3 sierpnia,
poniedziałek
Przed świtem schwyciłam z lodówki cztery
duże marchewki. Nałożyłam cicho buty i wybiegłam z domu. Wpadłam na polanę,
gdzie szukałam dróżki do znalezionego niedawno zwierzęcia. Zobaczyłam ją prawie
od razu. Podążałam nią zachwycając się zapachem trawy i wilgocią rosy na
nogawkach spodni. Delikatny chłód mgły opadający na moje ramiona przyprawiał
mnie o gęsią skórkę. Wszystkie ptaki nawoływały zwierzęta do pobudki i
rozpoczęcia nowego dnia.
Po kilku minutach spokojnego marszu
dostrzegłam ogrodzenie pastwiska, a tuż przy drewnianych pachołkach stojącego
karosza. Zwolniłam, zatrzymałam się, nie chcąc go przestraszyć. Zbliżałam się
do niego powoli, dając mu szansę do zauważenia mnie. Chciałam dać mu wybór do
ucieczki lub zostania przy płocie. Zwierzę machnęło tylko łbem w moją stronę i
opuściło nos z powrotem w stronę ziemi. Zaczęłam przemawiać do niego spokojnym
tonem.
Gdy stanęłam tuż przed nim wyciągnęłam w
jego stronę jedną z marchewek. Kiedy przegryzał ją mogłam się mu spokojnie
przyjrzeć. Zdecydowanie trawa nie wystarczała do wyżywienia tak dużego
zwierzęcia. Bez problemu mogłam zliczyć wszystkie jego kości. Ogon i grzywa
skołtunione były błotem, sianem i gnojem, podobnie wyglądała jego sierść. Nad
okiem rozciągała się podłużna i głęboka rana. Co prawda zdążyła się już lekko
zasklepić, lecz dalej wyglądała nienajlepiej. Nie zauważyłam jej, kiedy byłam
tu pierwszy raz. Podsunęłam mu kolejną marchewkę.
Zapragnęłam dotknąć jego brudnego pyska, ale
wiedziałam, że mi nie pozwoli. Dałam mu pozostałe marchewki, przyglądałam się
chwilę dłużej i odwróciła w stronę z której przyszłam. Na odchodnym zobaczyłam
jak światło w domu niedaleko rozbłysło.
Do domu wróciłam zanim jego mieszkańcy się
obudzili. Wsunęłam się do łóżka na miejsce obok Daniela. Podświadomie objął
mnie ramieniem i przyciągną do siebie. Zmarznięta wtuliłam się w jego ciepłe i
przyjemnie pachnące ciało. Dłońmi sunęłam po jego nierównej skórze pleców póki
ponownie nie zasnęłam.
A śnił mi się kary ogier.
Przebudziłam się, gdy czyjeś ręce
przeczesywały moje warkoczyki. Czułam na sobie badawcze spojrzenie zielonych
oczu, kiedy palce błądziły wśród pasm włosów. Przyglądałam się jego poczynaniom
spod niezauważalnie uchylonych powiek.
– Nawet nie wiesz jak beznadziejnie jestem w
tobie zakochany. Mam świadomość, że nigdy mnie nie wybierzesz i moje uczucia są
ci nie na rękę, ale pragnę się łudzić, że jest inaczej – wyszeptał ledwie
poruszając ustami. Czyżby myślał, że dalej śpię?
Zamruczałam kiedy musnął moje ucho i
wtuliłam się w materiał jego koszulki. Tak, najprawdopodobniej myślał, że dalej
śpię. Chłopka roześmiał się cicho i powrócił do głaskania mnie po głowie.
Burknęłam niezadowolona, kiedy zaprzestał swojej pieszczoty. Odsunęłam się od
niego i spojrzałam w pełne iskierek oczy.
– W końcu się obudziłaś, królewno – rzekł na
powitanie.
– W końcu? – spytałam zaspana.
– Niedługo będzie dwunasta. Moi rodzice
zdążyli już pojechać na lotnisko, a ty sobie dalej śpisz w najlepsze – nie
przestawał uśmiechać się szeroko. Czułam, jak w moim gardle rośnie gula na samą
myśl o tym, że przestanie być szczęśliwy, gdy tylko się dowie, co zaplanowałam
na dzisiejszy dzień. A musiał się dowiedzieć. I to jak najszybciej.
Zmarszczyłam niezadowolona brwi. Daniel
stuknął lekko opuszkiem swojego palca w czubek mojego nosa.
– Nie musisz się z tego powodu dąsać.
– Nie o to chodzi.
Usiadłam rozdrażniona i wbiłam spojrzenie w
ścianę. Ciskałam w nią piorunami. Znowu byłam zła. I znowu nie wiedziałam o co
bardziej: o zaniedbanego konia w pobliskim gospodarstwie czy o fakt zepsucia
dobrego humoru Motylka. Chłopak zaalarmowany moim zachowaniem usiadł razem ze
mną. Położył swoją dłoń na moim ramieniu by dodać mi odwagi i zachęcić do
wyjaśnień, ale ja ją tylko strąciłam i objęłam rękoma swoje kolana.
– Muszę ci coś powiedzieć – zaczęłam. –
Pamiętasz jak prosiłeś bym zastanowiła się nad rozmową z Diabłem? No więc on
cały czas się do mnie dobija. Dzwoni, wysyła wiadomości, nagrywa się na poczcie
głosowej. Nie daje mi wytchnienia. W nocy znowu to robił. Nie wytrzymałam i
odebrałam. Zgodziłam się w końcu na to spotkanie. Mamy porozmawiać, ale tylko
porozmawiać. Nic więcej. Na neutralnym gruncie. Dziś popołudniu, w jednej z
kawiarni, do których mnie zaprosiłeś. Znam tu tylko te kawiarenki. Nie wiem czemu
ci to mówię, ale czułam, że powinieneś wiedzieć – tłumaczyłam się, a mój język
plątał wśród słów po każdym zdaniu.
Czemu się przed nim tłumaczę? Czemu czuję
się winna? Przecież nic do niego nie czuję.
Czekałam na jego reakcję. Po długiej ciszy
wyczekiwania odwróciłam się w jego stronę. Nie wyglądał na zmartwionego, raczej
na przygotowanego na tą sytuację. Zdezorientowana starałam się rozgryźć, co
teraz czuje.
– Wiedziałem, że z nim porozmawiasz. –
Patrzyłam na niego zdziwiona i zastanawiałam się czy jak kładłam się nad ranem
spać to przypadkiem nie uderzyłam go w głowę. Jak to wiedział? – Nie jestem zły
spokojnie, nie musisz się o to martwić. Po prostu miałem przeczucie, że prędzej
czy później z nim porozmawiasz. Czekałem tylko kiedy ten dzień nastąpi.
– Nie jesteś zły?
– Nie.
– Zawiedziony? – dopytywałam się.
– Nie – pokręcił głową.
– Smutny?
– Może trochę. Ale nie możesz na mnie
zwracać teraz uwagi. Ja sobie dam radę, a ty – dotknął moich pleców, gdzie z
drugiej strony powinno znajdować się serce – musisz się skupić na dzisiejszej
rozmowie. Musisz poznać odpowiedzi. Od tego wszystko będzie zależeć.
Czemu on jest taki dobry?!, krzyczałam w
myślach. Zmarszczyłam brwi jeszcze bardziej. Rozłożył ramiona by dać mi znak,
że mogę się do niego przytulić. Moje ciało samo otoczyło go ramionami i trwało
tak przez minuty, godziny, lata.
– Odprowadzisz mnie?
– Oczywiście. Beze mnie się zgubisz –
zaśmiał się ponuro i zacieśnił objęcia.
Z zewnątrz kawiarenka wyglądała na naprawdę
dużą i drogą. Świeże kwiaty przy wejściu, czyste witryny przepełnione
słodkościami, uroczy baner z nazwą. Kremowe ściany zapewniały o schludności
wnętrza i uprzejmej obsłudze. Stanęłam na niskich schodkach i odwróciłam się w
stronę Daniela. Dałam mu delikatnego całusa na pożegnanie i poprosiłam by
poczekał na mnie. Chciałam by był w okolicy. Obiecał, że będzie się kręcił po
pobliskiej księgarni.
Wzięłam głęboki oddech. Już czas, nie możesz
tego dłużej odwlekać, powiedziałam sobie w duchu. Pchnęłam przeszklone drzwi.
Nad głową zadzwonił dzwoneczek, a moje spojrzenie pognało do Diabła, jakbym od
dawna wiedziała gdzie siedział.
Wyglądał tak... że moje serce zaczęło tracić
równowagę i potykać z każdym chwiejnym uderzeniem. Stalowe oczy wpatrywały się
we mnie ze wszystkimi uczuciami świata. Nie krył ich za maską chłodu i
bezwzględności. Widział, jak żegnałam się z Motylkiem. Widziałam to w jego
wzroku. Ciemne włosy układały się w swojej zwykłej poplątanej fryzurze. Usta
zachłannie szeptały moje imię, a dłonie. Właśnie dłonie zaciskały się
niespokojnie na brzegu okrągłego stolika.
Podeszłam do niego z wysoko uniesioną głową.
Chciałam wyglądać na pewną siebie. Stawiałam stopy jedna za drugą, w prostej
linii. Nie potknę się, nie teraz, wmawiałam sobie. Niestety nie dość skutecznie,
gdyż po chwili moje myśli przeklęły siarczyście. Moje kostki zaplątały się
między siebie, co spowodowało moje mało elegancie klapnięcie na siedzisko
ludwikańskiego krzesła.
– Inko – zaczął. – Tak bardzo się cieszę, że
przyszłaś. Jestem cholernie szczęśliwy. – Chwycił nie za rękę i zaczął
opuszkami palców gładzić spragnione jego dotyku kłykcie. Poddałam się
przyjemnemu dreszczowi krążącemu po moim ciele. – Zanim zacznę ci wszystko
wyjaśniać i zanim zaczniesz zadawać pytania, odpowiedz na jedno. – Czekałam, aż
zacznie kontynuować. Ale najpierw zapatrzył się na nasze złączone dłonie.
Uniósł lekko kącik ust w ledwie widocznym uśmiechu. Spojrzał mi w oczy tak
nagle, iż przez chwilę zapomniałam, jak się oddycha. – Inko, chciałbym żebyś do
mnie wróciła – zaczął.
Zdruzgotana uniosłam się z krzesła.
Próbowałam wyszarpnąć swoją dłoń z jego
uścisku, ale trzymał ją mocno.
– Diable, przestań, nie chcę tego słuchać.
Jeżeli tak ma wyglądać nasza rozmowa to rezygnuję.
– Proszę cię, wysłuchaj. Nie wiesz, jak
okropnie się czułem, kiedy wściekłość opuściła mój umysł. Kiedy zrozumiałem, co
zrobiłem.
Ciekawe czemu nie zadzwoniłeś od razu,
sarknęłam w myślach.
– Chciałem od razu do ciebie zadzwonić,
napisać, zrobić cokolwiek, ale bałem się. – Kontynuował jakby w odpowiedzi. –
Bałem się, że mnie odrzucisz, że nie będziesz chciała mnie znać. Dlatego tyle
zwlekałem. Inko, bałem się rozumiesz? Co ty ze mną zrobiłaś? – widocznie nie
znalazłszy zrozumienia w moich oczach, znowu spojrzał na nasze ręce. – Proszę
cię, wróć do mnie. Błagam. Bez ciebie wszystko jest inne. Czuję się zagubiony,
nie mogę znaleźć spokoju. Cały czas mam nadzieję, że będę mógł cofnąć czas i
nie popełnić tak okropnego błędu. Przepraszam cię, tak bardzo cię za to
przepraszam. – Wstał. Chyba chciał się
do mnie zbliżyć i wykonać jakiś znaczący gest, ale uświadomił sobie, że dzieli
nas stolik. Pozostali klienci kawiarenki razem z personelem na nas patrzyli z
nadzieją na obejrzenie przedstawienia z najlepszych miejsc teatru. – Jestem w
stanie poświęcić wszystko, zmienić się, tylko proszę, wróć do mnie, Inko.
Lekko oszołomiona dalej starałam się
zachować pokerową twarz. Słowa Diabła mnie urzekły. To było to. To tak bardzo
chciałam od niego usłyszeć od samego początku. Ale nie mogłam teraz podejmować
pochopnej decyzji. Najpierw musiałam poznać całą prawdę. Ta cała martwa Anna
mogła zmienić prawie wszystko. Usiadłam, a on zrobił to samo.
– Diable, nie przyszłam tu by podejmować
jakichkolwiek decyzji. Jestem tu by poznać prawdę. Dużo już przede mną ukrywałeś
i dużo razy zraniłeś. Nie mówię tu tylko o krzywdach cielesnych, na pewno
pamiętasz swój mały odskok. Może kiedy będę wiedziała już wszystko, będę w stanie zdecydować czy chcę do ciebie wrócić.
Skamieniał na chwilę, gdy wypomniałam mu
dawno zapomniany błąd. To było okrutne z mojej strony, ale musiałam mu dobitnie
dać do zrozumienia, jak wygląda sytuacja z mojego punktu widzenia. Podeszła do
nas jedna z kelnerek i przyjęła nasze zamówienie. Chwile później postawiła
przed nami talerzyki z drobnymi kawałkami ciasta i filiżanki z kosztowną
herbatą.
– Rozumiem. – Umilkł, by po chwili zadać
kolejne pytanie. – Co cię łączy z tym… gościem? Widziałem cię z nim ostatnio, w
klubie i teraz przed wejściem kiedy się… obejmowaliście.
Wydałoby się, że Diabeł traci grunt pod
nogami. Musiał czuć się niepewnie, mając świadomość, że koło mnie kręci się
konkurencja. Miałam z tego powodu wyrzuty sumienia, ale stłumiłam je zanim
zaczęły przeze mnie całkowicie przemawiać.
– To nie jest rozmowa na teraz.
Pokiwał w zamyśleniu głową i skupił całą
swoją uwagę na naszych złączonych palcach. A może tylko sprawiał takie wrażenie. W
każdym razie intensywność jego spojrzenia wypalała mi dziury w skórze rąk i
przyprawiała o kolejne fale dreszczy.
– Mogłabyś mi powiedzieć, co wiesz od
Frytki? – poprosił.
– Frytka ma imię. Jej imię jest piękne i nie
powinniście jej zmuszać do ukrywania go. – Mimo wszystko nie mogłam się skłonić do mówienia o niej jej prawdziwym imieniem. – Frytka powiedziała mi, o tym, że oboje
z Dominikiem kochaliście Annę. Walczyliście o nią. Najpierw wybrała Dominika, a
potem ciebie. Po jej śmierci policja stwierdziła, że przedawkowała. Bliźnięta
osądzają ciebie, a ty osądzasz Dantego.
Uśmiechnął się, ale w jego uśmiechu nie było
ani odrobiny radości.
– Powiedziała ci prawie wszystko. Ale chcę
żebyś usłyszała to ode mnie, dobrze?
Skinęłam głową w odpowiedzi. Wziął głęboki
oddech przed rozpoczęciem historii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz