poniedziałek, 1 czerwca 2015

~ 04 ~

Rozdział pisany do: ---, ---, ---

   Wychodząc z klatki ujrzałam dziwnego chłopaka. Wyglądał jak punk krążący z jednej strony chodnika na drugą. Kanarkowo-żółte włosy nastroszone w każdą stronę świata. Kolczasta obroża od projektanta. Pocięta koszulka z dużymi dziurami ukazującymi jego cienką skórę oblekającą chude i kruche żebra. Widniejący na nich ognisty tatuaż okalający czarny, piekielny cytat, którego nie dałam rady przeczytać. Ogólnie cały był w tatuażach. Ręce, szyja, kark. Długie nogi, którymi nie wzgardziłaby żadna kobieta wciśnięte w skórzane spodnie i platformy Buffalo.
   Patrzył na mnie. Wyglądał na przestraszonego i zdeterminowanego. Zdawał mi się, że chciał mnie o coś zapytać, lecz mimo wszystko stał cicho. Spojrzał na zamykające się drzwi. Ruszył w ich kierunku. Wystarczyło mu na to kilka susów.
   W oddali zauważyłam kroczącą Frytkę. Podeszłam w jej stronę.
   - Idę z tobą na imprezę tylko, dlatego że nikogo innego nie mam pod ręką – warknęłam na powitanie.
   - Z mojej strony sytuacja wygląda tak samo.
   Uśmiechnęłam się z przekąsem.
   - To gdzie jedziemy?
   - Mam podwózkę do „Piwnicy”.
   Poszłyśmy w stronę parkingu. Na miejscu rzuciło mi się w oczu znajome BMW. Otworzyłam jego tylne drzwi. Chciałam je zamknąć zaraz po tym jak wsiadłam do środka, lecz Frytka wsunęła się obok mnie. Chciałam zapytać, czemu nie siadła z przodu obok barmana. Powstrzymało mnie jej spojrzenie.
   - Cześć, księżniczko – uśmiechnięty głos barmana zlał się z warkotem silnika.
   Podróż przebiegła krótko, milcząco. Jedynie huk radia rozluźniał atmosferę. Frytka siedziała z głową wspartą na szybie.
   Wysiedliśmy wszyscy za klubem, gdzie znajdowała się przestrzeń dla pracowników. Barman podszedł do nas. Przyciągnął ją do siebie. Zesztywniała. Zdawałoby się, że jego dotyk ją odrzucał. Ich usta się spotkały.
   - Udanego wieczoru – mruknął. Wszystko było inne niż rano. Ona była inna. – Uważaj na siebie – te słowa były skierowane do mnie. Dziewczyna odeszła bez pożegnania. Ruszyłam za nią.
   Przy wejściu spytałam:
   - Lubisz go chociaż? Mam na myśli barmana.
   Usiadłyśmy w części ze stołami.
   - Nie o to chodzi. – Przyłożyła opuszki palców do ust. – Po prostu pierwszy raz pocałował mnie ktoś poza Dominikiem.
   Nagle zmieniła się w małą dziewczynkę poznającą świat. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć, więc siedziałam cicho.
   - To było inne.
   - Wyglądałaś tak jakby jego dotyk cię obrzydzał, a rano jeszcze ze sobą flirtowaliście…- stwierdziłam.
    Nic nie odpowiedziała.
    - O czym chciałaś porozmawiać? – zmieniłam temat. Dałam jej chwilę do namysłu.
   Przeczesała włosy palcami. Znowu zobaczyłam coś na jej nadgarstku. Jakby blizny. Dostrzegła moje spojrzenie i pospiesznie schowała dłonie pod stołem.
    - Przypominasz ją. Faktycznie jesteś do niej podobna.
    - Do kogo? Możesz mi powiedzieć, o kogo chodzi?
    - Właśnie po to cię tu ściągnęłam. Chodzi o to, że… Myślę, że zauważyłaś, Diabeł i Dominik – wypowiedziała jego imię z siostrzaną czułością – się nie lubią. To przez pewną dziewczynę. My się przyjaźniłyśmy, a oni byli w niej zakochani. To właśnie ją nam wszystkim przypominasz. Wszyscy ją kochaliśmy. I kochamy nadal. Chłopcy walczyli o nią po kryjomu między sobą. Najpierw wybrała mojego brata, potem twojego… - przerwała po chwili namysłu.
   Wykorzystałam jej milczenie.
   - Czy on ją naprawdę… Czy to, o co go osądzacie to prawda?
   - Czy ją zabił? Nie wiem. Wierzę, że to zrobił tak samo jak Dominik. Ale twój kochaś twierdzi, że to nieprawda. Policja uznała, że to narkotyki ją zabiły. Wtedy wszyscy zaczęliśmy obwiniać Dantego, ale zniknął, a Dominik przeniósł swoją gorycz na Diabła. Zrobiłam to samo. Gdyby ona wciąż żyła nie brzydziłabym się sobą. Tym, że nie mogę powstrzymać własnego brata. Zamienił ją na mnie. A ja nie mogę mu tego zabronić. To by go zabiło.
   - Ale wy przecież jesteście rodzeństwem… Nie… Dlaczego…
   - Myślisz, że nie wiem?! Ale ja po prostu nie mogę.
   - To dlatego próbowałaś się zabić? Bo twój brat ma problem, a ty nie wiesz jak mu pomóc?
   - Skąd ty…
   - Nie pierwszy raz w życiu widzę sznyty na nadgarstkach.
   Milczała przez chwilę.
   - To mi pomagało. Przez pierwsze dwa lata, ale teraz… Nie czuję już nawet bólu – mówiła beznamiętnym głosem gładząc się po okaleczonych dłoniach.
   Nie miałam ochoty tego ciągnąć.
   - Kim jest Dante?
   - Dante? – zapytała zdziwiona, jakby fakt, że nie wiem kim owy Dante jest był nie do przyjęcia. – Handlarzem narkotyków. Dealerem.
   - Dlatego myśleliście, że on mógł zabić tą… - wszystko zaczynało układać się w sensowną całość.
   - Anna, miała na imię Anna.
   - Anna, ładne imię.
   Żadna z nas się nie odzywała. Basy podrygiwały stolikiem i krzesłami. Miałam ochotę wyrwać się stamtąd na parkiet.
   - Myślę, że Diabeł jest z tobą, ponieważ przypominasz mu…
   - Nawet tego nie mów. Jest ze mną, bo mnie kocha. Ma problemy z kontrolą, ale ja też go kocham.
   Wstałam. Odechciało mi się nawet tańczenia.
   - Oni naprawdę bardzo ją kochali. Uważaj na… - to były ostatnie słowa, jakie usłyszałam. Dałam się wciągnąć muzyce.


   Musiałam wszystko poukładać w swojej głowie bez niczyjego nadzoru. Niczyjej kontroli. Przeszłam przez tłoczny parkiet ciągnięta przez kogoś za warkoczyki. Skierowałam się do dobrze mi znanych łazienek.
   Były puste. Żadnych par pod wpływem chętnych na numerki. Zamknęłam za sobą drzwi. Oparłam się ścianę obok luster. Zza dekoltu sukienki wyciągnęłam papierosa i zapalniczkę. Rozkoszowałam się gęstym dymem w moich zmaltretowanych płucach.
   Jaka była Anna, skoro miała tylu fanów? Sama przedawkowała czy może ktoś jej pomógł? Jak bardzo Dominik musiał ją kochać skoro przeniósł swoje uczucia na Frytkę. Co z tego, że przypominam jakąś martwą laskę? Nie chcę być w to wszystko wciągnięta. I dokąd uciekł ten cały Dante? Z tego wyniknie jedna wielka tragedia… A jeżeli Diabeł mnie nie kocha, tylko Annę?
   Nagle zgasło światło. Widziałam tylko jarzący się niedopałek papierosa. Słyszałam czyjeś kroki. Serce chciało uciec z mojej piersi. Zapragnęłam podążyć za nim. Upuściłam papierosa i przygniotłam grubą podeszwą buta. Nic już nie widziałam. Ktoś zbliżał się prosto do mnie. Przycisnęłam się do ściany. Próbowałam się w nią wtopić. Nie słyszałam już huku klubu, kroków obcego. Tylko tętent przyspieszonego tętna.
   Czyjaś dłoń z butelką piwa między palcami oparła się tuż koło mojego ucha.
   - Wybierz mnie – powiedział Dominik.
   - Nie mogę. Nie chcę. Nie – wyszeptałam. Potykałam się o własny oddech, o gnające w nim słowa.
   - Zobacz. Ona też go wybrała i skończyła w ziemi. Nie musisz być taka sama.
   - To mógł być wypadek albo samobójstwo…
   - On ją ZABIŁ! Ona nigdy by nawet nie pomyślała o śmierci. Nie moja Anna. Nie ty… - zatrzymał się. Nachylił się do mojego ucha. – Jesteś nią. Wiem, że to ty Anno. Wiem, że mnie kochasz, że ten bydlak cię zabił.
   - Dominik! Zostaw mnie! Jestem Inką, nie jakąś cholerną Anną!
   - Jak możesz! – uderzył butelką o ścianę. Odrobina jej zawartości wylała się na moje ramię.
   Tak samo niespodziewanie jak zgaśnięcie światła, drzwi się otworzyły. W progu stałą Frytka, wpuszczając do pomieszczenia kolorowe promienie. Dopiero teraz zobaczyłam jego zwężone źrenice.
   - Inko, zostaw nas samych, proszę – powiedziała miękko.
  Odsunęłam się od ściany i przeszłam obok niej. Posłała mi pokrzepiający uśmiech.
   - Wytrzyj sukienkę. Szkoda, żeby przesiąkła zapachem piwa, jest naprawdę ładna.
   Podeszła do swojego zdezorientowanego brata. Dotknął jej twarzy z taką czułością. Przykryła jego ręce swoimi.
   Zostawiłam ich, a ona wzięła całą jego miłość na siebie. 

   Wróciłam do Diabła autobusem. Śmierdziałam piwem i strachem – ohydna mieszanka. Widziałam jak na parterze migają światła lamp. Drzwi do klatki oraz jego mieszkania stały przede mną otworem. Dobiegały zza nich krzyki, trzaski i wulgarne zwroty.
   W przedpokoju buty były porozrzucane. Walały się po kątach. Nie zdejmując obuwia przeszłam do salonu. Cały był zdemolowany. Poduszki zaśmiecały podłogę.
    - Jak możesz myśleć, że dałem jej prochy?!
   Zobaczyłam czarny, wijący się  za kanapą kształt.
   - Sama by ich nie wzięła! Z resztą czemu tu jesteś?! Mało ci było po pogrzebie?! – krzyczał Diabeł.
   Usłyszałam coś co przypominało cios pięścią i syk bólu. Zbliżyłam się więc do kanapy, za którą się wszystko odgrywało. Nadepnęłam na resztki szklanego słonia. Zza kanapy wyłonił się Diabeł. Miał rozciętą wargę i obity policzek, który zdążył już spuchnąć.
  - Inka? – zapytał. W jego oczach zabłysła ulga szybko zastąpiona przez złość. Podszedł do mnie. – Wyszłaś bez mojego pozwolenia. Po tym jak…
   - Ona nie potrzebuje twojego pozwolenia – warknął punk o kanarkowożółtych włosach opierając się o ramię kanapy. Z rozciętego łuku brwiowego sączyła się ciemna krew. Zalewała całe oko, policzek, szyję, sklejała wargi. Chciałam wiedzieć, co on tu robił.
   Diabeł zignorował jego wtrącenie i przycisnął mnie do ściany.
   - Dlaczego wyszłaś? Śmierdzisz piwem i „Piwnicą”, i Dominikiem. – Na jego imię oboje wytrzeszczyli oczy. – Byłaś z nim! Poszłaś do niego, kiedy mnie nie było! Pewnie szlajasz się z nim cały czas! Myślałaś, że to się  nie wyda?! – uderzył pięścią tuż obok mojej głowy, tak samo jak wcześniej Dominik. – Jak mogłaś?! Myślałem, że czujem to samo, ale widocznie się przeliczyłem... Taka sama jak ona – wyszeptał. – Jesteś taka jak Anna – poprawił się mocnym głosem.
   - Nie jestem żadną Anną – zaprotestowałam słabo. – Nie jestem żadną Anną – powtórzyłam. – Nigdy nie wykręciłbym ci takiego świństwa. Nigdy – podkreśliłam. – Nigdy nie wybrałabym nikogo innego oprócz ciebie. A już szczególnie Dominika – mimo że jesteście prawie tacy sami, dodałam w myślach. – Kocham cię najbardziej na świecie, ale ty chyba nie masz pojęcia, co to znaczy. Jesteś zbyt zapatrzony w przeszłość by wierzyć, że jeszcze jakaś naiwna dziewczyna mogła zapałać do ciebie uczuciem. Nawet nie wiesz, jak bardzo mnie tym ranisz – wytykałam mu. Pozbywałam się słów, jak dymu z płuc. – Nawet nie wiesz…
   - Inko… - jego oczy błyszczały tak pięknie
   - Ona nie jest nią, zrozum to w końcu - odezwał się chłopak. – Takim myśleniem będziesz ją tylko krzywdził.
   - Wynoś się z mojego domu! I nigdy nie wracaj, rozumiesz. Nie chcę cię więcej widzieć! – zagrzmiał Diabeł.
   Punk chciał coś powiedzieć, ale tylko wyszedł z mieszkania kuśtykając. Cicho zamknął za sobą drzwi. Staliśmy w ciszy. On objął moją twarz dłońmi.
   - Nie jestem… - zaczęłam szeptem.
   - Jesteś moją kochaną Inką – przygarnął mnie do siebie. Wręcz zgniótł w objęciach. – Jesteś tylko moja. Jak mogłem w ciebie wątpić. Przepraszam. Naprawdę przepraszam cię, Inko. Jestem beznadziejny. – Ucałował moje czoło. – Czy mogłabyś to powiedzieć jeszcze raz.
   Miałam otworzyć usta i powiedzieć, co do niego czuję, lecz przerwał mi dzwonek telefonu. To była wiadomość od mamy.


   Pomogłam Diabłu posprzątać. Połowę rzeczy trzeba było wyrzucić. Mieszkanie zrobiło się puste i smutne. Potem on zrobił gorącą herbatę, a ja przebrałam się w piżamę – starą koszulkę Diabła. Popijaliśmy parujący napój i oglądaliśmy jakiś kiepski film. Żadne z nas nic nie mówiło. Usnęłam na jego ramieniu. Czułam jak przenosił mnie z salonu do sypialni. Położył i przykrył kołdrą. Złapałam go za nadgarstek, gdy chciał odejść.
   - Zostań – poprosiłam.
   Pokiwał głową. Położył się po drugiej stronie łóżka. Przysunęłam się do niego. Splotłam jego nogi ze swoimi. Wplótł palce między moje warkoczyki. Wtuliłam twarz w jego obojczyk. Nie było w tym krztyny erotyzmu. Sama czułość.
   Ucałował mój nos.
   - Dobranoc – wyszeptał.
   - Dobranoc – odmruknęłam.
   Zasnęłam.

________
Jak ckliwie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS.