rozdział pisany do: ---, ---, ---
– Ja, Frytka i Dominik przyjaźniliśmy się od
dziecka. Poznaliśmy się przez przyjaźń naszych rodziców. Chodziliśmy do tego
samego przedszkola, podstawówki, liceum. Byliśmy nierozłączni. Kiedy jedno z
nas cierpiało, cierpiała cała trójka. Nie liczył się dla nas nikt z
zewnątrz – tylko nasz krąg. Oczywiście każde z nas miało swoje małe miłostki na
swojej drodze, ale żadne z nich nie były wystarczająco silne by zerwać naszą
trwałą więź. Póki się nie skłóciliśmy. To było w liceum, przedostatnia klasa.
Rok przed maturą. Nie pamiętam, o co dokładnie poszło. Ale wiem, że była to nic
niewarta pierdoła. Wtedy zaczęliśmy się od siebie oddalać. Wtedy poznałem
Dantego, który wprowadzał mnie w świat używek, poznawał ze znajomymi, uczył
odpowiedniego i „bezpiecznego dawkowania”. Tak to nazywał – „bezpiecznym
dawkowaniem”. Zaczął mnie coraz bardziej przyciągać do siebie i odsuwać od
bliźniaków. Oczywiście nie całkowicie. Ale w dużym stopniu to on spowodował, że
kiedy wszystko się skumulowało nasza więź budowana latami pękła.
Zrobił przerwę, w której próbował się
uspokoić. Chciał to zatuszować próbowanie ciasta zachęcająco leżącego na
porcelanowym talerzyku.
– Tego lata pojawiła się ona – Anna.
Wprowadziła się z rodzicami do domu niedaleko naszej szkoły. Przyjechała tylko
na rok. Miała napisać maturę i jechać z rodzicami za pracą. Kiedy pierwszy raz
ją zobaczyłem, wiedziałem, że nie będę potrafił przechodzić obok niej
obojętnie. I nie tylko ja. Dominik i Frytka czuli to samo. Z czasem nawet Dante
przestał być obojętny na jej osobę. Razem z bliźniętami walczyliśmy o jej
względy. Pierwsza wygrała Fryta – zrobił krótką pauzę bym zrozumiała, że Frytka
naprawdę była w niej zakochana. – Spotykały się potajemnie. Nasze miasteczko
było niewielkie. Tu plotki rozchodziły się zanim zostały stworzone i przybierały
najróżniejsze kształty i formy. Poza tym ich rodzice nie byliby zadowoleni
gdyby się dowiedzieli, że ich córki są lesbijkami. To były bardzo
chrześcijańskie rodziny. Następny był Dominik. Nic nie wiedział o swojej
siostrze i Annie. Ich związek był oficjalny. Chodzili razem na obiadki, spacery
po parku. Mogli bezkarnie trzymać się za ręce. Pamiętam jak im tego
zazdrościłem. Dlatego zacząłem z nią flirtować nie zwracając uwagi na to, że
była już zajęta. I to moim najlepszym przyjacielem.
Przetarł twarz dłońmi, ale nie patrzył mi w
oczy. Skutecznie unikał mojego wnikliwego i ciekawskiego spojrzenia.
– Dała szansę i mnie – ciągnął. – Również
ukrywała nasz związek. Zdradzała Frytkę z Dominikiem, a Dominika ze mną. Ale
nie przeszkadzało mi to. Byłem w niebo wzięty samym faktem, że chciała spróbować
i ze mną. Nie obchodziło mnie, że musimy się pilnować, by nikt się nie
dowiedział. Przedstawiłem ją moim nowym znajomym. Właściwie nie moim, a
Dantego. Chciałem by poznała mój świat. W pewnym momencie to przestało mi
wystarczać. Przestało mi wystarczać to, że miałem ją w ukryciu. Zażądałem od
niej by zerwała z Dominikiem i była cała moja. Ale za każdym razem mówiła, że
zrobi to później. Strasznie mnie to denerwowało. Zacząłem brać więc mocniejsze
narkotyki. Byłem po nich agresywniejszy. Dominik osądza mnie o jej śmierć, bo…
Bo kilka razy ją podduszałem, kiedy byłem po czymś mocniejszym, a ona wciąż
odmawiała. I tak mi zostało do dziś – mruknął cicho. – Ale zawsze potrafiłem
się opamiętać. Zawsze mi wybaczała i obiecała zerwanie z Dominikiem, ale w
swoim czasie. Naciskałem na nią tak bardzo.
Głos mu się urywał. Odkaszlnął i
kontynuował nie zważając na chwiejne brzmienie jego słów.
– Wtedy przyszedł do mnie Dante. Powiedział
mi, że też był z Anną. Że dawał jej dostęp do swojego towaru. Że Dominik
znalazł jej ciało. Wiem, że złożył zeznania na policji i zniknął. Pojawił się
jeszcze tylko na pogrzebie. Zobaczyłem go dopiero po latach, właśnie wtedy,
kiedy nas przyłapałaś na rozmowie. Policja przesłuchiwała mnie mnóstwo razy.
Zadawali pytania, które nie miały nic wspólnego ze śledztwem. Długo po
wskazaniu na narkotyki, mieszkańcy patrzyli na mnie nieufnie i zabierali swoje
dzieci z placów zabaw, gdy tylko byłem w pobliżu. Dominik nie dawał mi spokoju.
Nachodził mnie. Wysyłał pogróżki. Gnębił. Ale ja czułem jakbym na to zasłużył.
Bo gdybym tak na nią nie naciskał żyłaby dalej. To ja popchnąłem ją do
samobójstwa. W jakimś stopniu jestem mordercą. Wiedziałem jak bardzo kochała
nas wszystkich. Jak nie potrafiła wybrać między nami. Ale wciąż naciskałem.
Gdyby nie to… Gdybym się powstrzymywał i nie ranił za każdym razem... Nie mogę
sobie tego wybaczyć.
Kilka drobnych łez odważyło spłynąć się z jego policzka, ale szybko je starł zanim ktokolwiek mógł je zobaczyć.
– Frytka rozmawiała po wszystkim ze mną
kilka razy. Zapewniała mnie, że nie wierzy bym mógł cokolwiek zrobić Annie. –
Spojrzał w końcu na mnie i złapał mocno za dłonie. – Wiem, że nie zasługuję na
ciebie. Mam okropną historię i cały czas cię czymś ranię, ale się nie poddam.
Nie mam zamiaru. Popełniłem dużo niewybaczalnych błędów. Między innymi ten
odskok i uderzenie. Wiem, że nie masz obowiązku wybaczenia mi. Nie oczekuję
nawet tego. Ale będę wiecznie przepraszał za swoje potknięcia i będę o ciebie
walczył. To mogę ci obiecać.
Zastanawiałam się długą chwilę i wciąż
trawiłam te wszystkie informacje i wiadomości. Odpowiedziałam na dotyk jego
dłoni krótkim uściskiem. Naprawdę dużo się dzisiaj dowiedziałam. Nawet nie
podejrzewałam, że Diabeł przedstawi mi całą historię. Zaskoczył mnie nawet tym,
jak bardzo to wszystko przeżywał i, jak bardzo zależało mu na moim powrocie.
– Nie rozumiem tylko jednej rzeczy. Dlaczego
tak bardzo ci ją przypominam? Dlaczego mnie wybrałeś?
Uśmiechnął się, a jego oczy wyglądały tak,
jakby przypominały sobie o czymś co stało się bardzo dawno.
– Kiedy zobaczyłem cie pierwszy raz
wiedziałem, że to jest to. Masz podobne oczy do Anny i cierpliwość do mich
czynów. Dwa lata po tej tragedii próbowałem dogadać się ze swoim sercem i zrozumieć,
co się stało. Ale wtedy kiedy cię zobaczyłem – pokręcił zadowolony głową. –
Wtedy wszystko przestało mnie obchodzić. Miałem całą swoja przeszłość w nosie.
Zapomniałem o niej. Chciałem zacząć od nowa. A kiedy spotkałem cie w klubie.
Dotarło do mnie, że to moja ostatnia szansa. Postanowiłem nie pozwolić ci
uciec, póki nie złapię twojego serca. I udało mi się. To była pierwsza rzecz,
jaka mi się w życiu udała.
Uśmiechnęłam się delikatnie w odpowiedzi.
Moje serce łomotało w piersi i tańczyło kankana
razem z płucem. Kochałam Diabła i chciałam z nim być. Wiedziałam, że i
tak do niego wrócę. Musiałam tylko dać sobie jeszcze trochę czasu. Chciałam
mieć pewność, że mam w głowie wszystko poukładane tak jak należy.
– A jak się czuje Frytka? Co z … dzieckiem?
– spytałam niepewnie.
– Frytka. Frytka ma już ładnie zaokrąglony
brzuch. Dzieciak szybko rośnie. Na badaniach okazało się, że nic mu nie
jest. Obawiałem się, że po tak ciężkim pobiciu coś nieodwracalnego by się
stało. Bałem się, że będę odpowiedzialny za kolejną śmierć. Ale co do Frytki.
Próbowała popełnić samobójstwo. Dla pewności by nikt jej nie odratował podcięła
sobie żyły i połknęła cały worek tabletek. Na jej nieszczęście medycyna poszła
bardzo do przodu. Leży teraz w szpitalnym łóżku. Ich rodzice wiedzą o wszystkim
i są wściekli na Dominika. Będzie rozprawa w sądzie, ale nie dostanie więcej
niż trzy miesiące za kratkami. Obiecał, że gdy tylko wyjdzie zadba i o
Frytkę, i o dziecko. Chcą odstawić rodziców na bok i żyć razem. – Trzymał mnie
mocno za rękę. Jak to? Inka chciała się zabić? Siebie i dziecko? Więzienie?
Sąd? Samotne życie? To wszystko w ciągu miesiąca? Widocznie zbladłam, gdyż
chłopak zaczął mnie uspokajać. – Spokojnie. Z nią wszystko w porządku. Jest pod
nadzorem szpitala i rodziców. Nic już nie zmaluje. Właściwie to się cieszy, że
jest w ciąży z Dominikiem. Martwi się tylko o to czy będzie zdrowe, w końcu są
rodzeństwem. Chciałaby po prostu z tobą porozmawiać. Powinnaś do niej
zadzwonić.
Reszta spotkania minęła nam na nieobowiązujących
rozmowach i przerywaniu ich na poczęstowaniem się kawałkiem ciasta. Kiedy
zaczęło robić się późno i przypomniałam sobie o Danielu, przeprosiłam i
pożegnałam się. Już wstawałam od stolika, gdy Diabeł złapał mnie boleśnie za
nadgarstek.
– Inko, ja jednak nie mogę. Proszę wróć do
mnie. Błagam. Zostaw tego beznadziejnego gościa i wróć ze mną do miasta.
Będziemy razem szczęśliwi. – Jego palce coraz mocniej zaciskały się wokół
kruchej ręki, tworząc nowe siniaki. Prosiłam go cicho by mnie puścił. – Nie
wytrzymam kolejnego dnia bez ciebie, mała.
– Puść mnie! – wykrzyknęłam. Zrobił to, gdy
zobaczył, że jedna z kelnerek podchodzi by mi pomóc. – Obiecałeś dać mi czas.
Chcę wszystko przemyśleć. Popełniłeś zbyt wiele błędów bym mogła od tak znowu
wpaść w twoje ramiona – syczałam wściekła. – Zdradziłeś mnie, nie pamiętasz?
Uderzyłeś mnie! Nie mogę o tym tak szybko zapomnieć.
– Inko, proszę. – Znów chciał mnie złapać,
ale wywinęłam się jego dłoniom.
– Co z tego, że to był jeden odskok? Wciąż
boli – warknęłam. – A teraz muszę już iść. Do widzenia.
I wyszłam z kawiarenki trzaskając drzwiami.
Właściwie to nie powiedziałam mu prawdy. Nie
myślałam już praktycznie o jego zdradzie. Nie myślałam o niej od dawna.
Przypomniałam o niej sobie dopiero dziś. Martwiłam się nią tylko wtedy, kiedy
ktoś mi o niej przypominał.
Zamknąwszy drzwi od kawiarenki skierowałam
się w stronę pobliskiej księgarni. Znalazłam Motylka czytającego jedną z książek fantasy w zagłębi kącika dla
czytelników. Pojawiłam się przed nim nagle. Odciągnęłam książkę i siadłam na
jego kolanach mocno całując. Musiałam pozbyć się jakoś złości krążącej po moim
ciele. Gładziłam jego ramiona i kompletnie nie przejmowałam się, że musimy
przyciągać niemałą uwagę. Wpijałam się jego usta raz za razem. Drażniłam
językiem.
– Inko, on patrzy – wyszeptał w moje gorące
usta. Zignorowałam go i przekraczałam kolejne granice.
Chciałam więcej. O wiele więcej.
– To nie jest odpowiednie miejsce. Zabierz
mnie do domu – powiedziałam na wydechu i z powrotem przylgnęłam do jego ciała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz