej od dawna. Przypomniałam o niej sobie dopiero dziś. Martwiłam się nią tylko wtedy, kiedy ktoś mi o niej przypominał.
   Zamknąwszy drzwi od kawiarenki skierowałam się w stronę pobliskiej księgarni. Znalazłam Motylka czytającego  jedną z książek fantasy w zagłębi kącika dla czytelników. Pojawiłam się przed nim nagle. Odciągnęłam książkę i siadłam na jego kolanach mocno całując. Musiałam pozbyć się jakoś złości krążącej po moim ciele. Gładziłam jego ramiona i kompletnie nie przejmowałam się, że musimy przyciągać niemałą uwagę. Wpijałam się jego usta raz za razem. Drażniłam językiem.
   – Inko, on patrzy – wyszeptał w moje gorące usta. Zignorowałam go i przekraczałam kolejne granice.
   Chciałam więcej. O wiele więcej.
   – To nie jest odpowiednie miejsce. Zabierz mnie do domu – powiedziałam na wydechu i z powrotem przylgnęłam do jego ciała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS.