poniedziałek, 8 czerwca 2015

~ 06 ~

Rozdział pisany do: A Little Piece Of Heaven - Avenged Sevenfold,  Only Love Can Hurt Like This - Paloma Faith,

   Zamiast z kolczykiem Christiny wyszłam z Helixem w uchu. Wzór jeszcze nie był skończony, ale obiecałam sobie, że następnym razem przyniosę mu za wszystko pieniądze. Nie będę przecież unikać swojego chłopaka, bo jakiś facet ma takie widzimisie.
   Wróciłam do domu. Pod moim drzwiami stała Inka. Czułam, że łączy nas dziwna więź i dopiero zaczęła się rodzić. Wpuściłam ją do siebie. Rękaw jej swetra zsunął się z ramienia. Na bladej skórze widniały fioletowo-czerwone malinki. I na pewno nie zrobił ich mój barman.  Widząc moje spojrzenie szybko poprawiła ubranie i usiadła na kanapie.
   - Napijesz się czegoś? – zaproponowałam. Nie doczekałam się odpowiedzi. Widocznie nie byłam jej godna. – W takim razie ja zrobię herbaty, a ty wypijesz ją razem ze mną.
   Dalej milczała.
   Postawiłam wodę na herbatę, a za ten czas przyniosłam jeża ze swojego pokoju i położyłam Frytce na kolanach. Zwierzątko zwinęło się na jej nogach. W kuchni woda już wrzała. Zalałam nią torebki w dwóch zupełnie innych kubkach. Jeden podałam dziewczynie. Wzięła go ode mnie i trzymała między swoimi zadbanymi palcami.
   Ponownie schwyciłam laptopa i umieściłam go na swoich udach. Po raz kolejny zalogowałam się na tajnym koncie na skypie. Frytka zaczęła się trząść, więc bez uczuć rzuciłam jej koc. Dziewczyna czym prędzej się nim okryła.
   Daniel wciąż był dostępny.
   „Czy ty kiedykolwiek wychodzisz z domu?”, napisałam
   Odpowiedział prośbą o rozmowę.
   - Nie chciałem przeoczyć twojego przybycia – oznajmił z uśmiechem.
   Spojrzałam na Frytkę. Siedziała na drugim końcu kanapy i nie wygląda na zainteresowaną tym co się dzieje wokoło niej.
   - Zadzwonię do ciebie – poinformowałam Daniela, po czym zwróciłam się do dziewczyny. – Masz, porób na necie to, czym zwykle się zajmujesz. – Podałam jej komputer. Z wdzięcznością przejrzała swoją pocztę.
   Wybrałam w telefonie numer Daniela zapisany w książce kontaktowej pod jego pseudonimem. Odebrał po pierwszym sygnale.
   - Przepraszam, ale nie jestem tu sama – zaczęłam się usprawiedliwiać.
   - Jak to? – zdziwił się, a ja byłam pewna, że jego brwi przesunęły się prawie po krawędź gęstych loków.
   - Frytka jest ze mną. Coś złego się z nią dzieje, więc nie mam sumienia jej stąd wyrzucić.
   - Co jej się stało?
   - Dominik się chyba do niej dobierał.
   - Czemu tak sądzisz? Skąd ten pomysł?
   - Malinka na ramieniu, szyi i obojczyku. Prawdziwy Trójkąt Bermudzki.
   Nie zareagowała na moje słowa.
   - Nawet moje słowa jej nie ruszają, coś musi być na rzeczy.
   - W takim razie wyciągnij ją gdzieś.
   Spojrzałam na nią i powiedziałam:
   - Przejdziemy się gdzieś? Do kawiarni na przykład? Ja stawiam.
   Patrzyła na mnie jak łania czekająca na śmiertelny cios od oprawcy. Wyglądała jakby moje słowa docierały do niej w zwolnionym tempie. Dopiero po dłuższej chwili znalazła sens w mojej wypowiedzi. Wtedy, jakby jej oczy rozświetliły się na chwilę, lecz po chwili powróciły.
   - Dobra – odpowiedziała, ale jej powieki opadły, jakby zasypiała.
   Wstała i poszła do swojego mieszkania, by założyć coś cieplejszego, choć był środek lata. Niedługo potem usłyszałam pukanie do drzwi. Odłożyłam telefon na blat stolika do kawy, nie kończąc rozmowy, pewna, że przed nimi stoi  przebrana Frytka. Pomyliłam się.
   Do mieszkania wtoczył się mężczyzna. Złapał mnie za ramiona. Uderzył o ścianę. Chwycił za szczękę. Boleśnie wbijał swoje paznokcie w moją skórę. Wpatrywałam się w jego rozświetlone wściekłością i obłędem oczy.


   - Byłaś u niego! U tego śmiecia!
   Chciałam coś powiedzieć, ale zaciskające się na moich policzkach palce uniemożliwiały mi ruch ustami. Miałam wrażenie, że z każdą sekundą moje kości są miażdżone coraz bardziej.
   - Zdradzasz mnie! Latasz od jednego do drugiego! Twoje słowa o miłości są nic niewarte! – ryknął w moją twarz.
   - Diable. Proszę. Puść – wyjęczałam jakimś cudem przez jego uściskiem.
   Złapał mnie jeszcze mocniej i uderzył głową o ścianę. Czułam jak moja czaszka protestuje za każdym brutalnym spotkaniem z twardą ścianą. Ujrzałam mroczki przed oczami.
   - Zasłużyłaś na gnicie w ziemi tak samo jak Anna!
   Ściana. Ściana. Ściana. Ściana za mną była wszystkim o czym mogłam myśleć. Była jedyną rzeczą, która utrzymywała mój strach w ryzach i nie pozwalała mu uciec, a mi kazała się utrzymywać na powierzchni.
   - Zabiję cię.
   Stwierdził jak gdyby codziennie przemawiał do wszystkich w taki sposób. Jakby nie była to dla niego żadna nowość. Jakby się już do tego przyzwyczaił.
   - Zabiję cię! Zabiję! Zabiję cię! Powinnaś umrzeć! Zasłużyłaś na śmierć! Zabiję cię.
   - Diable, proszę.
   Uderzył moją głową ponownie. Był jak w transie. Moje myśli zaczęły się kręcić i nie chciały przestać. Z kolejnymi chwilami coraz bardziej czułam się jak na karuzeli. Karuzeli bólu i otępienia. Nie rozumiałam, o co chodzi Diabłu i czemu tak się wściekał. Pragnęłam tylko by się uspokoił i pozwolił nam pogadać spokojnie. Bez paraliżu. A to był dopiero początek.
   Wtedy dostrzegł mój nowy kolczyk, wciąż otoczony opuchniętą skórą ucha. Jeszcze nigdy nie widziałam tak ogarniętego przez furię człowieka.
   - Kto ci go zrobił?! Kto cię dotykał oprócz mnie?! – Jego oczy po chwili zabłysły jeszcze bardziej. - Pozwoliłaś by cię dotknął. Więcej! Pewnie mu nawet za to zapłaciłaś.
   - Diable, to nie tak… - nie zdążyłam dokończyć, gdyż moje gardło opuścił piskliwy okrzyk bólu i chorobliwego cierpienia.
    On złapał za kolczyk i pociągnął z całej siły. Czułam jak wrażliwa skóra naprężała się pod naporem kolczyka z nierdzewnej stali. Mimo własnego pisku słyszałam, jak pękała. Wszystko zaczęło wirować, włącznie z sączącą się ze świeżej rany krwią. Nie mogłam pojąć obezwładniającego bólu. Nie ciała, a swojego serca. Diabeł mi nie ufał, był pewny swojej racji. Ta świadomość raniła nawet bardziej niż głębokie cięcie ostrego noża.
   Zostałam puszczona przez jego ręce. Osunęłam się na podłogę z szeroko otwartymi oczami. Paląca wrzątkiem ciesz ściekała z mojego ucha w uspakajającym tempie. Sunęła powoli wzdłuż szczęki, posiniaczonej szyi i obdrapanego dekoltu.
   Dalej stał nade mną z ogniem w swoich cienkich tęczówkach z kawałkiem metalu zgniecionym między rdzawo-czerwonymi palcami. Zabrał mi go przemocą tak samo, jak poczucie własnej wartości i pewności siebie.
   Z jego usta wydostało się jedno niecenzuralne słowo. Określił mnie w ten sposób. Oznaczył. Napiętnował.
   On nadał mi nową nazwę, ja zostawiłam go bezimiennego.
   Dałam się ponieść krainie słodkiego nieistnienia. 


   Niestety nie na długo.
   - Coś ty jej zrobił?! – Wraz z tym okrzykiem powróciła świadomość własnego ciała i umysłu.
   - To, na co zasłużyła – czyjś głos był zimny i nieprzerwany jak stal. – Tak samo jak tamta dziwka.
   - Ona jest zupełnie inna, idioto! Jest inna! Lepsza!
   Czyjeś wściekłe zawodzenia wdzierało się do mojego uśpionego mózgu.
   - Zamilcz. Wszystkie nie jesteś warte nawet najmniejszego spojrzenia – przemawiał Diabeł.
   Usłyszałam płaski dźwięk uderzenia w twarz. Podobny do tego, którym Diabeł był częstowany przez punka z salonu. Ale tym razem byłam zdecydowanie bardziej nimi przejęta. Wydawały mi się bliższe. Jakby każdy cios był skierowany prosto we mnie. Dlatego moje powieki uniosły się nieznacznie. Zobaczyłam jak Diabeł pchał bladą Frytkę na ścianę.
   - Ty mała… - nie dokończył. Po prostu pozwalał by jego zaciśnięta pięść mordowała jej brzuch. Ręka zagłębiała się w napiętych mięśniach. I znowu, znowu, znowu. Czułam jak dziewczyna wciąga powietrze. Zadawał jej cios za ciosem, nie zwracając uwagi na to, jak bardzo zginała się wpół. Widziałam jak zaciskałam wargi. Jak źrenice powiększały się z każdym zetknięciem dłoni  z żołądkiem. Musiałam to przerwać. Musiałam.
   Kiedy on wpadał w coraz większy szał, ja starałam się unieść. Był to bardzo męczący proces. Jego kolano włączyło się do walki. Moje dłonie wspinały się wzdłuż ściany. Paznokcie zagłębiały w kruchym tynku, niepozwalającym mi utrzymać równowagi. Ale nie poddałam się, tylko pięłam dalej ku górze. W końcu stanęłam na własnych, chwiejnych nogach. Razem z drżącym oddechem moje usta opuściły litery składające się w jedno błaganie:
   - Dość – wyszeptałam.
   Odgłos pękającego żołądka wciąż do mnie docierał.
   - Dość – powtórzyłam trochę mocniej. Żadnej reakcji. – Dość! – Zawyłam.
   Odwrócił się do mnie. Zostawił Frytkę na ziemi. Furia rozbłyskała z każdym jego twardym krokiem. Stanął przede mną. Bez uprzedzenia jego otwarta dłoń spoliczkowała bok mojej twarzy. Prąd bólu i upokorzenia przeszył całe moje ciało. Zagnieździł się za tynkiem pod paznokciami, między warkoczykami, a szczególnie w czerwieniącym śladzie po jego ręce. Tego było dla mnie zbyt wiele. Wszystko stało się kłamstwem, załamaną rzeczywistością, a moja naiwność była oszukującym lustrem. On wcale nic do mnie nie czuł. Nic, byłam tylko kolejną zabawką w objęciach psychopaty. Czekał tylko, aż zgarnie wszystko, co bezcenne, żeby mnie zniszczyć, a ja mu na to pozwalałam. Więcej. Sama się o to prosiłam.
   Zapragnęłam zabrać mu wszystko, co on zabrał mi jednym uderzeniem. Chciałam oddać mu cios jaki mi zadał, ale łzy i karuzela w głowie oraz szum w uszach mi na to nie pozwoliły. Chybiłam. Nawet lekko go nie musnęłam. Nie mogłam. Nie byłam w stanie. Byłam słaba.
   - Wynoś się stąd! Wynoś z mojego życia! Nienawidzę cię, słyszysz?! Nienawidzę! – wykrzyczałam przez krwawe łzy.


________
Przepraszam, że rozdział jest wstawiany dopiero dziś, ale miała problemy z internetem, bo jakżeby inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WS.