Po tym jak za
Diabłem zamknęły się drzwi, bez słowa, spojrzenia ani oddechu pognałam do
łazienki, w której się zatrzasnęłam, kompletnie zapominając o ledwo żyjącej
Frytce. Stanęłam przed lustrem. Nie poznawałam dziewczyny stojącej przede mną.
Miała czerwoną twarz, opuchnięte oczy i zaschniętą krew na szyi i barkach.
Zapomniałam o wszelkim bólu dopóki nie chlusnęłam sobie wodą utlenioną po
otwartej ranie.
Krzyknęłam.
Opadłam.
Płakałam.
Nie mogłam
uwierzyć, że wcześniejszego wieczoru taka szczęśliwa tuliłam się do jego boku,
a kilka godzin później wyrwał mi kolczyk z ucha.
Czułam tylko pulsujące
tępym bólem ucho i policzek. Nie myślałam o niczym. Byłam pusta. Zostałam
skrzywdzona przez jedyną osobę, którą naprawdę kochałam. Nigdy nie brałam na
poważnie tych wszystkich dziewczyn załamujących się z powodu jakiegoś chłopaka.
A teraz byłam jedną z nich. I nie chciałam nikogo kto łączyłby się ze mną w
smutku, rozumiał mnie czy dawał jakieś
zmyślone rady. Słone łzy mieszały się z metaliczną krwią. Gdy krwawienie ustało
zmyłam z siebie resztki rdzawej czerwieni. Zmyłam z siebie ból. Zmyłam z siebie
Diabła.
Po wyjściu z
łazienki zobaczyłam Frytkę sprawdzającą czy wszystko w porządku z jej brzuchem.
Mogłam dojrzeć ślady po łzach wypływających spod jej zapuchniętych powiek.
Podniosła na mnie swój wzrok. Wyglądała
tak jakby się miała za chwilę przewrócić. Przygarnęłam ją do siebie.
- Jestem w ciąży z
moim bratem – wyznała tak cicho, że nie byłam pewna czy nie wyobraziłam sobie
jej słów.
Kiedy do mnie
dotarło, że jednak się nie przesłyszałam, nie zdążyłam dobiec do kuchennego
zlewu. Zwymiotowałam na podłogę.
To było okropne.
Kazirodztwo. Spazmy obrzydzenia wciąż trzęsły moim ciałem. Teraz rozumiałam
dlaczego stała pod moimi drzwiami. Chciała mi się przyznać. Szukała zrozumienia,
wsparcia lub po prostu uciekała przed Dominikiem i jego zdradzieckimi dłońmi.
Gdybym była na jej miejscu zrobiłabym tak samo.
Po uporaniu się z
bałaganem jaki zrobił mój żołądek, zerknęłam na dziewczynę. Wyglądała tak
jakbym odcięła jej wszystkie kończyny i nie pozwalała zemdleć. Miałam
nieodparte wrażenie, że czuła się winna całej sytuacji. Było widać w jej
źrenicach, że obwiniała siebie o zajście w ciążę, co było wielkim kłamstwem.
Ona nie chciała tylko by jej brat ponownie się załamał.
Podniosłam się z
klęczek. Posadziłam ją na kanapie, okryłam kocem i otuliłam własnymi ramionami.
- Ja… Ja nie mogę
przestać, on widzi ją we mnie, on ją tak mocno kocha. To już nie jest normalne.
To jakaś choroba. Nie potrafię tego zatrzymać, nie chcę go zranić jak oni
wszyscy – łkała w mój rękaw.
- Cieszysz się? –
zapytałam cicho, bojąc się, że każdy najmniejszy hałas ją przerazi jeszcze
bardziej.
W odpowiedzi
zaczęła tylko szaleńczo kręcić głową.
- Cichutko –
uspokajałam ją. – Będzie dobrze – starałam się bardziej przekonać siebie, niż
ją.
Zaczęłam składać
swoje ubrania. Kilka par majtek, skarpetek i biustonoszy. Wepchnęłam wszystko
do pojemnej torby podróżnej. Zmieścił się w niej jeszcze dół od dresu, spodnie
i dużo koszulek. Bluzy, swetry i szalik. Torbę i jej zawartość postawiłam w
przedpokoju.
- Co robisz? –
usłyszałam głos Frytki. Widocznie już się obudziła.
- Pakuję się –
mruknęłam, wkładając jednocześnie laptop z ładowarką do bocznej kieszeni.
- Pomogę ci.
- Dziękuję.
Patrzyłam na nią z
niekrytą wdzięcznością. Chciałam się stąd wynieść jak najszybciej. Nie
wiedziałam kiedy wpadnę na Diabła, Dantego czy Dominika. Nie wiedziałam jakbym
się zachowała przy spotkaniu z każdym z nich. Myślę, że wszystkich najchętniej
bym udusiła wzrokiem. Zaczęłam zbierać potrzebne rzeczy do zabrania ze sobą
jeża, ale przeszkodziła mi w tym Frytka.
- Ja się nim zajmę.
Chyba nie będziesz podróżować z klatką.
- Dziękuję.
- Powtarzasz się.
W pociągu
przesiedziałam około pięciu godzin. Czas upływał mi na rozmyślaniach.
Najbardziej mnie zastanawiało skąd Diabeł wiedział o moim spotkaniu z punkiem.
Pewnie mnie śledził. Teraz wiedziałam, że była to jedna z tych rzeczy, do
których na pewno był zdolny. Ból uderzonego policzka ciągle wyciskał łzy z
moich zaczerwienionych oczu.
Nigdy mnie nie
uderzył. Nigdy. Jedynie dusił drapał i gryzł. Uderzenie. Ono sprawiło, że
gorycz jaka mnie wypełniała, przestała się we mnie mieścić. Moje serce
przestało znajdować dla niej miejsca, by upchnąć ją niepostrzeżenie.
Zastanawiałam się czy ten cios został zadany przez niego, czy może jego
zazdrość. Nie potrafiłam zatrzymać potoku słów, które się ze mnie wylewały bez
żadnych zahamowań. Całe szczęście byłam sama w przedziale.
Wysłałam mamie
wiadomość, że jest jakiś koncert w Warszawie, na którym musiałam koniecznie być
i przy okazji odwiedzę jakąś nieistniejącą koleżankę. Odpisała wieczorem.
Powiedziała, że mogę zostać do końca miesiąca i dłużej, jeśli zechcę.
Chciałam.
Niełatwo było
przeoczyć Daniela. Przewyższającego każdego, co najmniej o głowę. Chudego. Z
pięknymi zapadającymi się oczami. Nikt nie potrafił przejść koło niego
obojętnie. Podeszłam do niego z przyklejonym sztucznym uśmiechem. Nie zdążyłam
wydać z siebie słowa, a on już trzymał mnie w swoich objęciach.
- O Boże, jak
dobrze. Nic ci nie jest. Jesteś cała i zdrowa. Nic ci nie jest – powtarzał w
kółko.
- Cześć, Motylku –
powiedziałam załamującym się głosem.
Nie sprostował
moich słów, tylko chwycił moje torby i wyprowadził z tej cuchnącej szczynami przeszłości.
Daniel mieszkał na
obrzeżach zadymionego miasta. Jego rodzice kupili domek jednorodzinny ponad przeciętnych rozmiarów – rzadko w nim jednak przebywali. Pewnie dlatego nie
mieli pojęcia w jak okropne sidła choroby wpadał ich syn.
- Dziś możesz spać
w moim pokoju, o ile ci to nie przeszkadza – powiedział, otworzywszy drzwi
frontowe.
Mieszkanie, mimo
przytulnego wystroju, wydawało się puste. To chyba z powodu obecności jedynie
Daniela. Chłopak wskazał mi salon. Usiadłam sztywno w fotelu.
- Zjesz coś? Jakąś
kolację? Jest już późno – spojrzał wymownie na okno.
Faktycznie. Zaczęło
się robić ciemno. Nie mogłam uwierzyć, że ten okropny dzień zaczynał dobiegać
swojego schyłku, a ja miałam oczekiwać w napięciu na wydarzenia następnego.
- Nie jestem
głodna. Może innym razem – odmówiłam grzecznie.
- Inko, musisz
jeść. – Patrzyłam jak jego brwi marszczyły się w wyrazie zatroskania.
- Tak samo, jak ty
– odcięłam i zapaliłam papierosa.
Daniel usiadł w
fotelu naprzeciwko mnie, ja natomiast podciągnęłam kolana pod brodę. Starałam
się nie zamarznąć, pomimo gorącego lata zamkniętego w ścianach domu. Za dnia
nagrzany słonecznym światłem, oddawał swoje ciepło lokatorom nocą.
- Możesz mi
powiedzieć, co się stało? Rano jeszcze mówiłaś, że nie chcesz uciekać, a teraz…
A teraz jesteś tu – zapytał, zapadając się jeszcze głębiej w fotelu. Jego luźno
wiszące na biodrach spodnie zsunęły się jeszcze bardziej. Podziwiałam jego
idealnie wyrzeźbione rysy całego ciała. Strzepnęłam odrobinę popiołu do
przepełnionej już popielniczki leżącej nieopodal mojej ręki.
- Jak ci się nie
podoba, to sobie pójdę – warknęłam.
- Nie o to chodzi.
- Więc o co?! –
splunęłam ostrym tonem głosu. Zbyt ostrym. A co najdziwniejsze jego oczy
złagodniały.
- Co on ci takiego
zrobił, Inko?
- Uderzył –
powiedziałam beznamiętnie. – Tyle wystarczyło bym pragnęła od niego odejść.
Patrzyłam jak
wolnym ruchem przesuwa dłonią po twarzy. Najpierw ukazało się jego czoło. Gęste
brwi, cudownie migdałowe oczy, prosty nos, cienkie usta. Nie mogłam przestać
się w nie wpatrywać. Zachwycałam się nim. I wtedy wypowiedział mimo wszystko
bolesne dla mnie słowa:
- Jak mogłaś
zakochać się w takim potworze.
- Nie mów tak, nie
masz do tego najmniejszego prawa! Poniosło go trochę. Nigdy by mnie nie
uderzył. Udusił, owszem, ale nie podniósłby na mnie ręki.
Przypatrywał mi się
sceptycznie.
- Cały czas go bronisz. Wierzysz chociaż w to co mówisz?
- Zabiłby mnie bez
problemu.
Z jego twarzy
mogłam czytać jak z otwartej księgi. Nie rozumiał tego. Nie rozumiał o czym
mówiłam. Czemu pozwalałam się traktować, niczym antystresowa zabawka. Nie
potrafił tego pojąć. Nie wiedział, co się kryło w mojej głowie. Sama tego nie
wiedziałam, ale przestałam z tym walczyć. Pogodziłam się z tym, że pragnę być
pod czyjąś ścisłą kontrolą, że chcę być karana za nieposłuszeństwo, że
potrzebuję kogoś, kto będzie się mną opiekował. Kogoś kto stanie w mojej
obronie, gdy zajdzie taka potrzeba. I taki właśnie był Diabeł.
- Przynajmniej
jesteś tego świadoma – odrzekł w końcu, po czym wstał zrezygnowany i poszedł do
kuchni. Zgasiłam niedopalonego papierosa.
- Pokażesz mi gdzie
jest twój pokój?
Pokiwał w
odpowiedzi głową. Szłam za nim korytarzem. Otworzył przede mną drzwi. Moim
zmęczonym oczom ukazało się granatowe pomieszczenie z jednoosobowym łóżkiem,
starym biurkiem i szafą zagraconą książkami, papierami oraz nieposkładanymi
ubraniami. Ponad niezasłanym łóżkiem na parapecie walały się świeczki i zapałki
posklejane zastygłym już woskiem. Podłoga zasłana była pogniecionymi papierami.
- Całkiem ładnie. –
Odetchnęłam głęboko. – Ładnie pachnie. Tak… tobą – powiedziałam wchodząc do
środka. Milczał. Odwróciłam się w jego stronę. Jego wystające kości policzkowe
zasłane były czerwieniącym się rumieńcem.
- To tak, jakbyś powiedziała, że ładnie pachnę
– wyjąkał. Słyszałam jak jego język się plącze.
- Bo tak jest. – Na
moje słowa zaczerwienił się jeszcze bardziej. – Wiesz czym jest prysznic i
używasz naprawdę świetnych perfum.
Dla podkreślenia
swoich słów powąchałam powietrze wokół siebie. Staliśmy w niezręcznej ciszy.
Myślałam, że Daniel sam się zorientuje, że ma wyjść. W końcu jednak do mnie
dotarło, że raczej sam na to nie wpadnie.
- Mógłbyś się
odwrócić? Chciałabym się przebrać, wciąż śmierdzę pociągiem.
Patrzył na mnie
przez chwilę, jakby się nad czymś zastanawiał.
- Powiedzieć coś
takiego facetowi, to jak zabronić dziecku patrzeć na wystawę ze słodyczami –
mruknął na odchodne.
Otworzyłam torbę.
Wyjęłam z niej o wiele za dużą, czarną bluzę z wyszywanym chińskim smokiem.
Chwyciłam ją pod pachę i wystawiłam głowę za drzwi.
- Masz tu może
jakąś łazienkę? – zawołałam w głąb korytarza.
- Obok kuchni.
Podążyłam za
głosem. Stał przy kuchence i czekał, aż woda się zagotuje. Wskazał łazienkowe
drzwi znajdujące się obok lodówki jednocześnie zalewając kubki wrzątkiem. Po
całym pomieszczeniu rozlał się gęsty i mocny zapach kawy. Zamknęłam się w
łazience. Wskoczyłam pod prysznic. Rozkoszowałam się gorącem wody, która w
niezastąpiony sposób rozluźniała moje napięte od godzin mięśnie. Razem z
rozwiązującymi się supłami tkanek otworzyła się blokada gruczołów łzowych. Nie
potrafiłam łkać, nie miałam na to siły ani ochoty. Po prostu pozwoliłam łzom
płynąć i znikać w odpływie razem ze swoimi myślami. W taki sposób oczyszczona
sięgnęłam po jeden z zachęcająco wyglądających ręczników i narzuciłam na siebie
smoczą bluzę.
- Pożyczyłam sobie
jeden z twoich ręczników – poinformowałam, zamykając za sobą drzwi. Chłopak
popatrzył na mnie w dziwny sposób popijając kawę. – Pachnę teraz tak samo jak
ty. – Usiadłam na kanapie w salonie. Usłyszałam tylko jak Motylek się krztusił.
Roześmiałam się w
głos. I tak samo nagle jak zaczęłam się uśmiechać, przestałam. Nie mogłam do
siebie dopuścić możliwości radości w dniu takim jak ten. Mimo wszystko
rozsiadłam się wygodnie. Po chwili Daniel podał mi parujący kubek.
Podziękowałam i poklepałam miejsce obok siebie, gdy wyglądał tak jakby nie
wiedział, co ze sobą zrobić. Co było dość zabawne zważywszy na to, iż znajdował
się w swoim własnym domu. W końcu spoczął obok mnie. Siedzieliśmy w ciszy
sącząc zawartość swoich kubków.
- Co zamierzasz z
tym wszystkim zrobić? – przerwał milczenie.
- Nie wiem –
odpowiedziałam z ociąganiem. Pokiwał głową. Tym razem ja się odezwałam po
dłuższej chwili.
- Jak długo mogę tu
zostać? Tylko proszę cię o szczerą odpowiedź.
Teraz on zwlekał.
- Jak długo
zechcesz. Rodziców nie ma, a jeśli się pojawią, to możesz się przydać. Może
wtedy w końcu przestaną myśleć, że jestem gejem.
Ponownie
pogrążyliśmy się przestrzeni bez słów.
- Naprawdę biorą
cię za geja?
- Tak, jeszcze
nigdy nie widzieli mnie z dziewczyną.
- Skoro tak często
tu przebywają – sarknęłam.
- Zazwyczaj nie
wpuszczam dziewczyn do domu.
Przysunęłam kubek
do ust.
- Pierwszy raz? –
poruszyłam sugestywnie brwiami. Chłopak pokazał swoje równe zęby w szerokim
uśmiechu. Kąciki jego oczu uniosły się nieznacznie.
Spojrzał na mnie i
nie wiadomo czemu, dzięki temu spojrzeniu poczułam się pewniej. Bez zastanowienia
oparłam swoje nogi na jego kolanach. Przełknęłam łyk gorzkiej kawy czekając na
jego reakcję. Odstawiłam kubek na podłogę obok kanapy. Niepewna ręka Daniela
spoczęła na mojej łydce. Udając, że niczego nie zauważyłam zapaliłam kolejnego
papierosa. Strzepnęłam popiół do kubka, by ponownie przytknąć go do ust, w
momencie, gdy dłoń coraz odważniej posuwała się do przodu. Łydka, kolano i
powrót do stopy. Moje płuca przyjęły kolejną dawkę dymu, a palce u stóp
akceptowały porcję nieznacznych pieszczot.
Zmęczony umysł nie
zarejestrował chwili, w której przeniosłam się na kolana Daniela. Chociaż śmiem
powątpiewać czy zrobiłam to sama. Papieros wysunął się z moich nieświadomych
palców i wpadł do jego kubka z kawą, dryfując po jej powierzchni. Zdezorientowana
wydmuchałam szarą smugę mgły prosto w jego twarz. Szybko poszedł w moje
ślady i odstawił swój kubek obok mojego. Spoglądając na mnie niepewnie dotykał
moich kolan, pytając bez słów, sprawdzając na ile mu pozwolę. Moje oczy musiały
być ogromne. Ręce zwisały luźno wzdłuż moich boków. Palce jednej z nich splótł
ze swoimi. Gładził jej wnętrze.
- Nie mogę –
chciałam się odsunąć, lecz on mi na to nie pozwolił. – Nie chcę cię
wykorzystać, jako chłopaka jedynie do pocieszenia – zaprotestowałam. – Powinnam
się wstydzić.
- To ja powinienem
się wstydzić – przerwał mi. – Mam zamiar wykorzystać twój kryzys.
Patrzył na mnie
twardo. Zagryzłam dolną wargę, by zapobiec łzom wzbierającym pod moimi
powiekami. Nie dałam rady ich powstrzymać. Rozpłakałam się bez konkretnego
powodu. Tak po prostu. Tak po prostu przytuliłam się do Daniela, szukając
ukojenia w jego ramionach. Jego serce biło w taki cudowny i spokojny sposób. Po
czasie, nie wiem jak długim, moje policzki oschły. Nie podniosłam jednak głowy
z jego piersi.
- Zgadzam się. –
Czułam jak wstrzymał oddech. – Pozwalam ci to wszystko wykorzystać, Motylku.
Tak po prostu
zamieniłam się w papierosa na tafli wzburzonej kawy. Lecz moje gorzkie morze
uspokajało się z każdym wspólnym oddechem.
Dlaczego wrzucasz posty tylko w poniedziałki :-( . Nie przeczytałam tych 7 rozdziałów, lecz je dosłownie pochłonęłam. Już nie potrafię się doczekać dalszej części. Pozdrawiam :-)
OdpowiedzUsuńZ chęcią wrzucałabym je częściej, ale cierpię na pewną przypadłość. A mianowicie uwielbiam sprawdzać czy wszystko jest tak napisane, jak tego chcę, jak to widzę. Przynajmniej w połowie. Pilnowanie by nie było błędów, choć mimo wszystko jakiś zawsze się uchowa, pochłania dużo mojego czasu. Staram się by wszystko było zrozumiałe i przyjemne w czytaniu, lecz przeważnie mogłoby być więcej, bardziej, mocniej, dobitniej, intensywniej.
UsuńCieszę się, że pozyskałam kolejną czytelniczkę. Mam nadzieję, że mimo nieczęstych rozdziałów zostaniesz do końca.