Ostrzeżenie.
Nie jestem pewna czy jest potrzebne, ale na wszelki wypadek je zamieszczam. Więc ostrzegam, jeżeli na kogoś nadmiar romantyzmu lub słowo sutek wpływa negatywnie albo nie ma ochoty na czytanie takich rzeczy.
27 lipca,
poniedziałek
Spędziłam u Daniela
już ponad trzy tygodnie. Minęły mi beztrosko. Nikt do mnie nie dzwonił, poza
matką, która się o mnie „martwiła” choć tak naprawdę zapomniała o tym, że ma
córkę.
Raz poszłam z
Motylkiem do kina. Wybraliśmy jakiś beznadziejny film akcji. Gdybym poszła tam
z Diabłem, nie spróbowałabym się nawet uśmiechnąć. Za to Daniel cudownie
parodiował zachowanie głównego bohatera i jego dziewczyny w opałach. Nawet
energicznie gestykulując nie puszczał mojej dłoni. Całe szczęście poza nami na sali było jeszcze tylko kilka osób, również niezainteresowanych fabułą filmu.
Inaczej zostalibyśmy wyproszeni z sali.
Innym razem zabrał
mnie nad jezioro. Wybraliśmy sobie miejsce na uboczu, gdzie nie było żywej
duszy. Rozłożyliśmy się na jednym kocu i wylegiwaliśmy na słońcu.
Leżąc obok niego
tak, że nasze ciała dotykały się na całej długości i miałam na niego idealny
widok. Na płaski brzuch, wystające kości miednicy, chude nogi i cudownie opięte
przez skórę obojczyki. Był fascynujący. Tak okropnie fascynujący.
- Jesteś piękny –
wyszeptałam jednocześnie dotykając jego klatki piersiowej. Poczułam jak pod
muśnięciami moich palców napinają się jego nieliczne mięśnie. Spojrzałam mu w
oczy – lśniły. - Jesteś taki piękny –
powtórzyłam, jeszcze ciszej.
Oparł swoją ciepłą
dłoń na mojej rozgrzanej słońcem dłoni.
- To ty jesteś
cudowna.
Myślałam, że
żartuje, lecz jego twarz była ściągnięta powagą. Przysunęłam się do niego
jeszcze bliżej, oparłam głowę na jego piersi. Przysłuchiwałam się jego miarowo
bijącemu sercu, jednocześnie delikatnie wysuwając swoją rękę spod jego.
Zaczęłam gładzić zapadnięty brzuch. Podziwiałam swoje dzieło: przyspieszony
oddech, nierówne bicie serca, skurcze poszczególnych mięśni. Wydawał się teraz
tak bardzo kruchy. Aż do momentu, w którym wciągnął mnie na siebie. Opierałam
się dłońmi o jego szeroką pierś. Wpatrywałam się oczy. Głębokie, błękitne oczy,
przypominające mi bezkresne niebo zwieńczone nad naszymi głowami.
Delikatnie gładził mnie po plecach. Góra. Dół. Niespiesznie, przyprawiając mnie
o gęsią skórkę oraz przyjemne dreszcze, rozchodzące się od koniuszków jego
palców po opuszki moich. Spojrzał mi w oczy.
- Chyba jestem w
tobie zako…- zaczął.
- Nie.
Przykryłam jego
usta swoimi. Nie protestował. Przycisnęłam swoje nagrzane ciało do Daniela.
Przestałam być niepewną dziewczynką. Widziałam czego chcę.
Gdy wróciliśmy z
nad jeziora byliśmy cali spoceni od cudownego, a jednak męczącego, słońca.
Czułam, jak cała się lepię. Okropność. Dogadałam się z Danielem, że on pierwszy
pójdzie pod prysznic, a za ten czas ja będę mogła pobuszować w lodówce i
znaleźć coś chłodnego do picia. Usłyszałam dźwięk odkręcanej pod prysznicem
wody w momencie, w którym zalewałam świeżo umyte szklanki zimnym sokiem
pomarańczowym. Niedługo potem usłyszałam, jak chłopak mnie woła.
Niepewnie wsunęłam
głowę za drzwi.
- Coś się stało? –
spytałam.
- Nie, po prostu
już skończyłem. Nie musisz czekać, aż wyjdę.
- Och, dzięki.
Weszłam do
pomieszczenia i zamknęłam za sobą drzwi. Odwróciłam się plecami do Motylka po
czym zaczęłam zrzucać z siebie przepocone ubrania. Dopiero, kiedy stałam w
samych majtkach uświadomiłam sobie, że to Daniel. Daniel jest mężczyzną. Nie
powinien widzieć mnie nagiej. Zakryłam ręką piersi i szybko weszłam, wręcz
wpadłam, pod prysznic. Gdy już byłam pewna, że Motylek mnie nie widzi zdjęłam
dół od stroju kąpielowego i zarzuciłam na słuchawkę prysznicową.
Przyjemnie zimna
woda zaczęła spływać po moim rozpalonym ciele. Szybko przemyłam najbardziej
spocone miejsca, umyłam warkoczyki pokryte plażowym piaskiem, a następnie
ponownie rozkoszowałam się zimną wodą. Ponownie założyłam na siebie dolną część
bikini, jak skończyłam się myć. Po wyjściu spod prysznica chwyciłam za
najbliższy ręcznik i przewiązałam się nim. Podniosłam głowę i zobaczyłam
Daniela. Miał już na sobie szare spodnie od dresu, ale to jego plecy przykuły
moją uwagę. Susząc włosy nie mógł słyszeć, że już wyszłam.
Jego skóra była
cała poznaczona w bliznach. Grubych i długich. Niektóre były wypukłe inne nie.
Jedne ciemne, a pozostałe blade. Wokół poniektórych znaczyły się lekkie
zaróżowienia. Nie było ani jednego kawałka skóry bez chociażby jednej blizny.
Splatały się w przeróżne wzory i kombinacje. Jakim cudem ich nie zauważyłam?
Przynajmniej na plaży? W końcu był wtedy bez koszulki. Ale za to cały czas
leżał na plecach, przypomniałam sobie.
Chłopak odwrócił
się w moją stronę, kiedy moja wciąż mokra stopa padła na kafelki podłogowe
wydając plaskający dźwięk. Jego mina była przerażona. Widocznie nie chciał bym
wiedziała. Podeszłam do niego, natomiast on przycisnął się plecami do umywalki.
- Co to jest? –
spytałam.
- Nie wiem o czym
mówisz.
Przez chwile miałam
wrażenie, że to wszystko nie jest prawdziwe, że to sobie wyobraziłam. Lecz wtedy spojrzałam w lustro
nad umywalką. Blizny były idealnie widoczne.
- Twoje plecy. Nie
kłam – powiedziałam twardo. – Skąd się to wszystko wzięło?
Zaciskał usta w
cienką kreskę, jakby próbował się nie rozpłakać. Po chwili jednak zaciskał
mocno szczęki, by powstrzymać się do uderzenia w cokolwiek zaciśniętą pięścią.
Ja natomiast byłam pochłonięta wpatrywaniem się w gładką taflę lustra.
Widziałam, że toczy wewnętrzną walkę.
Podeszłam do niego jeszcze bliżej. Delikatnie ujęłam
jego przedramię i pociągnęłam za sobą. W jego oczach odbijały się wszystkie
tłoczące się w nim emocje. Co chwila spoglądałam za siebie, żeby kontrolować wyraz
jego twarzy. Był zdezorientowany. Skierowałam nas do jego pokoju. Pchnęłam
lekko w stronę łóżka.
- Połóż się –
nakazałam.
Przyglądał mi się
chwilę, lecz posłuchał i po chwili leżał na brzuchu. Patrzyłam na niego, miał
odwróconą głowę w stronę ściany, jakby nie chciał na mnie patrzeć. Zsunęłam z
siebie ręcznik, bo wiem, że tylko by mi przeszkadzał. Usiadłam okrakiem na jego
biodrach. Podniósł lekko głowę, ale szybko się poddał i opuścił ją z powrotem.
- Kto ci to zrobił?
– spytałam.
Potrząsnął tylko
głową zaprzeczając.
- Kto? – powtórzyłam
silniej.
Nabrał powietrza.
- Ojciec. – Jego
głos drżał. Był przepełniony bólem i strachem. Przeciągnęłam palcem po jednej,
zderzającej się z wystającymi wyrostkami kręgów jego kręgosłupa.
- Dlaczego? –
odezwałam się już łagodniej.
Dałam mu czas by mógł się zebrać w sobie. Wiedziałam, że już mi wszystko powie, nie musiałam go
dodatkowo naciskać. Po prostu chciałam dać mu czas by mógł znaleźć odpowiednie
słowa.
- Zawsze mówił, że
to dla mojego dobra. Zawsze wtedy, kiedy wracał z tych wszystkich spotkań
biznesowych. Zalany. Ledwo się trzymał na nogach. Mimo to był w stanie wyjąć pasek
ze swoich spodni i stłuc moje plecy. Bez powodu, ale dla mojego dobra. Nigdy
nie miałem jak się przed nim bronić. Ile kilkunastoletni dzieciak może zrobić
przeciwko dorosłemu facetowi. Za każdym razem, kiedy wracał do domu modliłem
się by był trzeźwy, by po prostu chciał przeczytać gazetę i pójść spać.
Słuchałam w ciszy i
gładziłam kolejne blizny.
- A co z matką?
- Bała się go. Nie
wchodziła mu w drogę. Nie chciała mu się narażać. Rozumiem ją. Wstawiony
zamieniał się w potwora. Był bezwzględny.
Starałam się je
wszystkie policzyć, ale zlewały się w jedną dawno zaschniętą ranę.
- Kiedy ostatnio? –
Chciałam być twarda dla niego i nie okazywać głosem, jak bardzo wstrząsnęła mną
cała historia.
- Kilka miesięcy
temu. Nie patrz na nie – próbował się unieść na łokciach. – Są ohydne.
Przycisnęłam go za
barki do łóżka.
- Nie mów tak, są
piękne.
Po chwili znowu się
odezwałam.
- Czy bardzo
bolało?
Nie doczekałam się
odpowiedzi. Usłyszałam za to tylko jego szloch. Po moich policzkach również
zaczęły spływać pojedyncze łzy. Patrzyłam jak jego ramiona drżą.
- Jestem takim
tchórzem, takim mięczakiem. Powinienem się mu postawić, chociażby ostatnim
razem.
- Nie mów tak.
Jesteś najdzielniejszą osobą jaką znam. Mało kto, by wytrzymał tyle, co ty.
Czemu mi o tym nie powiedziałeś?
- Nie wiedziałem
jak – wyszeptał.
Przytuliłam się do
niego. Moje nagie piersi zetknęły się z jego nierówną skórą pleców.
- Inko, czy ty… -
spytał zachrypniętym głosem.
- Ćśś – nie
pozwoliłam mu dokończyć. – Nie pozwolę by ponownie zrobił ci krzywdę. Nie
pozwolę.
Ucałowałam jedną z
ran znajdujących się najbliżej moich ust. Tę, która zajmowała całą łopatkę.
Leżeliśmy tak w
ciszy, póki nie zadzwonił mój telefon. Nie miałam zamiaru go odbierać. Mam
teraz ważniejsze rzeczy do roboty. Razem z Danielem daliśmy się wciągnąć do
krainy, w której panował Morfeusz.
Obudziłam się w
ramionach Daniela. Byłam wtulona w jego ciepły tors. Unosił się i opadał
miarowo. Palce miał wplątane między moje warkoczyki. Rozczesywał je leniwymi
ruchami. Wciągnęłam głęboko zapach jego skóry. Kojący. Przysunęłam się do
chłopaka jeszcze bliżej. Byliśmy tak blisko siebie, iż prawie tworzyliśmy
jedność. Leniwie muskałam ustami jego skórę. Pięłam się coraz wyżej i wyżej, aż
do szyi.
- Dobry wieczór
- przywitał się zachrypniętym głosem.
Zsunął swoje ręce na moje nagie plecy.
- Dobry wieczór.
Wróciłam do
przerwanej czynności. Sunęłam wargami do jego lekko rozchylonych ust.
Słyszałam, jak wciągał powietrze ze świstem. Kiedy natrafiłam na czułe miejsce
za jego uchem, wbił paznokcie w moje biodra. Drażniłam je nosem.
- Inko – wymruczał.
– Co ty robisz?
Przygryzłam skórę
na jego szyi. Dążyłam do ust, wzdłuż szczęki. Tuż przed spotkaniem naszych
warg, wyszeptałam:
- Smakuję.
Pocałowałam go,
delikatnie, niespiesznie, czule, chcąc przedłużyć tą chwilę jak najbardziej.
Chwycił moje biodra i wciągnął mnie na siebie. Zaskoczona przycisnęłam się do
jego klatki piersiowej. W końcu wciąż byłam w samym dole od bikini, a ten
skurczygnat leżał sobie w najlepsze w dresie. Oparłam swoje czoło o jego.
- Ale ja mam na
sobie tylko… - wyszeptałam niepewnie.
- Widzę – odparł
szeptem, po czym się roześmiał.
Suną rękami po mojej
nagiej skórze. Bawił się wiązanym brzegiem mojego bikini. Z premedytacją
naparłam piersiami na jego klatkę piersiową. Jeden nieznaczny gest wycisnął z
jego ust pomruk zadowolenia, który po chwili został stłumiony przez mój mocny i
głęboki pocałunek. Złapałam zębami za jego dolną wargę i pociągnęłam w swoją
stronę. Uśmiechnęłam się uradowana reakcjami jego ciała na moje działania.
Zadowolona z siebie poruszałam biodrami, nieświadoma dodatkowej rozkoszy jaką
mu zadawałam. W momencie, gdy jego delikatne dłonie stanowczo zacisnęły się na
moich pośladkach i nadawały moim biodrom kierunek, zadzwonił mój telefon.
Znieruchomieliśmy.
Uniosłam głowę, nasłuchując. Podniosłam się z Daniela, od razu zasłaniając
piersi ręką, i podążyłam do kuchni, gdzie zostawiłam swój telefon. Na
wyświetlaczu widniało jedno słowo.
Diabeł.
Cały czas
wpatrywałam się w świecący ekran, zastanawiając się czemu dzwonił.
Połączenie
nieodebrane.
Czułam bolesną
pustkę w swoim sercu.
Dzwoni Diabeł.
Pustka zamieniła
się w ciężar podobny do kakofonii perkusji i gitar.
Czekałam, aż
komórka przestanie dzwonić. Miliony myśli przelatywały przez moją głowę.
Chciałam rzucić się na urządzenie i dowiedzieć się dlaczego mój były chłopak
dzwonił. Chciałam chwycić za młotek i rozbić nim niczemu niewinny telefon. A
zamiast tego stałam i wpatrywałam się w powoli gasnący ekran. Kiedy poczułam, jak czyjeś długie i ciepłe ramiona oplatają nie w pasie, odłożyłam go na kuchenny
blat zapominając o wszystkim.
Długie palce
rysowały nieregularne szlaki na mojej skórze. Oparłam głowę o ramię Motylka,
pozwalając mu na dalsze poczynania. Niedługo później jego usta znalazły drogę
do mojej odsłoniętej szyi. Zostawiał na
niej nieliczne lekko różowe przyjemnie pieczące znaki. Podobnie jak ja
wcześniej, torował sobie drogę do moich, już czekających na niego, ust. Z
początku muskał je delikatnie, wprowadzając mnie w niedawno utracony nastrój
lekkości i błogości. Z każdą sekundą jego wargi wpijały się w moje z coraz
większą siłą. Język prosił o zgodę spotkania z moim. Nie mogłam się temu wszystkiemu oprzeć. To
było inne niż te wszystkie doświadczenia związane z Diabłem. Pozwoliłam nawet
Danielowi nieśmiało muskać moje piersi. Jego dłonie idealnie zakrywały mój nagi
biust. Zarzuciłam mu jedną rękę na szyję, a drugą przyłożyłam do dłoni
spoczywającej na moim biodrze. Zadrżałam, kiedy jego palce zaczęły drażnić
delikatną skórę wokół sutka.
Nie wytrzymałam.
Obróciłam się twarzą w jego stronę. Zatopiłam w jego ustach. Złapał mnie za
biodra i podciągnął do góry. Teraz nasze twarze były na jednakowym poziomie.
Byłam zdziwiona, że Motylek był w stanie mnie unieść. Zaniósł mnie z powrotem
do swojego pokoju i ostrożnie położył na łóżku. Ukląkł między moimi nogami.
Pochylił się nade mną i powrócił do przerwanych pocałunków. Jego ręce zdawały
się zapamiętywać każdy kawałek mojego ciała. Pieściły uda niemym dotykiem. Moje
serce podskakiwało między żebrami za każdym razem, gdy jego palce ponownie
spotykały się ze mną. Schodził ustami coraz niżej, aż do moich piersi. Muskał
je językiem. Na każdy jego ruch moje plecy wyginały się nieświadomie w łuk. Widocznie
zadowolony z mojej reakcji, przycisnął moje biodra do swoich.
Wszystko się na
chwilę zatrzymało. Poczułam na udzie jego erekcję. Nie była gotowa na kolejny
krok. To nie dla mnie. Uczucie męskiego wzwodu na swojej nodze ostudziło mnie
na tyle, bym mogła odepchnąć go za ramiona od siebie.
- Nie teraz –
powiedziałam cicho, patrząc Danielowi w oczy.
Przyglądał mi się
przez chwilę po czym pokiwał ze zrozumieniem głową. Powiedział tylko, że musi
iść na chwilę do łazienki. Za ten czas zarzuciłam na siebie jedną z jego
koszulek, którą sobie upatrzyłam i okryłam się kołdrą. Niedługo później poczułam
jak materac ugina się pod ciężarem chłopaka. Przytulił mnie mocno.
- Dobranoc, Inko –
wyszeptał, składając pocałunek na moim karku.
- Dobranoc –
odszeptałam, splatając nosze palce razem na moim brzuchu.
A może dla odmiany bonusowy rozdział? Proooooooooszę!!! Za dobrze piszesz ;-) Mogłabym to czytać godzinami, a tu tylko kilka minut na tydzień :-(
OdpowiedzUsuńZastanawiałam się nad dodatkowymi rozdziałami. Nawet poczyniłam pewne kroki. Mam przygotowanych kilka rozdziałów do przodu. Ale raczej nie byłyby to dwa rozdziały tygodniowo, a bonusowe opowiadania niezwiązane z Bez Tytułu.
UsuńCieszę się, że to, co tworzę się komuś podoba.
xoxo julia