Rozdział pisany do: A Little Piece Of Heaven - Avenged Sevenfold, Only Love Can Hurt Like This - Paloma Faith,
Zamiast z kolczykiem Christiny wyszłam z Helixem w uchu. Wzór jeszcze nie był skończony, ale obiecałam sobie, że następnym razem przyniosę mu za wszystko pieniądze. Nie będę przecież unikać swojego chłopaka, bo jakiś facet ma takie widzimisie.
Zamiast z kolczykiem Christiny wyszłam z Helixem w uchu. Wzór jeszcze nie był skończony, ale obiecałam sobie, że następnym razem przyniosę mu za wszystko pieniądze. Nie będę przecież unikać swojego chłopaka, bo jakiś facet ma takie widzimisie.
Wróciłam do domu.
Pod moim drzwiami stała Inka. Czułam, że łączy nas dziwna więź i dopiero
zaczęła się rodzić. Wpuściłam ją do siebie. Rękaw jej swetra zsunął się z
ramienia. Na bladej skórze widniały fioletowo-czerwone malinki. I na pewno nie
zrobił ich mój barman. Widząc moje
spojrzenie szybko poprawiła ubranie i usiadła na kanapie.
- Napijesz się
czegoś? – zaproponowałam. Nie doczekałam się odpowiedzi. Widocznie nie byłam
jej godna. – W takim razie ja zrobię herbaty, a ty wypijesz ją razem ze mną.
Dalej milczała.
Postawiłam wodę na
herbatę, a za ten czas przyniosłam jeża ze swojego pokoju i położyłam Frytce na
kolanach. Zwierzątko zwinęło się na jej nogach. W kuchni woda już wrzała.
Zalałam nią torebki w dwóch zupełnie innych kubkach. Jeden podałam dziewczynie.
Wzięła go ode mnie i trzymała między swoimi zadbanymi palcami.
Ponownie schwyciłam
laptopa i umieściłam go na swoich udach. Po raz kolejny zalogowałam się na
tajnym koncie na skypie. Frytka zaczęła się trząść, więc bez uczuć rzuciłam jej
koc. Dziewczyna czym prędzej się nim okryła.
Daniel wciąż był
dostępny.
„Czy ty
kiedykolwiek wychodzisz z domu?”, napisałam
Odpowiedział prośbą
o rozmowę.
- Nie chciałem
przeoczyć twojego przybycia – oznajmił z uśmiechem.
Spojrzałam na
Frytkę. Siedziała na drugim końcu kanapy i nie wygląda na zainteresowaną tym co
się dzieje wokoło niej.
- Zadzwonię do
ciebie – poinformowałam Daniela, po czym zwróciłam się do dziewczyny. – Masz,
porób na necie to, czym zwykle się zajmujesz. – Podałam jej komputer. Z
wdzięcznością przejrzała swoją pocztę.
Wybrałam w
telefonie numer Daniela zapisany w książce kontaktowej pod jego pseudonimem.
Odebrał po pierwszym sygnale.
- Przepraszam, ale
nie jestem tu sama – zaczęłam się usprawiedliwiać.
- Jak to? – zdziwił
się, a ja byłam pewna, że jego brwi przesunęły się prawie po krawędź gęstych loków.
- Frytka jest ze
mną. Coś złego się z nią dzieje, więc nie mam sumienia jej stąd wyrzucić.
- Co jej się stało?
- Dominik się chyba
do niej dobierał.
- Czemu tak
sądzisz? Skąd ten pomysł?
- Malinka na
ramieniu, szyi i obojczyku. Prawdziwy Trójkąt Bermudzki.
Nie zareagowała na
moje słowa.
- Nawet moje słowa
jej nie ruszają, coś musi być na rzeczy.
- W takim razie
wyciągnij ją gdzieś.
Spojrzałam na nią i
powiedziałam:
- Przejdziemy się
gdzieś? Do kawiarni na przykład? Ja stawiam.
Patrzyła na mnie
jak łania czekająca na śmiertelny cios od oprawcy. Wyglądała jakby moje słowa
docierały do niej w zwolnionym tempie. Dopiero po dłuższej chwili znalazła sens
w mojej wypowiedzi. Wtedy, jakby jej oczy rozświetliły się na chwilę, lecz po
chwili powróciły.
- Dobra –
odpowiedziała, ale jej powieki opadły, jakby zasypiała.
Wstała i poszła do
swojego mieszkania, by założyć coś cieplejszego, choć był środek lata. Niedługo potem usłyszałam
pukanie do drzwi. Odłożyłam telefon na blat stolika do kawy, nie kończąc
rozmowy, pewna, że przed nimi stoi
przebrana Frytka. Pomyliłam się.
Do mieszkania
wtoczył się mężczyzna. Złapał mnie za ramiona. Uderzył o ścianę. Chwycił za
szczękę. Boleśnie wbijał swoje paznokcie w moją skórę. Wpatrywałam się w jego
rozświetlone wściekłością i obłędem oczy.
- Byłaś u niego! U tego śmiecia!
Chciałam coś
powiedzieć, ale zaciskające się na moich policzkach palce uniemożliwiały mi
ruch ustami. Miałam wrażenie, że z każdą sekundą moje kości są miażdżone coraz
bardziej.
- Zdradzasz mnie!
Latasz od jednego do drugiego! Twoje słowa o miłości są nic niewarte! – ryknął
w moją twarz.
- Diable. Proszę.
Puść – wyjęczałam jakimś cudem przez jego uściskiem.
Złapał mnie jeszcze
mocniej i uderzył głową o ścianę. Czułam jak moja czaszka protestuje za każdym
brutalnym spotkaniem z twardą ścianą. Ujrzałam mroczki przed oczami.
- Zasłużyłaś na
gnicie w ziemi tak samo jak Anna!
Ściana. Ściana.
Ściana. Ściana za mną była wszystkim o czym mogłam myśleć. Była jedyną rzeczą,
która utrzymywała mój strach w ryzach i nie pozwalała mu uciec, a mi kazała się
utrzymywać na powierzchni.
- Zabiję cię.
Stwierdził jak
gdyby codziennie przemawiał do wszystkich w taki sposób. Jakby nie była to dla
niego żadna nowość. Jakby się już do tego przyzwyczaił.
- Zabiję cię! Zabiję!
Zabiję cię! Powinnaś umrzeć! Zasłużyłaś na śmierć! Zabiję cię.
- Diable, proszę.
Uderzył moją głową
ponownie. Był jak w transie. Moje myśli zaczęły się kręcić i nie chciały
przestać. Z kolejnymi chwilami coraz bardziej czułam się jak na karuzeli.
Karuzeli bólu i otępienia. Nie rozumiałam, o co chodzi Diabłu i czemu tak się
wściekał. Pragnęłam tylko by się uspokoił i pozwolił nam pogadać spokojnie. Bez
paraliżu. A to był dopiero początek.
Wtedy dostrzegł mój
nowy kolczyk, wciąż otoczony opuchniętą skórą ucha. Jeszcze nigdy nie widziałam tak ogarniętego przez furię człowieka.
- Kto ci go
zrobił?! Kto cię dotykał oprócz mnie?! – Jego oczy po chwili zabłysły jeszcze
bardziej. - Pozwoliłaś by cię dotknął.
Więcej! Pewnie mu nawet za to zapłaciłaś.
- Diable, to nie tak… - nie zdążyłam
dokończyć, gdyż moje gardło opuścił piskliwy okrzyk bólu i chorobliwego
cierpienia.
On złapał za
kolczyk i pociągnął z całej siły. Czułam jak wrażliwa skóra naprężała się pod
naporem kolczyka z nierdzewnej stali. Mimo własnego pisku słyszałam, jak
pękała. Wszystko zaczęło wirować, włącznie z sączącą się ze świeżej rany krwią.
Nie mogłam pojąć obezwładniającego bólu. Nie ciała, a swojego serca. Diabeł mi
nie ufał, był pewny swojej racji. Ta świadomość raniła nawet bardziej niż
głębokie cięcie ostrego noża.
Zostałam puszczona
przez jego ręce. Osunęłam się na podłogę z szeroko otwartymi oczami. Paląca
wrzątkiem ciesz ściekała z mojego ucha w uspakajającym tempie. Sunęła powoli
wzdłuż szczęki, posiniaczonej szyi i obdrapanego dekoltu.
Dalej stał nade mną
z ogniem w swoich cienkich tęczówkach z kawałkiem metalu zgniecionym między
rdzawo-czerwonymi palcami. Zabrał mi go przemocą tak samo, jak poczucie własnej
wartości i pewności siebie.
Z jego usta
wydostało się jedno niecenzuralne słowo. Określił mnie w ten sposób. Oznaczył.
Napiętnował.
On nadał mi nową
nazwę, ja zostawiłam go bezimiennego.
Dałam się ponieść
krainie słodkiego nieistnienia.
Niestety nie na
długo.
- Coś ty jej
zrobił?! – Wraz z tym okrzykiem powróciła świadomość własnego ciała i umysłu.
- To, na co
zasłużyła – czyjś głos był zimny i nieprzerwany jak stal. – Tak samo jak tamta
dziwka.
- Ona jest zupełnie
inna, idioto! Jest inna! Lepsza!
Czyjeś wściekłe
zawodzenia wdzierało się do mojego uśpionego mózgu.
- Zamilcz.
Wszystkie nie jesteś warte nawet najmniejszego spojrzenia – przemawiał Diabeł.
Usłyszałam płaski
dźwięk uderzenia w twarz. Podobny do tego, którym Diabeł był częstowany przez
punka z salonu. Ale tym razem byłam zdecydowanie bardziej nimi przejęta.
Wydawały mi się bliższe. Jakby każdy cios był skierowany prosto we mnie.
Dlatego moje powieki uniosły się nieznacznie. Zobaczyłam jak Diabeł pchał bladą
Frytkę na ścianę.
- Ty mała… - nie
dokończył. Po prostu pozwalał by jego zaciśnięta pięść mordowała jej brzuch.
Ręka zagłębiała się w napiętych mięśniach. I znowu, znowu, znowu. Czułam jak
dziewczyna wciąga powietrze. Zadawał jej cios za ciosem, nie zwracając uwagi na
to, jak bardzo zginała się wpół. Widziałam jak zaciskałam wargi. Jak źrenice
powiększały się z każdym zetknięciem dłoni
z żołądkiem. Musiałam to przerwać. Musiałam.
Kiedy on wpadał w
coraz większy szał, ja starałam się unieść. Był to bardzo męczący proces. Jego
kolano włączyło się do walki. Moje dłonie wspinały się wzdłuż ściany. Paznokcie
zagłębiały w kruchym tynku, niepozwalającym mi utrzymać równowagi. Ale nie
poddałam się, tylko pięłam dalej ku górze. W końcu stanęłam na własnych,
chwiejnych nogach. Razem z drżącym oddechem moje usta opuściły litery
składające się w jedno błaganie:
- Dość – wyszeptałam.
Odgłos pękającego
żołądka wciąż do mnie docierał.
- Dość –
powtórzyłam trochę mocniej. Żadnej reakcji. – Dość! – Zawyłam.
Odwrócił się do
mnie. Zostawił Frytkę na ziemi. Furia rozbłyskała z każdym jego twardym
krokiem. Stanął przede mną. Bez uprzedzenia jego otwarta dłoń spoliczkowała bok
mojej twarzy. Prąd bólu i upokorzenia przeszył całe moje ciało. Zagnieździł się
za tynkiem pod paznokciami, między warkoczykami, a szczególnie w czerwieniącym
śladzie po jego ręce. Tego było dla mnie zbyt wiele. Wszystko stało się
kłamstwem, załamaną rzeczywistością, a moja naiwność była oszukującym lustrem.
On wcale nic do mnie nie czuł. Nic, byłam tylko kolejną zabawką w objęciach
psychopaty. Czekał tylko, aż zgarnie wszystko, co bezcenne, żeby mnie
zniszczyć, a ja mu na to pozwalałam. Więcej. Sama się o to prosiłam.
Zapragnęłam zabrać
mu wszystko, co on zabrał mi jednym uderzeniem. Chciałam oddać mu cios jaki mi
zadał, ale łzy i karuzela w głowie oraz szum w uszach mi na to nie pozwoliły.
Chybiłam. Nawet lekko go nie musnęłam. Nie mogłam. Nie byłam w stanie. Byłam
słaba.
- Wynoś się stąd!
Wynoś z mojego życia! Nienawidzę cię, słyszysz?! Nienawidzę! – wykrzyczałam
przez krwawe łzy.
________
Przepraszam, że rozdział jest wstawiany dopiero dziś, ale miała problemy z internetem, bo jakżeby inaczej.
________
Przepraszam, że rozdział jest wstawiany dopiero dziś, ale miała problemy z internetem, bo jakżeby inaczej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz