poniedziałek, 11 maja 2015

~ 01 ~

rozdział pisany do: Bass Slut - S3RL, MTC - S3RL

1 lipca, wtorek
   Zaciągnęłam się głęboko. Zaczął padać deszcz, a ja wciąż czekałam. Ludzie patrzyli na mnie jakbym na czole miała wypisane, albo i nawet wytatuowane, słowo „bandyta”. Odwdzięczałam się im pięknym za nadobne. Patrzyłam na nich wzrokiem mówiącym: zabiję twoją matkę, a ty będziesz następny! Zastraszeni udawali, że nie istnieję i kontynuowali swoją wędrówkę.
   Bawiły mnie takie sytuacje. Nie jestem żadną bandytką, a w życiu nie zabiłam nawet muszki owocówki. Ale za to niszczę siebie od wewnątrz, pomyślałam. Zaciągnęłam się ponownie. To, że potrafię komuś dogadać, palę pomimo niepełnoletności i wyróżniam się z tłumu chyba nie czyni ze mnie jeszcze mordercy.
   Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu. Kakofonia gitar, perkusji i wokalu – o ile tak można nazwać darcie mordy do mikrofonu – sprawiła, że przechodnie przyspieszyli kroku. Z krzywym uśmiechem na ustach odebrałam dzwoniącą komórkę.
   - Czego?! – warknęłam. – Czekam tu na ciebie i moknę! Gdzie jesteś do…
   - Czemu nie zadzwoniłaś, że się spóźnisz, mała? – usłyszałam znajomy głos. Kochałam go i nienawidziłam jednocześnie, tak samo jak jego właściciela. Ze zbolałym sercem przypomniałam sobie o nędznych dwunastu groszach na koncie. Nie miałam ochoty się tym chwalić, ale głos czekał na odpowiedź, a jego ciężki oddech uświadomił mnie, że zaczyna się niecierpliwić jej brakiem.
   - Nie mam kasy na koncie… - mruknęłam zażenowana.
   - Co nie zmienia faktu, że na ciebie czekam, mała. Gdzie jesteś?
   - Jakieś dwie ulice przed „Kaplicą”, tak jak się umawialiśmy.
   - Ech, mieliśmy się spotkać pod „Piwnicą”. Rusz tyłek, wyjdę po ciebie i spotkamy się w połowie drogi.
   - Niech będzie… - mruknęłam.
   Przemoczona pokazałam środkowy palec chłopakowi wpatrującemu się w mój nieosłonięty żadnym materiałem brzuch. Uniósł kąciki ust. Prychnęłam coś i ruszyłam na spotkanie z Diabłem.


   Pokonując drogę do „Piwnicy” czułam na swoich plecach czyjś wzrok. To pewnie ten chłopak, pomyślałam. Zignorowałam to nieprzyjemne uczucie. Przemoknięta przechodziłam obok wejścia do „Kaplicy”. Głębokie basy dobiegające z jej wnętrza wprawiały moje ciało w przyjemne drżenie.
   „Kaplica” i „Piwnica” zostały założone przez tego samego faceta. W obu przypadkach miały być to kluby (niekoniecznie nocne) dla młodzieży przynależącej, do którejś z subkultur lub fanów alternatywności – ja należałam do tej drugiej grupy, odwiecznie nie lubiłam ograniczeń. Kluby były otwarte przez całą dobę siedem dni w tygodniu. Mimo to w ciągu dnia było w nich prawie pusto. Oczywiście każdy klubowicz powinien być pełnoletni, ale przebywali tam zarówno piętnasto- jak i dwudziestopięciolatkowie. Bramkarze oraz barmani przymykali na małolaty oko.
   Cała mokra spokojnym krokiem kierowałam się w stronę ulicy przepełnionej barami i pubami, na której znajdowała się również „Piwnica”. Nagle czyjaś silna ręka złapała mnie za włosy, pozaplatane w cienkie warkoczyki, i pociągnęła moją głowę w tył. Nie opierałam się. Po chwil usta, należąca do tej samej osoby, co ręka (i moje serce), boleśnie przycisnęły się do moich. Zamknęłam oczy.
   - Długo szłaś – wymruczał głos w moje zgniatane wargi.
   Obcy ludzie patrzyli się na nas. Niektórzy gwizdali ze śmiechem, a inni szeptali między sobą pełne zgorszenia/obrzydzenia komentarze. Podniosłam powieki i zobaczyłam błękitne, prawie białe, oczy Diabła. Puścił moje włosy, ale za to złapał delikatnie, lecz mimo wszystko stanowczo w mokrej od deszczu talii. W ciszy podążaliśmy do „Piwnicy”.
   Przy drzwiach prowadzących do podziemi głośna muzyka przeszyła mnie po raz drugi. Weszliśmy do środka, a niskie brzmienie techno, tak bardzo charakterystycznego dla tego miejsca, pochłonęło nas. Tłum znajomych twarzy popchnął nas w stronę baru. Mój towarzysz usiadł na wysokim stołku, a ja na jego kolanach. Wilgotne jeszcze spodenki zostawiły ślad na jego spodniach.
   Czułam na sobie przeróżne spojrzenia. Kuse i mokre ubrania ukazywały więcej niż się spodziewałam, całe szczęście przez wysoką temperaturę w klubie zaczęły wysychać. Nawet jeśli, Diabeł był ze mną i odganiał każdego potencjalnego wielbiciela. Oparłam łokcie o lepki blat.
   - Co podać mojej małej księżniczce? – zapytał jeden z barmanów. – Dawno ciebie tu nie było, księżniczko. – Czułam, że Diabeł napina mięśnie.
   - Ej, jestem już prawie dorosła – zaoponowałam udając oburzenie. – Nie przepadam za tym miejscem. Wolę „Kaplicę”.
   - „Prawie” nie robi z ciebie starszej. To jak, księżniczko, co podać? – Złapał za jeden z moich warkoczyków.
   - Nie dotykaj jej. Ona należy do mnie, zapamiętaj to – zagrzmiał głos Diabła.
   Mężczyzna opuścił rękę z moimi włosami.
   - To, co zwykle – powiedziałam ignorując moje własne ubezwłasnowolnienie.
   Barman postawił przede mną butelkę ze zmieszanym sokiem jabłkowy i grejpfrutowym. Posłał mi pokrzepiający uśmiech odchodząc do kolejnej grupki nastolatków. Westchnęłam..
   - Nie jestem twoją własnością – powiedziałam po raz setny.
   - Kiedy w końcu zrozumiesz, że jesteś tylko moja.
   Zrezygnowana wyciągnęłam z kieszeni prawie już suchych jeansów paczkę papierosów. Włożyłam jednego do ust i odwróciłam się w stronę Diabła, który instynktowni poszukał zapalniczki. Zaciągnęłam się głęboko. Dmuchnęłam mu dymem w twarz. Obrażony uszczypnął mnie boleśnie w odsłoniętą skórę na plecach. Z powrotem zwróciłam się w stronę baru. Wypiłam sok do końca, dopaliłam papierosa i zgasiłam o zniszczony blat. Zeskoczyłam z jego kolan. Nie zwróciłam uwagi na wściekłe spojrzenie Diabła. Wmieszałam się w tłum wirujących ciał.
   Zostałam wciągnięta do samego epicentrum. Moje warkoczyki cieszyły się niesłychaną popularnością. Co prawda wolałam przychodzić do „Kaplicy”, ale tu też nie było źle. DJ, słyszałam plotki, że jest nowy, zmienił piosenkę na o wiele szybszy i mocniejszy kawałek. Nie zamierzał jednak rezygnować z niskich, drgających basów.
   Tańczyłam z jakąś laską, nigdy wcześniej jej nie widziałam, ale jej zachowanie wskazywało no to, że prawdopodobnie chodzi tylko do takich klubów. Dużo osób przychodzących tu po raz pierwszy ma duży problem do przełamania bariery wstydu. W zwykłych nocnych klubikach nikt nie wywija biodrami jak tu. To, że obie jesteśmy dziewczynami nie przeszkadzało ani mi, ani mojej towarzyszce w wykonywaniu dzikich ruchów.
   Z szalonego wywijania  tyłkiem i rękoma wyrwał mnie chłopak, którego już dzisiaj spotkałam. Stał pod ścianą. Tym razem nie wpatrywał się w mój brzuch tylko prosto w oczy. Kiedy zorientował się, że go przyłapałam, oblizał usta i zaczął bezkarnie sunąć wzrokiem po całym moim spoconym ciele. Zgromiłam go wzrokiem. W myślach zaczęłam wyzywać go od zboczeńców. Nie odwrócił ode mnie wzroku. Było w nim coś, co sprawiało, że pragnęłam uciekać. Tak samo było z Diabłem. Czyżby byli spokrewnieni?, pomyślałam.
   Zapragnęłam pokazać mu środkowy palec, lecz on nasunął na głowę kaptur i odszedł. Jego miejsce zajął Diabeł. Jego oczy posyłały mi błyskawice. Ponownie go zignorowałam. Powróciłam do szalonego tańca. Dziewczyna złapała mnie za szyję i przysunęła bliżej. Nie oponowałam. Wiedziałam, że mi się nieźle za to dostanie. Nie przejmowałam się tym. Diabeł stał pod ścianą póki nie zeszłam z parkietu.


   Kiedy zaczynałam mieć problemy z łapaniem tchu razem z partnerką zeszłyśmy z parkietu. Zarzuciła mi rękę na ramiona i przyciągnęła do siebie. Miałam nadzieję, że sobie pójdzie, w końcu przyszedł czas na konfrontację z Diabłem. Ale nie! Ona cały czas szła obok mnie. Wyrwałam się z jej uścisku i udawałam, że jej nie widzę. Zachowywałam się jak przechodzeń.
   Skierowałam swoje zmęczone ciało do części ze stołami. Usiadłam przy tym gdzie już siedział Diabeł z jakimiś mężczyznami. Obrzucił mnie chłodnym spojrzeniem, pomimo to objął mnie, gdy usiadłam obok niego. Niedbale przywitałam się ze wszystkimi równocześnie rozglądając się dookoła. Dziewczyna, z którą tańczyłam siedziała za mną. Przyglądała się mojemu tatuażowi, który zrobiłam sobie całkiem niedawno za pozwoleniem matki. Z trudem powstrzymałam się przed dotknięciem go i zasłonięciem krótką koszulką.
   Wsłuchiwałam się w banalną rozmowę o nowym DJ’u i zastanawiałam się, w jakim stopniu moje ubrania są wciąż mokre, a w jakim przesiąknięte potem. Zdania na temat nowego techno były podzielone. Nie obchodziło mnie kto i co o nim sądzi. Chciałam mieć za sobą kłótnię z Diabłem, ale konwersacja trwała w najlepsze. Paznokcie Diabła z każdą minutą zagłębiały się coraz bardziej w mojej delikatnej skórze. Na pewno skończę z siniakami i rankami w kształcie półksiężyców. Wiedziałam, że to jedynie część mojej kary. Myślałam, że już nigdy nie przestaną gadać, gdy Diabeł puścił moje ramię i splótł moje palce ze swoimi.
   - Przepraszam, ale muszę pomóc damie przypudrować nosek – nadał swojemu głosowi oficjalny ton.
   Pociągnął mnie w stronę toalet. Zaczęły się gwizdy i sprośnie komentarze, ale ja dobrze wiedziałam jak dalekie są od tego, co się za chwilę wydarzy. Diabeł otworzył pierwsze lepsze drzwi nie bacząc czy prowadzą do damskiej czy męskiej łazienki – obie były puste. Rzucił mną o ścianę. Zabolało. Zacisnął rękę na mojej szyi świadomie ograniczając mój dostęp do tlenu. Przejechał ostrym paznokciem po obojczyku. Nic nie mówiłam, mimo przeszywającego bólu. Moje słowa rozwścieczyłyby go jeszcze bardziej i obudziły prawdziwą bestię. Patrzyłam mu, więc głęboko w czy. Szukał w moich strachu, chociażby najmniejszej oznaki przerażenia. Tylko, że ja jeszcze nigdy się go nie bałam. Nawet w takich sytuacjach.
   Czekałam dopóki nie ochłoną. Nie przejmowałam się brakiem życiodajnego powietrza. Drapał moje obojczyki, kark, ramiona. W jego wzroku przebłysł spokój. Rozluźnił uścisk na moim gardle. Złapałam głęboki oddech. Objął moją twarz dłońmi. Ucałował w czoło. Zarzuciłam mu ręce na plecy i objęłam. Wargami delikatnie musnęłam jego usta.
   - Nie ignoruj mnie więcej. Słuchaj mnie. Nie zostawiaj. Jesteś moja. Należysz do mnie – mówił szybko załamującym się głosem. – Obiecaj, że nigdy nie będziesz się mnie bała – wyszeptał w moje włosy. Westchnęłam wzruszona.
   - Nienawidzę cię. – Zesztywniał, a ja zacisnęłam palce na jego koszulce z niecenzuralnym napisem. – Tak samo mocno jak cię kocham – ciągnęłam. – Ale nigdy nie będę się ciebie bała – zawahałam się przez moment. – Nawet, jeżeli w końcu postanowisz mnie udusić.
   Odsunął mnie od siebie. Jego oczy błyszczały tak pięknie.
   - Jesteś tą jedyną, jak mógłbym cię udusić? – Ponownie ucałował moje włosy. Chciałam mu rzucić kąśliwą uwagę, lecz ugryzłam się w język. Jeszcze raz go pocałowałam. Delikatnie i czule. Nie oponował. Wtuliłam buzię w materiał jego koszulki. – Przepraszam, znowu będziesz miała siniaki. Przeze mnie.
    - Możesz mi je wynagrodzić sokiem – zażartowałam.
   Złapał mnie za rękę. Wyprowadził z łazienki, w momencie, gdy jakaś para wtoczyła się do niej. Chłopak spojrzał na mnie pożądliwym wzrokiem. Diabeł przyciągnął mnie do siebie i obrzucił go spojrzeniem żądnym mordu. A jednak nie ma różnicy między dwudziesto-, a siedemnastoletnim chłopakiem, oba przypadki stają się tak samo łatwo zazdrosne. Przed opuszczeniem toalety zdążyłam spojrzeć w lustro. Na szyi pojawiało się powoli pięć fioletowych sińców – były doskonale widoczne pomimo mojej dość ciemnej karnacji – na ramionach widniały długie i cienkie pręgi po paznokciach.
   Z kieszeni spodenek wyciągnęłam paczkę papierosów. Został tylko jeden. Diabeł już czekał z zapalniczką. On poszedł do baru po kolejny sok, a ja usiadłam z jego znajomymi obserwowana przez dziewczynę z parkietu.
   Zmęczona, zaciągnęłam się głęboko.


   Diabeł chciał odprowadzić mnie do domu. Zabroniłam mu. Był na mnie zły, lecz nie tak bardzo jak wcześniej. Chciałam być sama, ale nie byłam. Pół drogi przejechałam ostatnim autobusem poruszającym się po mieście, a pół przeszłam z nieprzyjemnym uczuciem, przeświadczającym mnie o byciu obserwowanej. Chłodny wiatr owiewał moje odsłonięte ciało. Przykrótka koszulka nie dostarczała mi potrzebnego ciepła.
   Od czasu mojego wyjścia z klubu nie było momentu, żebym nie czuła się obserwowana. Nawet w autobusie. Ktoś mnie śledził. Znowu. Żeby o tym nie myśleć włożyłam do uszu słuchawki, znalezione w kieszeni obok paczki po papierosach, i zagłuszyłam swoje niedorzeczne myśli muzyką rodem z piekła. Przyspieszyłam kroku. Byłam już prawie pod domem. Szybciej, szybciej, szybciej!, rzucałam w głowie do swoich nóg.
   Ktoś dotknął mojego ramienia. Wyrwałam słuchawki z uszu.
   - Sorry, ten betonowy gmach, o tam – wskazała wypielęgnowana dłoń – to dziesiątka? – Przerażona przyjrzałam się zgrabnemu nadgarstkowi z… Nie zdążyłam się dokładnie przyjrzeć. Spojrzałam na twarz mojego rozmówcy. Minęła dłuższa chwila zanim informacja przesyłana z moich oczu do mózgu została poprawnie przetworzona. – Halo? – mruknęła rozdrażniona dziewczyna z klubu.
   - Śledziłaś mnie?! – wykrzyknęłam. To by wyjaśniało to cholerne uczucie.
   - Sorry, słonko. Na parkiecie wywijasz całkiem nieźle, ale bez DJ’a pozostawiasz wiele do życzenia. Po prostu przeprowadzam się do brata na wakacje – wskazała dłonią na walizkę.
    - Śledziłaś mnie czy nie? – warknęłam.
    - Słuchaj, szlajam się z tą walizką jak jakiś turysta. Powiedz mi po prostu czy to jest dziesiątka. Z chęcią zapytałabym kogoś innego, ale jak widzę jesteś tu tylko ty.
   - Nie możesz do niego zadzwonić? – spytałam podejrzliwie.
   Spojrzała na mnie jak niespełna umysłowego szympansa.
   - Nie odbiera – wycedziła przez zęby.
   - Tak, tam jest dziesiątka – mruknęłam po krótkiej chwili ciszy.
   Ruszyłam przed dziewczyną w stronę owego wieżowca. Po drodze zaczęłam się zastanawiać gdzie w „Piwnicy” schowała walizkę. I to taką dużą. Może za barem. W końcu barmani byli bardzo mili i uczynni. Szczególnie dla panienek z takimi dekoltami. Dziewczyna szła za mną. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu jakiegokolwiek przechodnia. Pusto. Zaklęłam pod nosem. To nie była normalna sytuacja. Laska, z którą szaleńczo wywijałam biodrami jeszcze tej samej nocy, wprowadzała się do mojego budynku.
   Wyciągnęłam z kieszeni klucze. Otworzyłam i przytrzymałam przed nią drzwi – nie jestem przecież jakimś chamem. Weszłyśmy do tej samej windy. Oparłam się o nieprzyjemnie zimne lustro, wcisnęłam przycisk z liczbą 12.
   - Na które jedziesz? – zapytałam. Trzeba być uprzejmym nawet dla prześladowcy.
   - Tam gdzie ty – wymownie wskazała dwunastkę.
   Moje zdziwienie osiągnęło szczyt horyzontalny. Przecież na dwunastym piętrze były tylko dwa mieszkania. Jedno, w którym mieszkałam z wiecznie nieobecną mamą i drugie, które z tego, co mi wiadomo od wieków stało niezamieszkałe. Mina mi zrzedła. Nie dość, że prześladowczyni to jeszcze sąsiadka.
   Winda piknęła. Wyszłam z niej pośpiesznie i skierowałam swoje obolałe stopy w stronę drzwi po prawej. Drżącymi dłońmi próbowałam je otworzyć. Nadaremno.
   - Pozwól, słonko, że ja to zrobię.
   Nowa sąsiadka odstawiwszy walizkę pod ścianę pochyliła się nade mną opierając się o moje plecy swoimi piersiami – specjalnie lub nie, nie mam pojęcia. Bez problemu przekręciła klucz w zamku. Sparaliżowana nie wiedziałam, co zrobić.
   - Zrobione. – Nachyliła się jeszcze bardziej. Poczułam jej oddech na swojej szyi. – Swoją drogą, ładny tatuaż. – Wolną ręką (tą nieprzewieszoną przez moje ramię) dotknęła moich pleców, mojego smoka. Przesunęła palcami wzdłuż kręgosłupa, moich łusek. Zatrzymała dłoń na karku, moim pysku.
   To nie było normalne. Odsunęłam się od niej. Roztrzęsiona wtoczyłam swoje nieposłuszne ciało do wnętrza pustego mieszkania. Poczułam powiew strachu na plecach, lecz nie tego, co każdego wieczoru. Pragnęłam zamknąć drzwi, ale zatrzymało mnie jej pytanie, tak bardzo niepasujące do sytuacji.
   - Ile masz lat? – uśmiechnęła się.
   - Piętnaście – odpowiedziałam automatycznie, bez zastanowienie. Zganiłam się za to w duchu.
  Zatrzasnęłam drzwi. Przekręciłam klucz. Kilka razy upewniłam się, czy aby na pewno są zamknięte. Oparłam się o nie plecami. Osunęłam na podłogę. Przerażenie pełzło po moich plecach, naśladując jej dotyk. Biegło w stronę karku, gnało do siniaków na szyi oraz strupów na skórze.
   Zasnęłam pod drzwiami swojego mieszkania. Ukołysana do snu tupaniem czyichś stóp zapomniałam o swoim największym lęku.

6 komentarzy:

  1. Świetnie napisane i bardzo przyjemnie sie czyta. Podoba mi sie relacja głównej bohaterki z Diabłem, lubię takie klimaty😂 czekam na następny rozdział Julka!/kasix

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Kasiu, niestety będziesz musiała czekać do na następny rozdział, aż cały tydzień, ale będzie warto.

      Usuń
  2. Super piszesz:) Tylko ciężko się czyta przez tą czcionkę, proponuję ci ją zmienić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Zobaczę co da się zrobić, jeżeli tylko znajdę coś, co mi się spodoba od razu zmienię czcionkę.

      Usuń
  3. dawno nie czytałem czegoś co wpadłoby w mój gust, ale chyba w końcu znalazłem. powodzenia z pisaniem

    OdpowiedzUsuń

© Agata | WS.