1 lipca, wtorek
Zaciągnęłam się
głęboko. Zaczął padać deszcz, a ja wciąż czekałam. Ludzie patrzyli na mnie
jakbym na czole miała wypisane, albo i nawet wytatuowane, słowo „bandyta”.
Odwdzięczałam się im pięknym za nadobne. Patrzyłam na nich wzrokiem mówiącym:
zabiję twoją matkę, a ty będziesz następny! Zastraszeni udawali, że nie
istnieję i kontynuowali swoją wędrówkę.
Bawiły mnie takie
sytuacje. Nie jestem żadną bandytką, a w życiu nie zabiłam nawet muszki owocówki.
Ale za to niszczę siebie od wewnątrz, pomyślałam. Zaciągnęłam się ponownie. To,
że potrafię komuś dogadać, palę pomimo niepełnoletności i wyróżniam się z tłumu
chyba nie czyni ze mnie jeszcze mordercy.
Z zamyślenia wyrwał
mnie dzwonek telefonu. Kakofonia gitar, perkusji i wokalu – o ile tak można
nazwać darcie mordy do mikrofonu – sprawiła, że przechodnie przyspieszyli
kroku. Z krzywym uśmiechem na ustach odebrałam dzwoniącą komórkę.
- Czego?! –
warknęłam. – Czekam tu na ciebie i moknę! Gdzie jesteś do…
- Czemu nie
zadzwoniłaś, że się spóźnisz, mała? – usłyszałam znajomy głos. Kochałam go i
nienawidziłam jednocześnie, tak samo jak jego właściciela. Ze zbolałym sercem
przypomniałam sobie o nędznych dwunastu groszach na koncie. Nie miałam ochoty
się tym chwalić, ale głos czekał na odpowiedź, a jego ciężki oddech uświadomił
mnie, że zaczyna się niecierpliwić jej brakiem.
- Nie mam kasy na
koncie… - mruknęłam zażenowana.
- Co nie zmienia
faktu, że na ciebie czekam, mała. Gdzie jesteś?
- Jakieś dwie ulice
przed „Kaplicą”, tak jak się umawialiśmy.
- Ech, mieliśmy się
spotkać pod „Piwnicą”. Rusz tyłek, wyjdę po ciebie i spotkamy się w połowie
drogi.
- Niech będzie… -
mruknęłam.
Przemoczona
pokazałam środkowy palec chłopakowi wpatrującemu się w mój nieosłonięty żadnym
materiałem brzuch. Uniósł kąciki ust. Prychnęłam coś i ruszyłam na spotkanie z
Diabłem.
Pokonując drogę do
„Piwnicy” czułam na swoich plecach czyjś wzrok. To pewnie ten chłopak,
pomyślałam. Zignorowałam to nieprzyjemne uczucie. Przemoknięta przechodziłam
obok wejścia do „Kaplicy”. Głębokie basy dobiegające z jej wnętrza wprawiały
moje ciało w przyjemne drżenie.
„Kaplica” i
„Piwnica” zostały założone przez tego samego faceta. W obu przypadkach miały
być to kluby (niekoniecznie nocne) dla młodzieży przynależącej, do którejś z
subkultur lub fanów alternatywności – ja należałam do tej drugiej grupy,
odwiecznie nie lubiłam ograniczeń. Kluby były otwarte przez całą dobę siedem
dni w tygodniu. Mimo to w ciągu dnia było w nich prawie pusto. Oczywiście każdy
klubowicz powinien być pełnoletni, ale przebywali tam zarówno piętnasto- jak i
dwudziestopięciolatkowie. Bramkarze oraz barmani przymykali na małolaty oko.
Cała mokra
spokojnym krokiem kierowałam się w stronę ulicy przepełnionej barami i pubami,
na której znajdowała się również „Piwnica”. Nagle czyjaś silna ręka złapała
mnie za włosy, pozaplatane w cienkie warkoczyki, i pociągnęła moją głowę w tył.
Nie opierałam się. Po chwil usta, należąca do tej samej osoby, co ręka (i moje
serce), boleśnie przycisnęły się do moich. Zamknęłam oczy.
- Długo szłaś –
wymruczał głos w moje zgniatane wargi.
Obcy ludzie
patrzyli się na nas. Niektórzy gwizdali ze śmiechem, a inni szeptali między
sobą pełne zgorszenia/obrzydzenia komentarze. Podniosłam powieki i zobaczyłam
błękitne, prawie białe, oczy Diabła. Puścił moje włosy, ale za to złapał
delikatnie, lecz mimo wszystko stanowczo w mokrej od deszczu talii. W ciszy
podążaliśmy do „Piwnicy”.
Przy drzwiach
prowadzących do podziemi głośna muzyka przeszyła mnie po raz drugi. Weszliśmy
do środka, a niskie brzmienie techno, tak bardzo charakterystycznego dla tego
miejsca, pochłonęło nas. Tłum znajomych twarzy popchnął nas w stronę baru. Mój
towarzysz usiadł na wysokim stołku, a ja na jego kolanach. Wilgotne jeszcze
spodenki zostawiły ślad na jego spodniach.
Czułam na sobie
przeróżne spojrzenia. Kuse i mokre ubrania ukazywały więcej niż się
spodziewałam, całe szczęście przez wysoką temperaturę w klubie zaczęły
wysychać. Nawet jeśli, Diabeł był ze mną i odganiał każdego potencjalnego
wielbiciela. Oparłam łokcie o lepki blat.
- Co podać mojej małej księżniczce? – zapytał jeden z barmanów. – Dawno ciebie
tu nie było, księżniczko. – Czułam, że Diabeł napina mięśnie.
- Ej, jestem już prawie dorosła – zaoponowałam udając oburzenie. – Nie
przepadam za tym miejscem. Wolę „Kaplicę”.
- „Prawie” nie robi
z ciebie starszej. To jak, księżniczko, co podać? – Złapał za jeden z moich
warkoczyków.
- Nie dotykaj jej. Ona należy do mnie, zapamiętaj to – zagrzmiał głos Diabła.
Mężczyzna opuścił
rękę z moimi włosami.
- To, co zwykle –
powiedziałam ignorując moje własne ubezwłasnowolnienie.
Barman postawił
przede mną butelkę ze zmieszanym sokiem jabłkowy i grejpfrutowym. Posłał mi
pokrzepiający uśmiech odchodząc do kolejnej grupki nastolatków. Westchnęłam..
- Nie jestem twoją
własnością – powiedziałam po raz setny.
- Kiedy w końcu
zrozumiesz, że jesteś tylko moja.
Zrezygnowana
wyciągnęłam z kieszeni prawie już suchych jeansów paczkę papierosów. Włożyłam
jednego do ust i odwróciłam się w stronę Diabła, który instynktowni poszukał
zapalniczki. Zaciągnęłam się głęboko. Dmuchnęłam mu dymem w twarz. Obrażony
uszczypnął mnie boleśnie w odsłoniętą skórę na plecach. Z powrotem zwróciłam
się w stronę baru. Wypiłam sok do końca, dopaliłam papierosa i zgasiłam o
zniszczony blat. Zeskoczyłam z jego kolan. Nie zwróciłam uwagi na wściekłe
spojrzenie Diabła. Wmieszałam się w tłum wirujących ciał.
Zostałam wciągnięta
do samego epicentrum. Moje warkoczyki cieszyły się niesłychaną popularnością.
Co prawda wolałam przychodzić do „Kaplicy”, ale tu też nie było źle. DJ,
słyszałam plotki, że jest nowy, zmienił piosenkę na o wiele szybszy i
mocniejszy kawałek. Nie zamierzał jednak rezygnować z niskich, drgających
basów.
Tańczyłam z jakąś
laską, nigdy wcześniej jej nie widziałam, ale jej zachowanie wskazywało no to,
że prawdopodobnie chodzi tylko do takich klubów. Dużo osób przychodzących tu po
raz pierwszy ma duży problem do przełamania bariery wstydu. W zwykłych nocnych
klubikach nikt nie wywija biodrami jak tu. To, że obie jesteśmy dziewczynami
nie przeszkadzało ani mi, ani mojej towarzyszce w wykonywaniu dzikich ruchów.
Z szalonego
wywijania tyłkiem i rękoma wyrwał
mnie chłopak, którego już dzisiaj spotkałam. Stał pod ścianą. Tym razem nie
wpatrywał się w mój brzuch tylko prosto w oczy. Kiedy zorientował się, że go przyłapałam, oblizał usta i zaczął bezkarnie sunąć wzrokiem po całym moim spoconym ciele. Zgromiłam go wzrokiem. W myślach
zaczęłam wyzywać go od zboczeńców. Nie odwrócił ode mnie wzroku. Było w nim
coś, co sprawiało, że pragnęłam uciekać. Tak samo było z Diabłem. Czyżby byli
spokrewnieni?, pomyślałam.
Zapragnęłam pokazać
mu środkowy palec, lecz on nasunął na głowę kaptur i odszedł. Jego miejsce
zajął Diabeł. Jego oczy posyłały mi błyskawice. Ponownie go zignorowałam.
Powróciłam do szalonego tańca. Dziewczyna złapała mnie za szyję i przysunęła
bliżej. Nie oponowałam. Wiedziałam, że mi się nieźle za to dostanie. Nie przejmowałam się tym. Diabeł stał pod ścianą póki nie zeszłam z parkietu.
Kiedy zaczynałam
mieć problemy z łapaniem tchu razem z partnerką zeszłyśmy z parkietu. Zarzuciła
mi rękę na ramiona i przyciągnęła do siebie. Miałam nadzieję, że sobie pójdzie,
w końcu przyszedł czas na konfrontację z Diabłem. Ale nie! Ona cały czas szła
obok mnie. Wyrwałam się z jej uścisku i udawałam, że jej nie widzę.
Zachowywałam się jak przechodzeń.
Skierowałam swoje
zmęczone ciało do części ze stołami. Usiadłam przy tym gdzie już siedział
Diabeł z jakimiś mężczyznami. Obrzucił mnie chłodnym spojrzeniem, pomimo to
objął mnie, gdy usiadłam obok niego. Niedbale przywitałam się ze wszystkimi
równocześnie rozglądając się dookoła. Dziewczyna, z którą tańczyłam siedziała
za mną. Przyglądała się mojemu tatuażowi, który zrobiłam sobie całkiem niedawno
za pozwoleniem matki. Z trudem powstrzymałam się przed dotknięciem go i
zasłonięciem krótką koszulką.
Wsłuchiwałam się w
banalną rozmowę o nowym DJ’u i zastanawiałam się, w jakim stopniu moje ubrania
są wciąż mokre, a w jakim przesiąknięte potem. Zdania na temat nowego techno
były podzielone. Nie obchodziło mnie kto i co o nim sądzi. Chciałam mieć za
sobą kłótnię z Diabłem, ale konwersacja trwała w najlepsze. Paznokcie Diabła z
każdą minutą zagłębiały się coraz bardziej w mojej delikatnej skórze. Na pewno
skończę z siniakami i rankami w kształcie półksiężyców. Wiedziałam, że to
jedynie część mojej kary. Myślałam, że już nigdy nie przestaną gadać, gdy
Diabeł puścił moje ramię i splótł moje palce ze swoimi.
- Przepraszam, ale
muszę pomóc damie przypudrować nosek – nadał swojemu głosowi oficjalny ton.
Pociągnął mnie w
stronę toalet. Zaczęły się gwizdy i sprośnie komentarze, ale ja dobrze
wiedziałam jak dalekie są od tego, co się za chwilę wydarzy. Diabeł otworzył
pierwsze lepsze drzwi nie bacząc czy prowadzą do damskiej czy męskiej łazienki
– obie były puste. Rzucił mną o ścianę. Zabolało. Zacisnął rękę na mojej szyi
świadomie ograniczając mój dostęp do tlenu. Przejechał ostrym paznokciem po
obojczyku. Nic nie mówiłam, mimo przeszywającego bólu. Moje słowa
rozwścieczyłyby go jeszcze bardziej i obudziły prawdziwą bestię. Patrzyłam mu,
więc głęboko w czy. Szukał w moich strachu, chociażby najmniejszej oznaki
przerażenia. Tylko, że ja jeszcze nigdy się go nie bałam. Nawet w takich
sytuacjach.
Czekałam dopóki nie
ochłoną. Nie przejmowałam się brakiem życiodajnego powietrza. Drapał moje
obojczyki, kark, ramiona. W jego wzroku przebłysł spokój. Rozluźnił uścisk na
moim gardle. Złapałam głęboki oddech. Objął moją twarz dłońmi. Ucałował w
czoło. Zarzuciłam mu ręce na plecy i objęłam. Wargami delikatnie musnęłam jego
usta.
- Nie ignoruj mnie
więcej. Słuchaj mnie. Nie zostawiaj. Jesteś moja. Należysz do mnie – mówił szybko
załamującym się głosem. – Obiecaj, że nigdy nie będziesz się mnie bała –
wyszeptał w moje włosy. Westchnęłam wzruszona.
- Nienawidzę cię. –
Zesztywniał, a ja zacisnęłam palce na jego koszulce z niecenzuralnym napisem. –
Tak samo mocno jak cię kocham – ciągnęłam. – Ale nigdy nie będę się ciebie bała
– zawahałam się przez moment. – Nawet, jeżeli w końcu postanowisz mnie udusić.
Odsunął mnie od
siebie. Jego oczy błyszczały tak pięknie.
- Jesteś tą jedyną,
jak mógłbym cię udusić? – Ponownie ucałował moje włosy. Chciałam mu rzucić
kąśliwą uwagę, lecz ugryzłam się w język. Jeszcze raz go pocałowałam.
Delikatnie i czule. Nie oponował. Wtuliłam buzię w materiał jego koszulki. –
Przepraszam, znowu będziesz miała siniaki. Przeze mnie.
- Możesz mi je
wynagrodzić sokiem – zażartowałam.
Złapał mnie za
rękę. Wyprowadził z łazienki, w momencie, gdy jakaś para wtoczyła się do niej.
Chłopak spojrzał na mnie pożądliwym wzrokiem. Diabeł przyciągnął mnie do siebie
i obrzucił go spojrzeniem żądnym mordu. A jednak nie ma różnicy między
dwudziesto-, a siedemnastoletnim chłopakiem, oba przypadki stają się tak samo
łatwo zazdrosne. Przed opuszczeniem toalety zdążyłam spojrzeć w lustro. Na szyi
pojawiało się powoli pięć fioletowych sińców – były doskonale widoczne pomimo
mojej dość ciemnej karnacji – na ramionach widniały długie i cienkie pręgi po
paznokciach.
Z kieszeni spodenek
wyciągnęłam paczkę papierosów. Został tylko jeden. Diabeł już czekał z
zapalniczką. On poszedł do baru po kolejny sok, a ja usiadłam z jego znajomymi
obserwowana przez dziewczynę z parkietu.
Zmęczona,
zaciągnęłam się głęboko.
Diabeł chciał
odprowadzić mnie do domu. Zabroniłam mu. Był na mnie zły, lecz nie tak bardzo
jak wcześniej. Chciałam być sama, ale nie byłam. Pół drogi przejechałam
ostatnim autobusem poruszającym się po mieście, a pół przeszłam z nieprzyjemnym
uczuciem, przeświadczającym mnie o byciu obserwowanej. Chłodny wiatr owiewał
moje odsłonięte ciało. Przykrótka koszulka nie dostarczała mi potrzebnego
ciepła.
Od czasu mojego
wyjścia z klubu nie było momentu, żebym nie czuła się obserwowana. Nawet w
autobusie. Ktoś mnie śledził. Znowu. Żeby o tym nie myśleć włożyłam do uszu
słuchawki, znalezione w kieszeni obok paczki po papierosach, i zagłuszyłam
swoje niedorzeczne myśli muzyką rodem z piekła. Przyspieszyłam kroku. Byłam już
prawie pod domem. Szybciej, szybciej, szybciej!, rzucałam w głowie do swoich nóg.
Ktoś dotknął mojego
ramienia. Wyrwałam słuchawki z uszu.
- Sorry, ten
betonowy gmach, o tam – wskazała wypielęgnowana dłoń – to dziesiątka? –
Przerażona przyjrzałam się zgrabnemu nadgarstkowi z… Nie zdążyłam się dokładnie
przyjrzeć. Spojrzałam na twarz mojego rozmówcy. Minęła dłuższa chwila zanim
informacja przesyłana z moich oczu do mózgu została poprawnie przetworzona. –
Halo? – mruknęła rozdrażniona dziewczyna z klubu.
- Śledziłaś mnie?!
– wykrzyknęłam. To by wyjaśniało to cholerne uczucie.
- Sorry, słonko. Na
parkiecie wywijasz całkiem nieźle, ale bez DJ’a pozostawiasz wiele do życzenia.
Po prostu przeprowadzam się do brata na wakacje – wskazała dłonią na walizkę.
- Śledziłaś mnie
czy nie? – warknęłam.
- Słuchaj, szlajam
się z tą walizką jak jakiś turysta. Powiedz mi po prostu czy to jest
dziesiątka. Z chęcią zapytałabym kogoś innego, ale jak widzę jesteś tu tylko
ty.
- Nie możesz do
niego zadzwonić? – spytałam podejrzliwie.
Spojrzała na mnie
jak niespełna umysłowego szympansa.
- Nie odbiera –
wycedziła przez zęby.
- Tak, tam jest
dziesiątka – mruknęłam po krótkiej chwili ciszy.
Ruszyłam przed
dziewczyną w stronę owego wieżowca. Po drodze zaczęłam się zastanawiać gdzie w
„Piwnicy” schowała walizkę. I to taką dużą. Może za barem. W końcu barmani byli
bardzo mili i uczynni. Szczególnie dla panienek z takimi dekoltami. Dziewczyna szła za mną. Zaczęłam się rozglądać w
poszukiwaniu jakiegokolwiek przechodnia. Pusto. Zaklęłam pod nosem. To nie była
normalna sytuacja. Laska, z którą szaleńczo wywijałam biodrami jeszcze tej
samej nocy, wprowadzała się do mojego budynku.
Wyciągnęłam z
kieszeni klucze. Otworzyłam i przytrzymałam przed nią drzwi – nie jestem
przecież jakimś chamem. Weszłyśmy do tej samej windy. Oparłam się o nieprzyjemnie
zimne lustro, wcisnęłam przycisk z liczbą 12.
- Na które
jedziesz? – zapytałam. Trzeba być uprzejmym nawet dla prześladowcy.
- Tam gdzie ty –
wymownie wskazała dwunastkę.
Moje zdziwienie
osiągnęło szczyt horyzontalny. Przecież na dwunastym piętrze były tylko dwa
mieszkania. Jedno, w którym mieszkałam z wiecznie nieobecną mamą i drugie,
które z tego, co mi wiadomo od wieków stało niezamieszkałe. Mina mi zrzedła.
Nie dość, że prześladowczyni to jeszcze sąsiadka.
Winda piknęła.
Wyszłam z niej pośpiesznie i skierowałam swoje obolałe stopy w stronę drzwi po
prawej. Drżącymi dłońmi próbowałam je otworzyć. Nadaremno.
- Pozwól, słonko,
że ja to zrobię.
Nowa sąsiadka
odstawiwszy walizkę pod ścianę pochyliła się nade mną opierając się o moje
plecy swoimi piersiami – specjalnie lub nie, nie mam pojęcia. Bez problemu
przekręciła klucz w zamku. Sparaliżowana nie wiedziałam, co zrobić.
- Zrobione. –
Nachyliła się jeszcze bardziej. Poczułam jej oddech na swojej szyi. – Swoją
drogą, ładny tatuaż. – Wolną ręką (tą nieprzewieszoną przez moje ramię)
dotknęła moich pleców, mojego smoka. Przesunęła palcami wzdłuż kręgosłupa,
moich łusek. Zatrzymała dłoń na karku, moim pysku.
To nie było normalne. Odsunęłam się od niej. Roztrzęsiona wtoczyłam swoje
nieposłuszne ciało do wnętrza pustego mieszkania. Poczułam powiew strachu na
plecach, lecz nie tego, co każdego wieczoru. Pragnęłam zamknąć drzwi, ale
zatrzymało mnie jej pytanie, tak bardzo niepasujące do sytuacji.
- Ile masz lat? –
uśmiechnęła się.
- Piętnaście –
odpowiedziałam automatycznie, bez zastanowienie. Zganiłam się za to w duchu.
Zatrzasnęłam drzwi.
Przekręciłam klucz. Kilka razy upewniłam się, czy aby na pewno są zamknięte.
Oparłam się o nie plecami. Osunęłam na podłogę. Przerażenie pełzło po moich
plecach, naśladując jej dotyk. Biegło w stronę karku, gnało do siniaków na szyi
oraz strupów na skórze.
Zasnęłam pod drzwiami swojego mieszkania. Ukołysana do snu tupaniem
czyichś stóp zapomniałam o swoim największym lęku.
Świetnie napisane i bardzo przyjemnie sie czyta. Podoba mi sie relacja głównej bohaterki z Diabłem, lubię takie klimaty😂 czekam na następny rozdział Julka!/kasix
OdpowiedzUsuńDziękuję, Kasiu, niestety będziesz musiała czekać do na następny rozdział, aż cały tydzień, ale będzie warto.
UsuńSuper piszesz:) Tylko ciężko się czyta przez tą czcionkę, proponuję ci ją zmienić.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Zobaczę co da się zrobić, jeżeli tylko znajdę coś, co mi się spodoba od razu zmienię czcionkę.
Usuńdawno nie czytałem czegoś co wpadłoby w mój gust, ale chyba w końcu znalazłem. powodzenia z pisaniem
OdpowiedzUsuńDziękuję, na pewno się nie zawiedziesz
Usuń