Wychodząc z klatki
ujrzałam dziwnego chłopaka. Wyglądał jak punk krążący z jednej strony chodnika
na drugą. Kanarkowo-żółte włosy nastroszone w każdą stronę świata. Kolczasta
obroża od projektanta. Pocięta koszulka z dużymi dziurami ukazującymi jego
cienką skórę oblekającą chude i kruche żebra. Widniejący na nich ognisty tatuaż
okalający czarny, piekielny cytat, którego nie dałam rady przeczytać. Ogólnie
cały był w tatuażach. Ręce, szyja, kark. Długie nogi, którymi nie wzgardziłaby
żadna kobieta wciśnięte w skórzane spodnie i platformy Buffalo.
Patrzył na mnie.
Wyglądał na przestraszonego i zdeterminowanego. Zdawał mi się, że chciał mnie o
coś zapytać, lecz mimo wszystko stał cicho. Spojrzał na zamykające się drzwi.
Ruszył w ich kierunku. Wystarczyło mu na to kilka susów.
W oddali zauważyłam
kroczącą Frytkę. Podeszłam w jej stronę.
- Idę z tobą na
imprezę tylko, dlatego że nikogo innego nie mam pod ręką – warknęłam na
powitanie.
- Z mojej strony
sytuacja wygląda tak samo.
Uśmiechnęłam się z
przekąsem.
- To gdzie jedziemy?
- Mam podwózkę do
„Piwnicy”.
Poszłyśmy w stronę
parkingu. Na miejscu rzuciło mi się w oczu znajome BMW. Otworzyłam jego tylne
drzwi. Chciałam je zamknąć zaraz po tym jak wsiadłam do środka, lecz Frytka
wsunęła się obok mnie. Chciałam zapytać, czemu nie siadła z przodu obok
barmana. Powstrzymało mnie jej spojrzenie.
- Cześć,
księżniczko – uśmiechnięty głos barmana zlał się z warkotem silnika.
Podróż przebiegła
krótko, milcząco. Jedynie huk radia rozluźniał atmosferę. Frytka siedziała z głową
wspartą na szybie.
Wysiedliśmy wszyscy
za klubem, gdzie znajdowała się przestrzeń dla pracowników. Barman podszedł do
nas. Przyciągnął ją do siebie. Zesztywniała. Zdawałoby się, że jego dotyk ją
odrzucał. Ich usta się spotkały.
- Udanego wieczoru
– mruknął. Wszystko było inne niż rano. Ona była inna. – Uważaj na siebie – te
słowa były skierowane do mnie. Dziewczyna odeszła bez pożegnania. Ruszyłam za
nią.
Przy wejściu
spytałam:
- Lubisz go
chociaż? Mam na myśli barmana.
Usiadłyśmy w części
ze stołami.
- Nie o to chodzi.
– Przyłożyła opuszki palców do ust. – Po prostu pierwszy raz pocałował mnie
ktoś poza Dominikiem.
Nagle zmieniła się
w małą dziewczynkę poznającą świat. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, więc
siedziałam cicho.
- To było inne.
- Wyglądałaś tak
jakby jego dotyk cię obrzydzał, a rano jeszcze ze sobą flirtowaliście…-
stwierdziłam.
Nic nie
odpowiedziała.
- O czym chciałaś
porozmawiać? – zmieniłam temat. Dałam jej chwilę do namysłu.
Przeczesała włosy
palcami. Znowu zobaczyłam coś na jej nadgarstku. Jakby blizny. Dostrzegła moje
spojrzenie i pospiesznie schowała dłonie pod stołem.
- Przypominasz ją.
Faktycznie jesteś do niej podobna.
- Do kogo? Możesz
mi powiedzieć, o kogo chodzi?
-
Właśnie po to cię tu ściągnęłam. Chodzi o to, że… Myślę, że zauważyłaś, Diabeł i
Dominik – wypowiedziała jego imię z siostrzaną czułością – się nie lubią. To
przez pewną dziewczynę. My się przyjaźniłyśmy, a oni byli w niej zakochani. To
właśnie ją nam wszystkim przypominasz. Wszyscy ją kochaliśmy. I kochamy nadal.
Chłopcy walczyli o nią po kryjomu między sobą. Najpierw wybrała mojego brata,
potem twojego… - przerwała po chwili namysłu.
Wykorzystałam jej
milczenie.
- Czy on ją
naprawdę… Czy to, o co go osądzacie to prawda?
- Czy ją zabił? Nie
wiem. Wierzę, że to zrobił tak samo jak Dominik. Ale twój kochaś twierdzi, że
to nieprawda. Policja uznała, że to narkotyki ją zabiły. Wtedy wszyscy
zaczęliśmy obwiniać Dantego, ale zniknął, a Dominik przeniósł swoją gorycz na
Diabła. Zrobiłam to samo. Gdyby ona wciąż żyła nie brzydziłabym się sobą. Tym,
że nie mogę powstrzymać własnego brata. Zamienił ją na mnie. A ja nie mogę mu
tego zabronić. To by go zabiło.
- Ale wy przecież
jesteście rodzeństwem… Nie… Dlaczego…
- Myślisz, że nie
wiem?! Ale ja po prostu nie mogę.
- To dlatego
próbowałaś się zabić? Bo twój brat ma problem, a ty nie wiesz jak mu pomóc?
- Skąd ty…
- Nie pierwszy raz
w życiu widzę sznyty na nadgarstkach.
Milczała przez
chwilę.
- To mi pomagało.
Przez pierwsze dwa lata, ale teraz… Nie czuję już nawet bólu – mówiła
beznamiętnym głosem gładząc się po okaleczonych dłoniach.
Nie miałam ochoty
tego ciągnąć.
- Kim jest Dante?
- Dante? – zapytała
zdziwiona, jakby fakt, że nie wiem kim owy Dante jest był nie do przyjęcia. –
Handlarzem narkotyków. Dealerem.
- Dlatego
myśleliście, że on mógł zabić tą… - wszystko zaczynało układać się w sensowną
całość.
- Anna, miała na
imię Anna.
- Anna, ładne imię.
Żadna z nas się nie
odzywała. Basy podrygiwały stolikiem i krzesłami. Miałam ochotę wyrwać się
stamtąd na parkiet.
- Myślę, że Diabeł
jest z tobą, ponieważ przypominasz mu…
- Nawet tego nie mów. Jest ze mną, bo mnie kocha. Ma problemy z kontrolą, ale ja też go kocham.
Wstałam. Odechciało
mi się nawet tańczenia.
- Oni naprawdę
bardzo ją kochali. Uważaj na… - to były ostatnie słowa, jakie usłyszałam. Dałam
się wciągnąć muzyce.
Musiałam wszystko
poukładać w swojej głowie bez niczyjego nadzoru. Niczyjej kontroli. Przeszłam
przez tłoczny parkiet ciągnięta przez kogoś za warkoczyki. Skierowałam się do
dobrze mi znanych łazienek.
Były puste. Żadnych
par pod wpływem chętnych na numerki. Zamknęłam za sobą drzwi. Oparłam się
ścianę obok luster. Zza dekoltu sukienki wyciągnęłam papierosa i zapalniczkę.
Rozkoszowałam się gęstym dymem w moich zmaltretowanych płucach.
Jaka była Anna,
skoro miała tylu fanów? Sama przedawkowała czy może ktoś jej pomógł? Jak bardzo
Dominik musiał ją kochać skoro przeniósł swoje uczucia na Frytkę. Co z tego, że
przypominam jakąś martwą laskę? Nie chcę być w to wszystko wciągnięta. I dokąd
uciekł ten cały Dante? Z tego wyniknie jedna wielka tragedia… A jeżeli Diabeł
mnie nie kocha, tylko Annę?
Nagle zgasło
światło. Widziałam tylko jarzący się niedopałek papierosa. Słyszałam czyjeś
kroki. Serce chciało uciec z mojej piersi. Zapragnęłam podążyć za nim.
Upuściłam papierosa i przygniotłam grubą podeszwą buta. Nic już nie widziałam.
Ktoś zbliżał się prosto do mnie. Przycisnęłam się do ściany. Próbowałam się w
nią wtopić. Nie słyszałam już huku klubu, kroków obcego. Tylko tętent
przyspieszonego tętna.
Czyjaś dłoń z
butelką piwa między palcami oparła się tuż koło mojego ucha.
- Wybierz mnie –
powiedział Dominik.
- Nie mogę. Nie
chcę. Nie – wyszeptałam. Potykałam się o własny oddech, o gnające w nim słowa.
- Zobacz. Ona też
go wybrała i skończyła w ziemi. Nie musisz być taka sama.
- To mógł być
wypadek albo samobójstwo…
- On ją ZABIŁ! Ona
nigdy by nawet nie pomyślała o śmierci. Nie moja Anna. Nie ty… - zatrzymał się.
Nachylił się do mojego ucha. – Jesteś nią. Wiem, że to ty Anno. Wiem, że mnie
kochasz, że ten bydlak cię zabił.
- Dominik! Zostaw
mnie! Jestem Inką, nie jakąś cholerną Anną!
- Jak możesz! –
uderzył butelką o ścianę. Odrobina jej zawartości wylała się na moje ramię.
Tak samo
niespodziewanie jak zgaśnięcie światła, drzwi się otworzyły. W progu stałą
Frytka, wpuszczając do pomieszczenia kolorowe promienie. Dopiero teraz
zobaczyłam jego zwężone źrenice.
- Inko, zostaw nas
samych, proszę – powiedziała miękko.
Odsunęłam się od
ściany i przeszłam obok niej. Posłała mi pokrzepiający uśmiech.
- Wytrzyj sukienkę.
Szkoda, żeby przesiąkła zapachem piwa, jest naprawdę ładna.
Podeszła do swojego
zdezorientowanego brata. Dotknął jej twarzy z taką czułością. Przykryła jego
ręce swoimi.
Zostawiłam ich, a ona wzięła całą jego miłość na siebie.
Wróciłam do Diabła
autobusem. Śmierdziałam piwem i strachem – ohydna mieszanka. Widziałam jak na
parterze migają światła lamp. Drzwi do klatki oraz jego mieszkania stały przede mną
otworem. Dobiegały zza nich krzyki, trzaski i wulgarne zwroty.
W przedpokoju buty
były porozrzucane. Walały się po kątach. Nie zdejmując obuwia przeszłam do
salonu. Cały był zdemolowany. Poduszki zaśmiecały podłogę.
- Jak możesz
myśleć, że dałem jej prochy?!
Zobaczyłam czarny,
wijący się za kanapą kształt.
- Sama by ich nie
wzięła! Z resztą czemu tu jesteś?! Mało ci było po pogrzebie?! – krzyczał
Diabeł.
Usłyszałam coś co
przypominało cios pięścią i syk bólu. Zbliżyłam się więc do kanapy, za którą się
wszystko odgrywało. Nadepnęłam na resztki szklanego słonia. Zza kanapy wyłonił
się Diabeł. Miał rozciętą wargę i obity policzek, który zdążył już spuchnąć.
- Inka? – zapytał. W
jego oczach zabłysła ulga szybko zastąpiona przez złość. Podszedł do mnie. –
Wyszłaś bez mojego pozwolenia. Po tym jak…
- Ona nie
potrzebuje twojego pozwolenia – warknął punk o kanarkowożółtych włosach
opierając się o ramię kanapy. Z rozciętego łuku brwiowego sączyła się ciemna krew.
Zalewała całe oko, policzek, szyję, sklejała wargi. Chciałam wiedzieć, co on tu
robił.
Diabeł zignorował
jego wtrącenie i przycisnął mnie do ściany.
- Dlaczego wyszłaś?
Śmierdzisz piwem i „Piwnicą”, i Dominikiem. – Na jego imię oboje wytrzeszczyli
oczy. – Byłaś z nim! Poszłaś do niego, kiedy mnie nie było! Pewnie szlajasz się
z nim cały czas! Myślałaś, że to się nie
wyda?! – uderzył pięścią tuż obok mojej głowy, tak samo jak wcześniej Dominik.
– Jak mogłaś?! Myślałem, że czujem to samo, ale widocznie się przeliczyłem...
Taka sama jak ona – wyszeptał. – Jesteś taka jak Anna – poprawił się mocnym
głosem.
- Nie jestem żadną
Anną – zaprotestowałam słabo. – Nie jestem żadną Anną – powtórzyłam. – Nigdy nie
wykręciłbym ci takiego świństwa. Nigdy – podkreśliłam. – Nigdy nie wybrałabym
nikogo innego oprócz ciebie. A już szczególnie Dominika – mimo że jesteście
prawie tacy sami, dodałam w myślach. – Kocham cię najbardziej na świecie, ale
ty chyba nie masz pojęcia, co to znaczy. Jesteś zbyt zapatrzony w przeszłość by
wierzyć, że jeszcze jakaś naiwna dziewczyna mogła zapałać do ciebie uczuciem.
Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie tym ranisz – wytykałam mu. Pozbywałam się
słów, jak dymu z płuc. – Nawet nie wiesz…
- Inko… - jego oczy
błyszczały tak pięknie
- Ona nie jest nią,
zrozum to w końcu - odezwał się chłopak. – Takim myśleniem będziesz ją tylko krzywdził.
- Wynoś się z
mojego domu! I nigdy nie wracaj, rozumiesz. Nie chcę cię więcej widzieć! –
zagrzmiał Diabeł.
Punk chciał coś
powiedzieć, ale tylko wyszedł z mieszkania kuśtykając. Cicho zamknął za sobą
drzwi. Staliśmy w ciszy. On objął moją twarz dłońmi.
- Nie jestem… -
zaczęłam szeptem.
- Jesteś moją
kochaną Inką – przygarnął mnie do siebie. Wręcz zgniótł w objęciach. – Jesteś
tylko moja. Jak mogłem w ciebie wątpić. Przepraszam. Naprawdę przepraszam cię,
Inko. Jestem beznadziejny. – Ucałował moje czoło. – Czy mogłabyś to powiedzieć
jeszcze raz.
Miałam otworzyć
usta i powiedzieć, co do niego czuję, lecz przerwał mi dzwonek telefonu. To była
wiadomość od mamy.
Pomogłam Diabłu
posprzątać. Połowę rzeczy trzeba było wyrzucić. Mieszkanie zrobiło się puste i
smutne. Potem on zrobił gorącą herbatę, a ja przebrałam się w piżamę – starą
koszulkę Diabła. Popijaliśmy parujący napój i oglądaliśmy jakiś kiepski film.
Żadne z nas nic nie mówiło. Usnęłam na jego ramieniu. Czułam jak przenosił mnie
z salonu do sypialni. Położył i przykrył kołdrą. Złapałam go za nadgarstek, gdy
chciał odejść.
- Zostań –
poprosiłam.
Pokiwał głową.
Położył się po drugiej stronie łóżka. Przysunęłam się do niego. Splotłam jego
nogi ze swoimi. Wplótł palce między moje warkoczyki. Wtuliłam twarz w jego
obojczyk. Nie było w tym krztyny erotyzmu. Sama czułość.
Ucałował mój nos.
- Dobranoc –
wyszeptał.
- Dobranoc –
odmruknęłam.
Zasnęłam.
________
Jak ckliwie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz